RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2008

A Ty miłuj!

21 cze

Mój problem z miłością bliźniego polega na tym, że nie ma szans na odkupienie.

Kiedy pewna osoba mnie krzywdzi, redefiniuje całe moje jestestwo, zmienia na gorsze (np. pozbawia uczuć – czy podobna wyobrazić sobie większą karę? Nie zakochać się w dziewczynie, nie zapłakać na pogrzebie babki – co może być bardziej potwornego?) i wiem, że już tak zostanie – mam miłować bliźnich?

Bóg jest Miłością, jest miłosierny. Jeśli grzeszę przeciw niemu całe życie, ale okażę skruchę u końca życia, on mnie przygarnie. Ale: najpierw swoje muszę odsiedzieć w czyśćcu, by odpokutować. Odpowiednio długo.

Ale jeśli ktoś przeciw mnie grzeszy – jeśli mnie monstrualnie rani, bo pozbawia ogromnej, nie wiem czy nie najważniejszej cząstki, jakże mi czekać na odpokutowanie? Drugie życie musiałbym czekać na odkupienie win kogoś, kto pierwsze moje życie skaził.

Jak wiemy, nie mamy tyle czasu na Ziemii. Łatwo Bogu wybaczać, bo raz, że Wszechmocny, to jest dwa, że Wiekuisty.

A jak mam wybaczyć, bez odkupienia? Czy to w ogóle możliwe? Powiedzieć: „Fatalnie mnie skrzywdziłaś, ale Ci wybaczam”? To możliwe, oczywista, ale czy szczere? Czy niewymuszone?

Tylko odkupienie win, ich odpokutowanie, pozwoliłoby mi szczerze wybaczyć, ba, może nawet i mnie naprawi to wybaczenie?
Ale tragizm na tym polega, że nie potrafię. Że nie mam czasu na przejście krzywdzicielki przez mój Czyściec.

Jak więc miłować mam bliźniego?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Hymn

20 cze
Dzięki Ci Panie,
Za Twe chojne dary.

Chyba se dziś kupie
Czarne okulary.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

K.I. Gałczyński – Poemat dla zdrajcy

20 cze

Na zajęcia z literatury polskiej XX wieku trzeba nam przygotować utwór (najlepiej sprzed wojny, więc ten odpada) Gałczyńskiego wraz z analizą.
Ale oto socrealistyczna gęba Gałczyńskiego (napisane po zerwaniu Miłosza z aparaturą socjalistyczną):

Tu gdzie szarą wiklinę iskrami

stroi słońce, zaś wiatr ptakami;

tu gdzie Wisła jak synogarlica

grucha falą płynąc do księżyca;

tu gdzie z dębu jemioła migotliwa

silnie złoci się, gdy dnia przybywa,

tu mój dom, w nim kos mój gwiżdże, drze się,

jakby nadal był w wesołym lesie;

tu mój czas jak syren włos schwytany,

tu te lampy razem z instrumentami,

tu łzy moje i architektura,

cień od łez i promień z mrocznej szpary;

tutaj wszystkie moje gałęzie i konary,

pośród których odpoczywam jak chmura.

A ty jesteś dezerter.

A ty jesteś zdrajca.

Okiem zdrajcy patrzysz na Rawennę,

na mozaik kamyczki promienne,

potem piórem, ręką dezertera

chciałbyś myślom swym kształt nadać trwały -

ale oto litery powstały

i splunęły ci w pysk. Wierszyk umiera.

A tyś myślał, że ci będzie lepiej,

a tyś myślał, że lutnia to sklepik,

z którym można koczować przez bruki -

byle tylko chleb i piżama -

tak, mój panie, nowojorski kramarz

rozumuje na temat sztuki.

Uch, przebolałem ja tę sprawę,

jakby mnie batem bili,

klnę się na matkę i Warszawę,

że to mnie jeszcze boli;

a ja sądziłem: minie, przejdzie,

że jakoś ból wypielę -

a ty mi ciągle z dna pamięci

wypływasz jak topielec -

topielca wiatr i strach przegania,

topielec spływa w nocy

z martwą maszyną do pisania,

zdziwiony, że nie tworzy.

Nie tak, bratku, zrobił Kochanowski:

on też jeździł, ale tutaj trwał -

i wyciągnął swoje gałęzie

aż po flagę czerwoną dni naszych -

i pozłocił swe liściaste zgłoski

wielkim światłem Południa i Wschodu;

nie zamienił Polski na walizkę -

i dlatego świeci tak jak laur,

tak jak Morze Śródziemne, wstążka

modra w złotych włosach kontynentu.

Lasy moje olsztyńskie,

jeziora mazurskie,

sianokosy i śniegi, co je dzik zakrwawią,

dziękuję warn za wszystko i pięknie pozdrawiam.

Od Węgorzowa po Wiartel,

od Ełku do Ostródy

witam sikorki w brzasku, na sosnach dzięcioły

i w lutym, choć mróz trzaska, kwitnące jemioły.

Pokłon wam biję, chmurki,

i wam, chyże pagórki,

żeście mi ułożyły rękę do pisania

i strunę odnalazłem, co srebrnie podzwania.

Bo to jest właśnie ona,

to jest ta srebrna struna,

podług niej zdania stroję, by gwarzyły razem,

by z robotnikiem zrosły się i z krajobrazem.

A ty jesteś dezerter.

A ty jesteś zdrajca,

mrok -

pleśń -

strach -

Architektur świetliste drżenia

jak w myśl i światło rozrosła złota gałązka,

róże z Pestum – które znam tylko ze słyszenia

(opowiadała mi o nich Anna Żeromska);

i ten gwarny blask oklep na chmurze,

i ten laur, co go zefir rusza -

i Rawenna, i znowu róże

(takie same jak za Owidiusza);

i fontanny rzymskie, i ich woda,

Palermo i Taormina:

cały ten kram chętnie oddam

za jeden liść polskiego dzikiego wina.

Trzeba tylko schylić się, liść podjąć,

ziemię i horyzont, razem! w górę!

aż ten ostry żwir stęknie melodią,

w dali wiatr zaćwierka mazurkiem,

aż pieśń buchnie ze zbóż i maszyny,

aż tu błysną one Taorminy

jakby dęby złote, gadające

ciągle jedno słowo: słońce! słońce!

aż się w tobie spotkają na wieki:

twoja pieśń i robotnik, jak dwie rzeki.

Oto nasza

myśl szopenowska -

oto nasza

warta stalinowska.

Truman światła

nie zgasi nam;

warta!

warta!

warta

dniem i nocą:

u Notre-Dame

i u koncertów Bacha.

Jak pancernik płynę.

Pójdę! Dojdę!

Ze mną Schiller

z odą ‚An die Freude”.

Szerzej okna!

Świat otwieraj!

Wierszu mój, ognia!

W pysk dezertera!

Flagę do góry!

Pracę! Pieśni!

W słońce, o którym

Michelangelo nie śnił.

Dla waszych dzieci,

dla naszej ziemi,

ludzie prości,

skarbów strzeżemy.

Czas roziskrzymy.

Pięść zaciśniemy.

Strzeżemy.

I ustrzeżemy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I Ty możesz zostać Bolkiem!

18 cze


BOLEK
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Figliki

17 cze
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tirso de Molina – Zwodziciel z Sewilli i Kamienny Gość

16 cze

KATALINON
Szczypta rozsądku odwadze nie szkodi.

DON JUAN
Tak jak tchórzowi, gdy ma w portkach pełno.
Kto pragnie służyć, ma swą wolę przegnać,
Powinien milczeć i co każą, robić.
Grasz, kiedy służysz, więc jeśli chcesz wygrać,
Działaj w milczeniu, wtedy się obłowicz.

KATALINON
Prawda, kto gada, ten najczęściej traci.

DON JUAN
Więc cię ostrzegam, lecz po raz ostatni.

KATALINON
Panie, przyrzekam od dziś jak najbardziej
Być ci posłusznym. Z Tobą mogę zgwałcić
Słonia, gdy zechcesz, albo i tygrysa,
A nwet księdza, jeśli mi polecisz.
Milczę – i gwałcę!

DON JUAN
Już słychać markiza.
Milcz!

KATALINON
Rozkaz, panie! Czy mam go przelecieć?

Fragment drugiego aktu dramatu de Moliny, który drukiem wyszedł w Barcelone w roku 1630. Autor był zakonnikiem, przeorem dwóch klasztorów.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Moja dziewczyna jest w Stanach.

14 cze
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Euro 2008 (4)

12 cze
Sędzia chuj.
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Euro 2008 (3) – Statystyki

09 cze
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Euro 2008 (2)

09 cze

Piwo było ciepłe, a mecz: przegrany.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS