RSS
 

czego dowiedziałem się we śnie z nocy między 20 i 21 lutego

21 lut

We śnie widzę drzwi, dość typowe drzwi hotelowe. Sen był kinematograficzny, tak go opiszę. Drzwi zajmują cały obraz, więc nie widzę nic obok, ale mam wrażenie, że przed nimi jest korytarz, a w nim inne, podobne drzwi. Nie znam numeru pokoju, nie pamiętam go, załóżmy, że to 1603 – mam wrażenie, że zaczynał się od 16 i był czterocyfrowy.

Widać więc drzwi z numerem 1603, obraz bardzo powoli się oddala – ale ciągle w zasięgu wzroku są tylko drzwi. Głos, czysty, gładki, spokojnie i monotonnie powtarza mi bardzo osobiste fakty z mojego życia (z przeszłości? z przyszłości?) w taki sposób, że uświadamiam sobie dziwność istnienia – nie żadną dziwność budzącą zastanowienie lub kosmiczny namysł, nie; świadomość tej dziwności budzi we mnie uczucie, którego nie potrafię nazwać, ale które możnaby opisać jako znajdujące się gdzieś pomiędzy strachem i niepokojem. Ogromnym strachem i ogromnym niepokojem. Potrafię spamiętać tylko to, że paniczny lęk budzi we mnie to, co znajduje się za drzwiami.
Druga scena. Siedzę na łóżku, jestem przekonany, że to moja sypialnia, chociaż w szczegółach pokój ten się różni, jest bardziej pusty, inny. W rogu, jak w mojej sypialni, jest szafka nocna, na niej zapalona lampka. Siedzę na łóżku i patrzę przed siebie, ale nie jestem tego pewien – nie widzę swoich oczu. Obraz powoli oddala się. Patrzę (tego się domyślam, ciągle nie widzę oczu) w stronę, gdzie w swojej sypialni mam drzwi balkonowe, ale we śnie jest inaczej – po oddaleniu się obrazu widzę pomieszczenie, w którym się znajduję, z zewnątrz – tylko kawałek ściany, gdzie widziałbym z zewnątrz, z balkonu, przeszklone drzwi balkonowe. Ale tam są drzwi hotelowe z numerem 1603.
Pierwsze odczytanie jest oczywiste, psychoanalityczne, ale to byłaby banalizacja i nieprawda. Ten lęk, czarny i czysty, jak kwadrat, sprawił, że zapadało mi się serce, niemal dosłownie. Obudziłem się ze strachu, z lęku, pierwotnego, czułem, że te drzwi były granicą, po przekroczeniu której już nigdy bym nie wrócił. Do teraz mam wrażenie, że za tą granicą poznałbym całym ciałem, fizycznie i duchowo, totalnie, tę dziwność istnienia – nie absurdalność, ale taką dziwność, taką czarną i, przepraszam za wyrażenie, bezdenną (otchłanną) dziwność, przez którą budzisz się w nocy jak z najgorszego koszmaru albo tracisz zmysły. Moja pobudka była ostatnim ratunkiem, jakby gadzie, pierwotne fragmenty mózgu w ostatniej chwili zesłały ratunek.
To, co czuję teraz, można porównać do uczucia, jakie ma się kiedy cudownie unika się śmierci („było bardzo, bardzo blisko”).
Obróciłem się w stronę narzeczonej (czyli o 180 stopni, co nie bez znaczenia – wcześniej byłem skierowany w stronę balkonu), przytuliłem do niej i położyłem dłoń na jej brzuchu, jest brzemienna. Chciałem skupić wszystkie myśli na przyszłości, na naszym dziecku, byleby nie myśleć o tym, co mnie wybudziło. 
 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS