RSS
 

Dwulatek, zimny drań.

21 maj

Tekst Magdaleny Miecznickiej z weekendowego wydania „Dziennika”.

Mówiło się o tym od dwóch lat: matka
największego pisarza francuskiego Michela Houellebecqa obsmarowana przez niego
w „Cząstkach elementarnych” za to, że go porzuciła zaraz po
urodzeniu, mści się, pisząc autobiografię. Bomba wybuchła w

ubiegłym tygodniu w Paryżu: Lucie
Ceccaldi wydała książkę UInnocente”
(„Niewinna”), w której przedstawia swoją wersję własnego życia i
osobowości Michela. Idąc na ten wywiad, umierałam z ciekawości. Wielu krytyków
twierdzi, że fundamentem twórczości Houellebecqa jest kompleks matki. Widać to
nie tylko w „Cząstkach …”, lecz we wszystkich innych jego
książkach. Bohaterowie Houellebecqa to ludzie niekochani, porzuceni. Wina matki
Michela wydawała się oczywista jak z podręcznika do psychologii. Podejrzewałam,
że to za sprawą tej demonicznej kobiety powstały teorie Houellebecqa o
samotności człowieka Zachodu. Co się już w literaturze zdarzało. Nie zdarzyło
sie natomiast, by ów toksyczny rodzic postanowił przedstawić swoją wersję
wydarzeń. O tym wszystkim rozmyślałam, wchodząc do obskurnego hoteliku, w
którym zatrzymała się Lucie. Recepcjonistka wskazała mi schody: spotkanie
odbędzie się w pokoju. Wchodzę. Widzę drobną, pomarszczoną staruszkę., Lucie ma
82 lata. Podobieństwo do Michela jest uderzające. Ledwo przekraczam próg, zaczyna
opowiadać o swojej matce, zmarłej dwadzieścia pięć lat temu: – Zamordowali ją
lekarze! – krzyczy i zaczyna płakać. – Tak, bardzo kochałam matkę. Tylko pies
może nie kochać swojej matki! – To aluzja do Michela? – Cóż, w kwestii uczuć
mój syn jest inwalidą. On nikogo nie kocha i nigdy nie kochał. To człowiek
zimny.

- Twierdzi, że to dlatego, że miał
nieszczęśliwe dzieciństwo…

- To bzdury!

Szczęśliwe dzieciństwo

Michel urodził się w 1956 roku na wyspie
Reunion, gdzie Lucie pracowała jako lekarka, a ojciec Rene Thomas dorabiał jako
nauczyciel gimnastyki w sierocińcu. Jego „szczęśliwe” dzieciństwo
zaczęło się od tego, że kiedy miał 5 miesięcy, rodzice wysłali go pod opieką
znajomej samolotem do Francji, do babci ze strony ojca Henriette z domu
Houellebecq. Lucie miała wtedy 30 lat. Urodziła się w 1926 roku w Algierii, w
rodzinie francuskich pieds-noirs. Jako dwudziestolatka została bojowniczką o wyzwolenie
Algierii i należała do organizacji komunistycznej. Studiowała medycynę i jeździła
na Węgry i do Czechosłowacji poznawać dobrodziejstwa komunizmu. Ojciec Michela,
pochodzący ze znacznie prostszej rodziny, przyjechał na Reunion za Lucie. To
ona w tym związku miała lepsze wykształcenie, lepszą pracę i pensję.

- Pani syn uważa, że porzucając go
w dzieciństwie, unieszczęśliwiła go pani na całe życie. Dlaczego to pani zrobiła?
- pytam.

- Bonie miałam czasu go
wychowywać!

- złości się. – Kiedy był dzieckiem,
aż do piątego miesiąca zajmowałam się nim jak każda matka, która nie ma nic
lepszego do roboty. Ale potem musiałam wrócić do pracy. Byłam lekarzem,
musiałam pracować!

Prawda jest trochę bardziej
skomplikowana: już wcześniej razem z mężem zaplanowali długą podróż do Afryki…-
Ta podróż była dlatego, że mieliśmy temperament podróżniczy! – tłumaczy ze
zniecierpliwieniem Lucie. – Nie chcieliśmy rezygnować

z podróży, żeby zająć się dzieckiem.
Babcie, które mieszkały jedna w Algierii, druga we Francji, już go sobie
wyrywały… Michel został u Henriette tylko kilka miesięcy, bo ta postanowiła
wyjść za mąż. Zawieziono go do drugiej babci do Algierii. Przez cztery lata, które
tam spędził, matka odwiedziła go tylko jeden raz, bo jako bojowniczka o wolność
Algierii znalazła się na czarnej liście policji. Co zapamiętała z tej wizyty?

- Już wtedy widziałam, że jest
pozbawiony uczuć. Wszystko było mu obojętne. Zajmował się tylko sobą. Mowa o
dwulatku. Lucie miała potem jeszcze córkę z innym mężczyzną.

- Oddałam ją do adopcji. Moja córka
nienawidzi osoby, która ją wychowała. Myślę, że trochę przesadza. Ze mną ma
teraz poprawne stosunki. Nie gorące, ale bez dramatów.

Lucie rozwiodła się z ojcem
Michela. Zgodziła się na odebranie jej praw rodzicielskich do syna. Dlaczego?

- Formalności mnie przerastały. Dał
mi papiery rozwodowe do podpisania, to podpisałam. Nie zastanawiałam się, co w
nich jest.

W efekcie zafundowała synowi
następującą scenę: kiedy miał pięć lat, do domu dziadków wtargnął obcy mężczyzna,
czyli jego tata, z dwoma spadochroniarzami. Zabrali Michela siłą. Dziecko na
zawsze opuszcza kraj swojego dzieciństwa, słońce, Algierię, dziadków, i jedzie
do Francji. W Algierii trwała wojna, ojciec bał się o syna, choć Lucie
twierdzi, że nic mu nie groziło. Ale we Francji natychmiast oddał Michela
swojej matce.

- Michelowi to było całkowicie obojętne.
To moi rodzice za nim płakali. On nie miał żadnych uczuć.

Tym razem mowa o pięciolatku.

- Potem, kiedy był dorosły, nigdy
nie odwiedzał mojej matki. Ona go o to błagała. Przeniosła, się do Marsylii,
bez przerwy do niego pisała, wysłała mu czekoladki i listy po niego. Żyła tylko
dla niego. On pozostał obojętny.

Michel sam pisał, że jest
niezdolny do miłości. Dlatego że nie kochała go matka. Lucie ma inną teorię.

- Nieprawda, że dziecko potrzebuje
matki. Dziecko potrzebuje miłości, wszystko jedno czy matki, czy dozorczyni. I
Michel był otoczony miłością. Babcie go uwielbiały. Wręcz go rozpuściły. Myślę,
że to główny powód jego podłego charakteru.

Wyzwolona komunistka

W „Cząstkach …”jest
taki ustęp: w przedszkolu w Algierze chłopcy mają zrobić z liści naszyjniki dla
dziewczynek. Chłopcy zgrabnie nawlekają liście. Tylko Brunowi się nie udaje.
„Praca Bruna nie posuwała się po naprzód, liście się kruszyły, wszystko
rozpadało mu się w rękach. Jak im to wytłumaczyć, że potrzebuje miłości? Jak im
to wytłumaczyć bez naszyjnika z liści?”.

- Babcie mówiły mu, że jest
wspaniały, inteligentny. To prawda, był ponadprzeciętnie inteligentny. Miał
zdolności naukowe. W lot pojmował fizykę i matematykę. Miał miłość obu babć. Co
na to Houellebecq? ,,(Babcia) codziennie po lekcjach przychodziła po niego.
Wstydził się, widząc tę małą zasuszoną i wyniszczoną staruszkę, która brała go
za rękę. Inni mieli rodziców” („Cząstki…”).

- Co ja mam z tym wspólnego, że on
jest bez serca? – krzyczy Lucie. -

Co odpowiada za osobowość
człowieka?

- Planety! – i patrzy w niebo.

Michel dorósł więc u babci ze
strony ojca. – Henriette była analfabetką, proletariuszką pełną nienawiści do
burżuazji – mówi z pogardą Lucie, bojowniczka komunistyczna. -Myślę, że go
wychowała w nienawiści do mnie. Zresztą, chciała go na wychowanie przede
wszystkim po to, by dostawać ode mnie alimenty. Michel dorastał na prowincji,
niedaleko Paryża. Ojciec brał go na narty, matka wpadała raz do roku. Jak
meteor: niedostępna, zawsze w

drodze
do ważniejszych spraw, podróży i kochanków. Prowadziła bujne życie miłosne. -
Uprawiałam miłość z kim chciałam, od 18. roku życia. W wieku 21 lat miałam już
kilku kochanków i bardzo złą reputację – przyznaje z dumą. – Ale to nie przeszkodziło
mi w karierze lekarza. Wyzwolenie obyczajowe 1968 roku? Ja byłam wyzwolona już
w latach 40 i to w Algierii. Lucie twierdzi, ze żyła zgodnie z ideałem wolności
osobistej przeciw tradycjom i przesądom. Michel Houellebecq tak pisał o swoim
bohaterze: „Już podczas pierwszego pobytu u matki Bruno zdał sobie sprawę,
że nigdy nie zostanie zaakceptowany przez hipisów; nie był i nigdy nie będzie
pięknym zwierzęciem”. Na tym kompleksie opiera się teoria Houellebecqa, że
wyzwolenie seksualne doprowadziło do kapitalistycznej konkurencji w sferze
seksu i uczuć. Teoria, na której oparty jest pomysł „Platformy”.

-
Skąd u pani syna kompleks odrzucenia?

- Uważał się za brzydkiego, nie
rozumiem dlaczego.

- Czynie dlatego, że widział, jak
pani ugania się po świecie za mężczyznami? Zdaje się, że widział panią jako
piękną i niedostępną, siebie jako brzydkiego, porzuconego…

- Och, są ludzie urodzeni bez
ręki, oni mogą się skarżyć!

Stosunki syna i matki układały się
chłodno, ale poprawnie. Michel studiował rolnictwo, potem poszedł do szkoły
filmowej. Ożenił się z Jacentą i miał syna.

- Wie pani, że Michel robi film na
podstawie „Możliwości wyspy”?

- Wiem. Wszyscy mówią, że jest
okropny.

- Czy to była jego wielka ambicja?

- Tak. Ja na przykład byłam dobrą
fotografką. Zwinął mi nawet mój aparat, ale nigdy nie zrobił dobrego zdjęcia.
Bo Michel nie ma oka. Oko można mieć tylko wtedy, kiedy się zapomni o sobie.

W pewnym momencie Lucie przyznaje:

- Nie byłam złą matką. Po prostu w
ogóle nie umiałam być matką.

Nikt nie lubi
Michela

Po raz ostatni rozmawiali w 1991
roku.

- Zachował się wtedy okropnie.

Pojechałam do Paryża, żeby
zobaczyć jego i jego synka, który miał 9 lat. Zawsze to ja do niego jeździłam.
On się nigdy nie pofatygował do mnie. Zachowywał się jak udzielny książę! Zawsze
był gburem, nikt go nie lubił. Był żałosnym pretensjonalnym typkiem, który
uważał się za pępek świata! – nakręca się, aż muszę jej przerwać.

- Pokłóciliśmy się o wojnę w Zatoce
Perskiej. Michel zaczął wyklinać Arabów, mówić, że islam to idiotyczna religia.
Że trzeba na wszystkich Arabów zrzucić bomby. Zapytałam: dlaczego uważasz, że
trzeba zabić tych wszystkich ludzi? Odpowiedział: dlatego, że jestem
najinteligentniejszy na świecie!

Houellebecq wielokrotnie wychodził
na rasistę. Zaczęło się od postaci Murzyna, który odbiera kobietę
wymoczkowatemu bohaterowi „Poszerzenia pola walki”. Potem była tyrada
przeciw islamowi w „Platformie”. I wywiad udzielony „Lire”, gdzie Houellebecq
nazwał islam najgłupszą religią świata.

- Myśli pani, że Michel naprawdę
jest rasistą?

- Myślę, że chciał mnie zezłościć.
Ale nie robi się takich rasistowskich uwag, jeśli nie jest się trochę rasistą –
dodaje.

W roku ich ostatniej rozmowy
Michel rozwiódł się z Jacentą i związał z niejaką Marie-Pierre, redaktorką
wydawnictwa, które opublikowało jego poezje. Nie podał matce nowego adresu.

- W 1992 roku dostaję od niego na
gwiazdkę list. Ucieszyłam się! Ale zaczynam czytać i oczom nie wierzę. Syn
pisze: „Chcę, żebyście ty i mój ojciec odpokutowali za wasz egocentryzm.
Jeśli chcecie, żebym się do was jeszcze kiedykolwiek odezwał, musicie
utrzymywać mnie przez trzy lata, do czasu, kiedy ukończę moje rozpoczęte
dzieła. Każdy list bez czeku zostanie wyrzucony do śmieci” – Lucie śmieje
się pogardliwie.

Szczególnie rozbawiły ją te
„nieukończone dzieła”.

- Cały Michel! Zawsze uważał, że
jest królem, że wszystko mu się należy.

Nie odpowiedziała na list, nie
przysłała pieniędzy. Po sześciu latach Michel, który tymczasem zmienił nazwisko
z Thomas na Houellebecq, pisze do niej kolejny list. Ten list z czasem
przyniesie mu międzynarodową nagrodę literacką IMPAC oraz pozycję najważniejszego
współczesnego pisarza Francji. Nosi tytuł „Cząstki elementarne”.

W ręce matki trafił przypadkowo.

- W 1998 roku przychodzi do mnie
kolega i zostawia gazetę. Przeglądam i widzę twarz mojego syna.

Jest
artykuł o tym, że dostał nagrodę literacką· Idę więc do księgarni, kupuję
książkę. Nie czytam od razu chcę się delektować – w jej głosie słychać ironię.
- Otwieram książkę i co widzę! Podłe kłamstwa ma mój temat! To mnie naprawdę
dotknęło…

Co
dokładnie znalazło się w książce? Michel Houellebecq uczynił ją  pierwowzorem matki dwóch głównych bohaterów -
przyrodnich braci Michela i Bruna – niejakiej Jacinthy Ceccaldi. I zawarł tam
elementy historii jej rodziny. Jacintha porzuca swoich synów, najpierw Bruna z
pierwszego małżeństwa potem Michela z drugiego. Oddaje ich na wychowanie,
każdego do innej babci: Bruna do Algierii, Michela na wieś pod Paryżem.
Tymczasem sama zajmuje się uprawianiem bujnego życia seksualnego z
młodszymi  mężczyznami. Na temat jej
podejścia do macierzyństwa Houellebecq pisze następująco: „Nudne i
uciążliwe zajęcia związane z chowaniem małego dziecka wydały się małżonkom
trudne do pogodzenia z ideałem wolności osobistej”.

-
Dlaczego uważa to pani za podłe?

-
Bo to są kłamstwa! Pisze, że byłam idiotką utrzymywaną przez bogatych Amerykanów!
A ja nigdy nie byłam przez nikogo utrzymywana! Przeciwnie, to ja robiłam zawsze
za bank Francji dla całej rodziny Houellebecqów – tłumaczy. Opowiada, jak całe
życie dzielnie pracowała. O tym jest jej książka „L’Innoncente”: o jej
studiach medycznych, karierze lekarza, kochankach. Pamięta nawet, ile zarabiała
jako lekarz: 90tys. franków. Nie pamięta natomiast, żeby jej syn kiedyś
okazywał jakieś oznaki samotności. W książce matka pojawia się po raz pierwszy
na stronie 164 i wraca nie więcej niż cztero- czy pięciokrotnie. Z większym uczuciem
opisany jest jej pies Capi.

-
Nie zobaczyła pani w „Cząstkach …” szansy, żeby dowiedzieć się, jak
pani syn przeżywał dzieciństwo? Jaka była jego wersja wydarzeń?

-
Jaka jego wersja wydarzeń?! W rodzinie był minister! A on napisał, że mój
ojciec pochodził z rodziny chłopów! – oburza się.  

Ale
nie dziwię się, że „Cząstki…” tak bardzo dotknęły Lucie. Czyż dotknięcie
jej nie było ich głównym celem? Krytycy zachodzili w głowę, skąd wziął się
niepoprawny politycznie światopogląd wielkiego pisarza Michela Houellebecqa.
Czy to komunizm? Czy faszyzm? A może konserwatyzm? Otóż rzecz wydaje się znacznie
prostsza: to jest przeciwieństwo światopoglądu jego matki.

Mogę
zranić go bardziej

Na łóżku leży Dostojewski. Lucie
wyjaśnia: – Dostojewski w wieku 28 lat był na galerach, potem stracił żonę i
dziecko. On wie, co to jest cierpienie. Pani nie rozumie. Dla mnie ta sprawa z Michelem
to nie jest żaden dramat. Nie zamierzam popełnić
samobójstwa, bo mój syn zachowu je
się tak, jak się zachowuje. Jem tu codziennie obiad w restauracji rosyjskiej, u
Armeńczyka, który jest szczęśliwy, przystojny, pogodzony ze światem, choć
pracuje w restauracji. Dla mnie to jest prawdziwy filozof, a nie mały gnojek,
który ma się za nie wiadomo, kogo.

- Czytała pani inne książki syna?
- przerywam.

-Nie.

-Dlaczego?

- Bo nic mnie to nie obchodzi.

- Nie jest pani ciekawa, dlaczego
cały świat, łącznie z Polską, uważa pani syna za jednego z największych pisarzy
współczesnych?

- To żaden pisarz! Czym jest ta historia
chemika, który się masturbuje? Wielki pisarz to jest na przykład … – podaje
nazwisko jakiegoś Rosjanina. Jest w wieku Michela. – To jest prawdziwy pisarz
…A nie ten gnojek Michel.

- Nie jest pani ani trochę dumna z
syna?

- Wiem, że matki na świecie są
„dumne” ze swoich dzieci…Ale moim zdaniem trzeba być idiotą, żeby
być dumnym z dziecka – mówi z obrzydzeniem. – Można być dumnym tylko z samego
siebie. Ja byłam dobrą obywatelką, dobrą przyjaciółką.

- A jak się miewa pani wnuczek?

- Nie wiem. Nie widziałam go od
czasu, kiedy miał 9 lat. Słyszałam, że miał się nie najlepiej. Że był w
szpitalach psychiatrycznych i tak dalej.

- I nie próbowała pani się z nim
spotkać?

- Nie, a dlaczego miałabym
próbować? Niech sam do mnie przyjdzie, jeśli chce, nie będę się uganiać za
jakimś chłopakiem tylko dlatego, że jest moim wnukiem! – denerwuje się.

- A martwi się pani, słysząc, że
Michel podobno pije?

- Radziłabym mu, żeby spróbował
skręty. To lepsze. Mnie na przykład w Paryżu okropnie brak marihuany…

- Dlaczego napisała pani tę
książkę?

- Tak sobie, bo miałam ochotę.

Skądinąd wiem, jakie są kulisy
powstania książki. Namówił ją do tego Denis Demonpion, dziennikarz, który dwa
lata temu wydał nieautoryzowaną biografię Houellebecqa. Lucie napisała, ale w
jej książce o Michelu było mniej więcej tyle, co w jej życiu. Wydawca kazał jej
napisać posłowie. Napisała 12 stron inwektyw.

- W posłowiu nazywa pani Michela
małym głupkiem i kłamcą. Nie boi się pani, że go zrani?

- O, dostaje tylko za swoje.
Mówię, że jest kłamcą, bo jest kłamcą. Gdybym chciała go zranić, mogłabym

zrobić jeszcze znacznie więcej…”

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. dictaphone

    11 października 2012 o 10:53

    dictaphone…

    Dwulatek, zimny drań. | nacodzien blog…

     
 

  • RSS