RSS
 

Incident at Loch Ness

26 wrz

„Incident at Loch Ness” to jeden z najzabawniejszych filmów, jakie widziałem. Wyreżyserowany przez Zaka Penna, pewnie z dużą pomocą głównego bohatera, Wernera Herzoga, opowiada historię próby nakręcenia przez znanego reżysera dokumentu o potworze z Loch Ness. Herzog, który chce zrozumieć ludzką potrzebę wiary w legendy, potwory itd., wybiera się na szkockie jezioro by, szukając Nessie, zrozumieć ludzi. 
Film jest teatrem w teatrze. John Bailey, inny reżyser, ma zrobić film o niemieckim reżyserze i to jest pretekstem jego podążania za ekipą Herzoga. Cały film jest żartem, chociaż granym przez prawdziwych ludzi. Jest więc znany kamerzysta, znany dźwiękowiec, znany producent i scenarzysta (a zarazem reżyser „Incydentu”, Zak Penn). Pokazują perypetie ekipy filmowej Herzoga Penn wznosi się na wyżyny świetnego humoru całymi garściami czerpiąc z ogromnego dystansu filmowców do samych siebie. Herzog sam jest śmieszny, jego ekipa śmieszy – to wszystko doskonały, bo dowcipem okraszony obraz filmowców. 
Penn, ten filmowy, producent, chce zrobić za plecami Herzoga film, który będzie hitem kasowym. Wynajmuje się „specjalistę” od potworów, jako obsługę sonaru zatrudnia szalenie kuszącą modelkę, która oczywiście musi pokazać się w bikinii. I nagle sam zaskoczony jest, wraz z resztą ekipy, kiedy natykają się na potwora. W tym momencie „Incydent” zamienia się w film grozy. Mgła zakrywa horyzont, mimo że to jezioro nie widać brzegów – czujemy się więc jak na oceanie, jak w filmach grozy dziejących się na krańcu świata. To wszystko umilacze, bo i cały film jest dobrym żartem, ale nie byłby Herzog Herzogiem (jeden z moich, hmm, top 5 reżyserów, szczyt listy na pewno!) gdyby nie starał się przekazać chociaż kilku swoich spostrzeżeń. 
Najważniejsze to śmieszność całej sytuacji. Penn, jak to hollywoodzki producent zapatrzony w box office, chce wyśubować rzeczywistość do sensacyjnego absurdu. Kupuje więc ekipie filmowej stroje naukowców-badaczy, by bardziej urealnić produkcję (i tutaj, a wiele jest takich smaczków, stroją sobie żarty – napis na strojach jest błędny i brzmi „ekspededycja”), zmienia nazwę łodzi na Discovery 4, by brzmiała poważniej (chociaż, jak powie kapitan statku, nigdy nie było Discovery 1, 2 i 3). Takich małostek jest więcej i czynią film,jak napisałem na początku, niezwykle zabawnym. Już samo oglądanie Herzoga, jakbiega po sklepie w poszukiwaniu ostrzy do maszynki do golenia (bo kupiłniewłaściwe) budzi rozbawienie. Ten Herzog, reżyser od Fitzcarraldo, Woyzeckaczy Aguirre!  Szacunek budzi taki dystansdo siebie. Polecam więc „Incident at Loch Ness” na lekki wieczorek.
 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Ac

    27 września 2008 o 17:34

    Twoja recenzja brzmi zachęcająco, ale fragment filmowy wygląda jak francuski film dokumentalny na Planete z lat osiemdziesiątych (pod względem jakości produkcji).
    Co powiesz na taki cios?

     
  2. n

    28 września 2008 o 08:48

    Rzekłbym, że to zamierzone. Niestety, innego fragmentu na jutjub nie ma.

     
  3. dictaphone

    11 października 2012 o 07:01

    dictaphone…

    Incident at Loch Ness | nacodzien blog…

     
 

  • RSS