RSS
 

„Wino truskawkowe”

12 maj
Bodaj pierwszy film Jabłońskiego zbiera przychylne recenzje. Podobno Stasiuk miał powiedzieć, że pisząc „Opowieści galicyjskie” akurat o taki film mogło mu chodzić. Zachęcony tą rekomendacją i będąc fanem aktora Jirzi Machacka (którego po raz pierwszy widziałem w „Samotnych”) udałem się do kina. Mimo że film czekał dwa lata na półkach, szukając dystrybutora, niełatwo jest dostać bilet. Sala pełna. I raczej zadowolona, bo salwy śmiechu wybuchały regularnie. No właśnie…
Stasiuka ciężko opisać. Przede wszystkim widzi on światło, co niełatwo przenieść na kliszę filmową. Ciężkość u niego jest lekka. On stara się zrozumieć ludzi i tereny, z których pochodzą, ale ich nie uszlachetnia, co nie jest takie częste – ma nasza inteligencja twórcza zacięcie takie, jak reżyser „Wina”, Jabłoński – zrobić z mętów, pijaków, brudasów – filozofów. Zawsze mają gotową sentencję, która pewnie powinnia i cieszyć, i dawać do myślenia – że cieszy, to było słychać w kinie. Tylko sentencje mądrościowo-pijackie wybrane przez Jabłońskiego raczej żenują. Maciej Stuhr jest dobrym symbolem filmu – gładkoskóry, przystojny aktor w roli zapijaczonego traktorzysty wypada całkiem sztucznie. Ktoś napisał w kontekście tego filmu o realizmie magicznym – ja bym raczej napisał o nierealizmie zabobonnym. Duchy, znikająca wódka, rusałki – wszystko to z niejakim talentem pokazane jakoś mnie przekonuje. Ale Jabłoński nie ma tego talentu. Gdyby pajęczynę budować za pomocą koparek i dźwigów straciła by swoją ulotność. I właśnie taki jest film Jabłońskiego – rozjechany Stasiuk, przaśny obraz leniwych i zapijaczonych górali. Jeden z nich, po kilku niezwykłych tragediach, mówi na końcu filmu „Trzeba żyć”. Powtarza zaraz to zdanie, jakby nie miało żadnej podstawy i żadnego sensu. Bo nie ma. Trzeba żyć – ale po co?
Film Jabłońskiego jest jak korona na głowie orła z posterunkowego herbu – dopiero Andrzej, główny bohater (w tej roli Machacek – i kolejny zawód: Malajkat podkładający głos pod wypowiedzi Czecha wypada tragicznie, jak stary tur. Machacek traci przez to całą swoją osobowość aktorską) wycina z żółtego papieru koronę, by po 17 latach w końcu orzełek mógł ją dostać. „Czekał 17 lat na tę koronę” mówi Andrzej. I film Jabłońskiego też czekał zbyt długo, by zostać nakręcony. Gdyby tak do kin wszedł 15 lat temu, o, wtedy pewnie niektóre żarty jeszcze by bawiły. A tak – pozostaje wrócić do lektury Stasiuka i czeskich filmow z Machackiem.
 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS