RSS
 

Przepustka z piekła

01 lip

Obudziłem się, jak zawsze, przed siódmą. Wczorajsze, usypiające radio wciąż grało. W Salonie Politycznym, nawet tam!, dziennikarka rozmawiała z politykami o wydanej przed kilkoma dniami książce Andrzeja Franaszka. 

„Czytam ją do snu. Nie zawsze rozumiem poezję, nie zawsze mam czas na poszukiwania, dlatego to specyficzne, delikatne spojrzenie Franaszka na życie, przez literaturę na życie, jest dla mnie ważne” – mówił polityk opozycji.
„Specyficzne w jakim sensie?” – dopytywała prowadząca.
„To jest uczucie bardzo zmysłowe. Kiedy ja czytam Franaszka, czuję, jakby mój cały umysł znalazł się w wygodnej i niepokojącej otulinie, jak stopa zostawiająca ślad na wilgotnym piasku.” – wtrącił polityk partii rządzącej. I potem jeszcze przez kilkanaście minut w zgodzie rozmawiali przeciwnicy parlamentarni.
Pomyślałem: to koszmar! Kolejny polski tydzień? Minęło już trochę czasu od premiery! Widziała to cała Polska. Franaszek, ubrany w elegancki garnitur, na premierze w Sali Kongresowej, owacyjnie witany… Byli prezydent z premierem, kamery każdej telewizji, wszyscy krytycy literaccy próbujący uśmiechem zakryć zazdrość. Byli nawet przedstawiciele Kościoła!
Ale mimo tego, choćby wczoraj. Włączam telewizor, zaczyna się Teleexpress. Gdzieś powódź, gdzieś wojna… I nagle, znowu! Prezenter mówił „Minęło kilka dni od premiery nowej książki Andrzeja Franaszka, a wciąż większość ludzi, którzy w sondażach (przygotowanych przez cztery sondażownie!) ujawnili chęć jej zakupienia, nie może tego zrobić. Uruchomiono czwartą drukarnię, ale i to może nie wystarczyć, zamówień jest zbyt wiele. Sieci takie jak Empik wycofały na kilka tygodni sprzedaż periodyków, ich miejsce zajęły egzemplarze „Przepustki z piekła”.”
I ciągle o tym jednym – nowa książka Franaszka. Patrzy na mnie z plakatów, patrzy z billboardów, przygląda mi się z reklam wideo i multimedialnych prezentacji. Albo to: siedzę na Plantach, jest piękna pogoda i tak, oczywiście – czytam. Czytam „Przepustkę z piekła”, pragnienie gaszę schłodzonym piwem. Po jakimś czasie lekturę przerywają mi strażnicy miejscy.
„Czy pan nie wie, że istnieje zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych?”
„Ech, panowie! Zapomniałem się, to prawda. Bardzo żałuję, nie myślałem o tym, że grzeszę przeciw prawu. Zrozumcie mnie, proszę – zaczytałem się, niech panowie sami spojrzą!” – powiedziałem i pokazałem im okładkę okalającą przyczynę mego gapiostwa.
„No już dobrze, w porządku, niech pan kończy tę puszkę i nie rozpoczyna następnej. Bo to przecież nie uchodzi – czytać o cierpieniu, o samotności z piwem w ręku, w piękny dzień!” – skarcił mnie jeden z nich, dopiero wtedy odeszli.
„Przepustka z piekła”, wszyscy o tym mówią. Podobno zaistniała już za granicą, mimo braku tłumaczenia (chociaż zgłosiło się już 17 języków) – ostatnie plotki donoszą, że Reich-Ranicki ogłosił odejście od krytyki. „Nic nie wiem o literaturze”, powiedział po lekturze „Przepustki…”.
Ile jeszcze można? Każdy poranek budzi we mnie strach. Otwieram oczy, zaczynam słyszeć – i wszędzie indywidualne lektury i zbiorowe dyskusje. W ostatnim tygodniu podrożał gaz i, wyobraźcie sobie!, żadna stacja telewizyjna, żadna gazeta, radio – nie podały tej informacji! Bo zapomniały! Bo gaz podrożał w dzień po premierze w Sali Kongresowej! (Jakie sprytne zagranie firmy gazowej…). 
Niech poezja toczy nas w samotności. Niech literatura będzie ostatnim powodem do życia. Ale ja chciałbym w końcu bardziej ekscytować się debatą prezydencką niż tym wszechobecnym Franaszkiem!
 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS