RSS
 

Filmowe zajawki książek

10 mar

Jak zawsze jestem do tyłu. W dzisiejszej „Wyborczej” na stronach kulturalnych przeczytałem o wzmagającym się zjawisku tzw. trailerów książkowych. Kiedyś jakos gadające głowy, teraz animacje reklamuję nadchodzące wydawnictwa. Bardzo mnie to zaciekawiło i, nie powiem, zaskoczyło. „Coś nowego”, pomyślałem, po czym położyłem się, żeby od myślenia odpocząć. Czy to kolejny dowód na wzrokowość naszych pokoleń, na wyłączanie wyobraźni? Bo, powiedzmy sobie szczerze, reklama książki filmem? Film przed książką, film na jej podstawie… Tak czy siak, wklejam artykuł i jeden z opisywanych w nim trailerów, bardzo ciekawy zresztą, bo intrygujący (chociaż można powiedzieć, że sztampowy i przewidywalny, no, ale jak tu zareklamować Kinga?).


Książka przed filmem? Tak było kiedyś. Film przed książką – tak
będzie teraz. Właśnie zaczyna się boom polskich trailerów literackich


Były minister MSWiA Janusz Kaczmarek maszeruje brzegiem morza. Widzimy
go w serii robionych z ukrycia czarno-białych zdjęć. Wchodzi na molo,
odwraca się i ktoś zza kadru (snajper? fotograf?) bierze go na
celownik. Czyżby świeżo ujawnione materiały operacyjne CBA? Nic z tych
rzeczy. To filmowy zwiastun książki „Cena władzy” (wyd. Prószyński i
S-ka), czyli wywiadu rzeki, jaki z Kaczmarkiem przeprowadzili Marek
Balawajder i Roman Osica.

Pierwszy polski trailer literacki powstał prawdopodobnie dwa lata temu.
Był nim zrealizowany przez absolwenta łódzkiej Filmówki Stanisława
Mąderka straszno-śmieszny krótki metraż fabularny. Pojawił się w sieci
w ramach promocji wydanych przez wydawnictwo Mag „Chłopaków Anansiego”
Neila Gaimana. Robił wrażenie chaotyczne, by nie rzec amatorskie. Nowy
trend przyjmował się powoli. Kiedy rok temu Tadeusz Pilas (obecnie
administrator powstałego w maju ubiegłego roku wortalu ) szperał w
serwisie YouTube, znalazł jedynie cztery polskie filmy dotyczące
literatury, z czego tylko jeden na upartego można było uznać za trailer.

- Proponujemy państwu książkę o intrygującym tytule „Misjonarze i
Barbarzyńcy” – mówił wystudiowany głos z offu, a złej jakości obraz
przedstawiał czyjeś dłonie kartkujące tom opowieści o codziennym życiu
przasnyskiego ogólniaka w latach 1923-2005. Nuda.

Aż tu nagle w ciągu kilku ostatnich miesięcy polskich zwiastunów
literackich zrobiło się kilkadziesiąt. Wydawcy, którzy zrealizowali
dotąd tylko jeden, już chcą je kręcić do wszystkich swoich nowości (jak
np. EMG, które na razie ma na koncie tylko filmową zapowiedź „Nocy z
czwartku na niedzielę” Gai Grzegorzewskiej z 2007 roku, ale planów
znacznie więcej). To już nie tylko relacje z wieczorów autorskich,
wywiady czy wideorecenzje. Zaczyna się rodzić nowy u nas gatunek.
Powstają minifabuły, teledyski, a nawet animacje (warto wymienić m.in.
rysunkowy zwiastun polskiej edycji powieści „Blaze” Stephena Kinga vel
Richarda Bachmana autorstwa Wojciecha Ostrowskiego, wyd. Prószyński i
S-ka, 2007).

- Zrealizowaliśmy dotąd kilka filmów prezentujących nowości, ale były
to po prostu „gadające głowy” – opowiada Bartłomiej Kwasek z działu
promocji Wydawnictwa Literackiego. – Nadszedł czas na coś nowego.
Kryminał Jarosława Klejnockiego „Południk 21″ (premiera w drugiej
połowie marca) będzie zapowiadał prawdziwy trailer z fabułą. Autor
zagra w nim bohatera książki, który nazywa się nie inaczej, tylko
Jarosław Klejnocki i jest przesłuchiwany przez ABW w sprawie
morderstwa. Zdjęcia powstawały w podziemiach naszej siedziby, ale też
na peryferiach Krakowa. Absolwent ASP Mateusz Lewczuk pracuje właśnie
nad montażem.

A inni? Dla takich popowych oficyn jak Otwarte lub Red Horse to już
część stałej strategii marketingowej, ale trailery robią też np.
katolickie WAM czy Salwator. Świat Książki w ubiegłym roku zorganizował
nawet konkurs na scenariusz 60-sekundowego zwiastuna, wzorując się na
przedsięwzięciach niemieckiego Bertelsmanna i angielskiego magazynu
„Bookseller”. Zwycięskie dzieło Michała Szewczyka (postanowił
zareklamować opowiadanie „Jak granit” Eustachego Rylskiego) czeka na
realizację. Gotowe filmy najczęściej trwają około minuty. Większość z
nich stawia na parokrotne zaprezentowanie okładki (to ułatwi zakup),
czemu towarzyszy odpowiednia muzyka, wpisujące się w klimat książki
obrazy, zachwalające produkt napisy (rzadziej – lektor). Odejścia od
schematu bywają bardziej i mniej udane. Wideoklip „Ogień zielonych
księżyców” to nieznośnie sentymentalny, patetyczny gniot, ale do fanów
Piotra Rubika z pewnością przemówi.

Polscy wydawcy i autorzy w końcu zrozumieli, że czytelnika trzeba
szukać, korzystając z rozwoju zdobyczy cywilizacyjnych. Większość
filmów powstaje wyłącznie z przeznaczeniem dla internetu (telewizyjna
emisja za dużo kosztuje). Niektóre – jak np. trailer „KRK. Książki o
Krakowie” Magdaleny Kursy i Rafała Romanowskiego (Znak, 2007) – bywają
wyświetlane na miejskich telebimach czy w autobusach. Na ten obraz
warto zwrócić uwagę także dlatego, że jest przykładem trailera
zrealizowanego przez filmowca o wyrobionym nazwisku. Jego autorem jest
Marcin Koszałka, twórca (jako operator i/lub reżyser) m.in. „Pręg”,
„Jakoś to będzie” czy „Istnienia”. – To był dla mnie ciekawy
eksperyment, raczej jednorazowy – wyjaśnia Koszałka. – Zgodziłem się,
bo sam jestem bohaterem „KRK”. Taki zwiastun to żadna skomplikowana
sprawa: jeden dzień zdjęć, a potem jeszcze montaż. Oczywiście, w
porównaniu z prawdziwym filmem, przy którym jest trzysta razy więcej do
roboty, to były wakacje. Ale starałem się zgrabnie rzecz zrobić. No i
cieszę się, że mogłem przy okazji zareklamować swoje miasto.

Tadeusz Pilas z Ksiazki.tv zwraca jednak uwagę, że w porównaniu z
resztą świata wciąż jesteśmy w przedszkolu. – Pierwszy literacki
zwiastun powstał w 1994 roku – opowiada. – Był to trzyipółminutowy film
promujący książkę „Amnesia” kanadyjskiego autora Douglasa Coopera. W
USA można go było zobaczyć w telewizji, w księgarniach, klubach
czytelników czy na spotkaniach autorskich. Przełom zaczął się w 2003
roku, kiedy powstał pierwszy internetowy zwiastun książki: „Dark
Symphony” Christine Feehan. No i się zaczęło… a wszystko wraz z
rozwojem internetu. Większość dzisiejszych trailerów tego typu to
produkcje amatorskie – wideo tworzone przez czytelników o swoich
ulubionych książkach i autorach – ale są też profesjonalne produkcje
finansowane przez wydawców lub nawet samych autorów – dodaje.

W sieci są już i polskie filmy amatorskie, które robią np. fani
jakiegoś pisarza. Autorzy podpisujący się Ruina Studios wrzucili do
YouTube swoje dzieło pod hasłem „reklama książki”. Przy
energetyzujących dźwiękach piosenki „It’s My Life” zespołu Bon Jovi
pojawia się najpierw napis „Są różne sposoby na nudę”, a po nim
katastrofalno-śmieszne obrazy skutków uprawiania sportów ekstremalnych.
„Jednak bezpieczniejsze jest przeczytanie najnowszej powieści R.
Ludluma »Tożsamość Bourne’a «” – uświadamia nas kolejny napis. Muzyka
cichnie, litery układają się w słowa, „Bo przecież czytać można
wszędzie ”, a naszym oczom ukazuje się pochłonięty lekturą gazety
mężczyzna, który na sedesie zjeżdża w dół ulicy.

Wszystkie wymienione filmy można znaleźć na stronach oraz , wpisując w wyszukiwarkę tytuły książek

Źródło: Gazeta Wyborcza
 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS