RSS
 

Archiwum - Marzec, 2008

Sergiusza Prokofiewa „Piotruś i Wilk”

30 mar
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ptasznik

27 mar

Od dziewczyny dostałem dzisiaj „Ptasznika z Wilna” Boleckiego. Z braku czasu wsiąkłem tylko pierwszych kilka stron, ale nie mogę się doczekać dalszego czytania. A tymczasem:


 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

siekiera motyka

23 mar
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jaja

23 mar
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niewielka sobota

22 mar

Spójrz, to, że jesteś, że na mnie patrzysz, fakt, że oddychasz – to jest dowód Twojego życia. To dowód życia. Od tylu wieków obchodzimy święto na cześć Zmartwychwstania Pańskiego, bo jego śmierć zmieniła bardzo wiele, ale w tym momencie ja jedno widzę w tym ważne wydarzenie. Jego śmierć jest dowodem na śmierć. On stamtąd wrócił, od czasu zmartwychwstania jest jedyną osobą, której życie było dowodem istnienia śmierci. Popatrz, to, że on krwawi, że ma przebite dłonie, że wątpi – on jest wydarzeniem, jedynym takim w całej historii. Nie potrafię więcej zobaczyć w tej śmierci.

***

Kierowca poloneza wjechał w grupę rowerzystów, ranił chyba czternastu. Wszyscy przeżyli, dwóch jest w ciężkim stanie. Prezenter wiadomości mówił: „Jechał ok. 50 km/h, całe szczęście że nie szybciej” (bo dzięki temu rowerzyści przeżyli). Czy naprawdę całe szczęście? Bo ja widzę to tak – gdyby jechał szybciej, być może przysnął by na kolejnym zakręcie, wjeżdżając w rów, a nie rowerzystów? Nic nie jest pewne.

Dziwicie się, nazywacie nas nihilistami, ludźmi bez charakteru, ludźmi bez osobowości, bez ideałów, bez idei. Bombarduje się nas w dzień i noc rozpadem. Telewizja, media – rozpad, rozkład, kultura w upadku (L.B. logicznie się nie zgadza, i słusznie, ale fatalistyczne obrazy kultury są stałą w mediach masowych – i nie tylko), ładny język nie ma znaczenia (liczy się skuteczność), pedofile w koloratkach, cennik w zakrystiach, tysiąć i milion różnych religii na świecie. Ogormna niepewność, przeciwieństwo oświeceniowego „Zrozumieć wszystko”. I co, bo takiej dawce mam z uśmiechniętą gębą mówić: „Mmm, Miłosz!, Aaa, Szymborska! Ooo, Szekspir! Uuu, Michał Anioł!” ? I kto mi uwierzy? I kiedy ja uwierzę? Fikcja, wyświechtane słowo, ale trzeba – totalna hipokryzja, taka autoobronna, drobnomieszczańska, wygodna. Gdzie mam znaleźć, do kurwy nędzy, miejsce, w którym cokolwiek ma sens?
No, ale lament też nie pomaga. Więc wracamy do fikcji. Byle wytrzymać do końca roboty, potem dom, picie, palenie, kilka zdań bez znaczenia, film, sen i nie zadawaj pytań. Tak, będę Cię ścigał, bo kiedy się golisz czy patrzysz w szybę wieczorem, zawsze zobaczysz to samo, buszmen bez właściwości.

***
Na śniadanie cztery kanapki z mięsem. Bo już nie potrafię udawać.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Praca roczna, Misteria Paschalia i św. Augustyn.

17 mar

Po bardzo ciężkich ostatnich kilku tygodniach, wziąłem w piątek i poniedziałek wolne. Niestety, bardzo nie wypocząłem, bo albo musiałem być w pracy (trochę, ale zawsze – w piątek, w sobotę i w poniedziałek…), albo zupełnie irracjonalnie wstawałem przed godziną 5 (!), albo byłem w bibliotece.
No, bez przesady. Prawie całą niedzielę spędziłem na siedzeniu i leżeniu. WQ bibliotece byłem tylko kilka godzin, niewiele – żeby z przygotowanej dość dawno bibliografii pokserować odpowiednie materiały do pracy rocznej na Historię Literatury Staropolskiej. Mówiąc szczerze, znalazłem kilka ciekawych i w dziesiątkę trafiających artukułów. Np. „Kompozycja przestrzenna Kalwarii Zebrzydowskiej” w „Kwartalniku Architektoniczno-Urbanistycznym”…
Nic to. Na imieniny dostałem nieźle wydane w Znaku „Wyżnania” Św. Augustyna w tłumaczeniu i ze wstępem Zygmunta Kubiaka. Z chęcią pożarł bym je i dzisiaj w nocy, ale jutro z rana wstaję, pędzę na uniwerek po świstek i do Wojskowej Komisji Uzupełnień, bo dostałem wezwanie do wojska na… Wielki Piątek! Jednak wojskowi mają poczucie humoru?
Tymczasem biorę chwilę oddechu. Najpierw czytałem wszystkie te bardziej i mniej wspaniałe materiały do pracy, potem niedługa, ale gorąca kąpiel (a w wannie – czytanie materiałów), kolacja (dziś: tatar, wyśmienity), trochę pisania przy akompaniamencie muzyki z Festiwali Misteria Paschalia 2006 i 2007 (nawet świetnie komponuje się z tematem mojej pracy, generalnie cały Wielki Tydzień, piszę przecież o przewodniku misteryjnym z XVII wieku). I, jak już pisałem, chwila na oddech i orzeźwiającą szklankę pepsi z lodem (i wpis).
Tak wyglądał ten wieczór jeszcze kilka chwil temu:


 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Meserszmit i tył głowy.

16 mar
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Filmowe zajawki książek

10 mar

Jak zawsze jestem do tyłu. W dzisiejszej „Wyborczej” na stronach kulturalnych przeczytałem o wzmagającym się zjawisku tzw. trailerów książkowych. Kiedyś jakos gadające głowy, teraz animacje reklamuję nadchodzące wydawnictwa. Bardzo mnie to zaciekawiło i, nie powiem, zaskoczyło. „Coś nowego”, pomyślałem, po czym położyłem się, żeby od myślenia odpocząć. Czy to kolejny dowód na wzrokowość naszych pokoleń, na wyłączanie wyobraźni? Bo, powiedzmy sobie szczerze, reklama książki filmem? Film przed książką, film na jej podstawie… Tak czy siak, wklejam artykuł i jeden z opisywanych w nim trailerów, bardzo ciekawy zresztą, bo intrygujący (chociaż można powiedzieć, że sztampowy i przewidywalny, no, ale jak tu zareklamować Kinga?).


Książka przed filmem? Tak było kiedyś. Film przed książką – tak
będzie teraz. Właśnie zaczyna się boom polskich trailerów literackich


Były minister MSWiA Janusz Kaczmarek maszeruje brzegiem morza. Widzimy
go w serii robionych z ukrycia czarno-białych zdjęć. Wchodzi na molo,
odwraca się i ktoś zza kadru (snajper? fotograf?) bierze go na
celownik. Czyżby świeżo ujawnione materiały operacyjne CBA? Nic z tych
rzeczy. To filmowy zwiastun książki „Cena władzy” (wyd. Prószyński i
S-ka), czyli wywiadu rzeki, jaki z Kaczmarkiem przeprowadzili Marek
Balawajder i Roman Osica.

Pierwszy polski trailer literacki powstał prawdopodobnie dwa lata temu.
Był nim zrealizowany przez absolwenta łódzkiej Filmówki Stanisława
Mąderka straszno-śmieszny krótki metraż fabularny. Pojawił się w sieci
w ramach promocji wydanych przez wydawnictwo Mag „Chłopaków Anansiego”
Neila Gaimana. Robił wrażenie chaotyczne, by nie rzec amatorskie. Nowy
trend przyjmował się powoli. Kiedy rok temu Tadeusz Pilas (obecnie
administrator powstałego w maju ubiegłego roku wortalu ) szperał w
serwisie YouTube, znalazł jedynie cztery polskie filmy dotyczące
literatury, z czego tylko jeden na upartego można było uznać za trailer.

- Proponujemy państwu książkę o intrygującym tytule „Misjonarze i
Barbarzyńcy” – mówił wystudiowany głos z offu, a złej jakości obraz
przedstawiał czyjeś dłonie kartkujące tom opowieści o codziennym życiu
przasnyskiego ogólniaka w latach 1923-2005. Nuda.

Aż tu nagle w ciągu kilku ostatnich miesięcy polskich zwiastunów
literackich zrobiło się kilkadziesiąt. Wydawcy, którzy zrealizowali
dotąd tylko jeden, już chcą je kręcić do wszystkich swoich nowości (jak
np. EMG, które na razie ma na koncie tylko filmową zapowiedź „Nocy z
czwartku na niedzielę” Gai Grzegorzewskiej z 2007 roku, ale planów
znacznie więcej). To już nie tylko relacje z wieczorów autorskich,
wywiady czy wideorecenzje. Zaczyna się rodzić nowy u nas gatunek.
Powstają minifabuły, teledyski, a nawet animacje (warto wymienić m.in.
rysunkowy zwiastun polskiej edycji powieści „Blaze” Stephena Kinga vel
Richarda Bachmana autorstwa Wojciecha Ostrowskiego, wyd. Prószyński i
S-ka, 2007).

- Zrealizowaliśmy dotąd kilka filmów prezentujących nowości, ale były
to po prostu „gadające głowy” – opowiada Bartłomiej Kwasek z działu
promocji Wydawnictwa Literackiego. – Nadszedł czas na coś nowego.
Kryminał Jarosława Klejnockiego „Południk 21″ (premiera w drugiej
połowie marca) będzie zapowiadał prawdziwy trailer z fabułą. Autor
zagra w nim bohatera książki, który nazywa się nie inaczej, tylko
Jarosław Klejnocki i jest przesłuchiwany przez ABW w sprawie
morderstwa. Zdjęcia powstawały w podziemiach naszej siedziby, ale też
na peryferiach Krakowa. Absolwent ASP Mateusz Lewczuk pracuje właśnie
nad montażem.

A inni? Dla takich popowych oficyn jak Otwarte lub Red Horse to już
część stałej strategii marketingowej, ale trailery robią też np.
katolickie WAM czy Salwator. Świat Książki w ubiegłym roku zorganizował
nawet konkurs na scenariusz 60-sekundowego zwiastuna, wzorując się na
przedsięwzięciach niemieckiego Bertelsmanna i angielskiego magazynu
„Bookseller”. Zwycięskie dzieło Michała Szewczyka (postanowił
zareklamować opowiadanie „Jak granit” Eustachego Rylskiego) czeka na
realizację. Gotowe filmy najczęściej trwają około minuty. Większość z
nich stawia na parokrotne zaprezentowanie okładki (to ułatwi zakup),
czemu towarzyszy odpowiednia muzyka, wpisujące się w klimat książki
obrazy, zachwalające produkt napisy (rzadziej – lektor). Odejścia od
schematu bywają bardziej i mniej udane. Wideoklip „Ogień zielonych
księżyców” to nieznośnie sentymentalny, patetyczny gniot, ale do fanów
Piotra Rubika z pewnością przemówi.

Polscy wydawcy i autorzy w końcu zrozumieli, że czytelnika trzeba
szukać, korzystając z rozwoju zdobyczy cywilizacyjnych. Większość
filmów powstaje wyłącznie z przeznaczeniem dla internetu (telewizyjna
emisja za dużo kosztuje). Niektóre – jak np. trailer „KRK. Książki o
Krakowie” Magdaleny Kursy i Rafała Romanowskiego (Znak, 2007) – bywają
wyświetlane na miejskich telebimach czy w autobusach. Na ten obraz
warto zwrócić uwagę także dlatego, że jest przykładem trailera
zrealizowanego przez filmowca o wyrobionym nazwisku. Jego autorem jest
Marcin Koszałka, twórca (jako operator i/lub reżyser) m.in. „Pręg”,
„Jakoś to będzie” czy „Istnienia”. – To był dla mnie ciekawy
eksperyment, raczej jednorazowy – wyjaśnia Koszałka. – Zgodziłem się,
bo sam jestem bohaterem „KRK”. Taki zwiastun to żadna skomplikowana
sprawa: jeden dzień zdjęć, a potem jeszcze montaż. Oczywiście, w
porównaniu z prawdziwym filmem, przy którym jest trzysta razy więcej do
roboty, to były wakacje. Ale starałem się zgrabnie rzecz zrobić. No i
cieszę się, że mogłem przy okazji zareklamować swoje miasto.

Tadeusz Pilas z Ksiazki.tv zwraca jednak uwagę, że w porównaniu z
resztą świata wciąż jesteśmy w przedszkolu. – Pierwszy literacki
zwiastun powstał w 1994 roku – opowiada. – Był to trzyipółminutowy film
promujący książkę „Amnesia” kanadyjskiego autora Douglasa Coopera. W
USA można go było zobaczyć w telewizji, w księgarniach, klubach
czytelników czy na spotkaniach autorskich. Przełom zaczął się w 2003
roku, kiedy powstał pierwszy internetowy zwiastun książki: „Dark
Symphony” Christine Feehan. No i się zaczęło… a wszystko wraz z
rozwojem internetu. Większość dzisiejszych trailerów tego typu to
produkcje amatorskie – wideo tworzone przez czytelników o swoich
ulubionych książkach i autorach – ale są też profesjonalne produkcje
finansowane przez wydawców lub nawet samych autorów – dodaje.

W sieci są już i polskie filmy amatorskie, które robią np. fani
jakiegoś pisarza. Autorzy podpisujący się Ruina Studios wrzucili do
YouTube swoje dzieło pod hasłem „reklama książki”. Przy
energetyzujących dźwiękach piosenki „It’s My Life” zespołu Bon Jovi
pojawia się najpierw napis „Są różne sposoby na nudę”, a po nim
katastrofalno-śmieszne obrazy skutków uprawiania sportów ekstremalnych.
„Jednak bezpieczniejsze jest przeczytanie najnowszej powieści R.
Ludluma »Tożsamość Bourne’a «” – uświadamia nas kolejny napis. Muzyka
cichnie, litery układają się w słowa, „Bo przecież czytać można
wszędzie ”, a naszym oczom ukazuje się pochłonięty lekturą gazety
mężczyzna, który na sedesie zjeżdża w dół ulicy.

Wszystkie wymienione filmy można znaleźć na stronach oraz , wpisując w wyszukiwarkę tytuły książek

Źródło: Gazeta Wyborcza
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Szymczewska

10 mar

W piątek grała w Filharmonii Krakowskiej Brucha. Był ponad to Mendelssohn i Rimski-Korsakow (w wykonaniu Kwaśnego, naprawdę przejmujące). Młoda, ale już Wieniawskim utytułowana skrzypaczka zebrała ogromne brawa. Zagrała bardzo dobrze, ale w mojej opinii nazbyt wyuczenie, poprawnie. Nie wiem dlaczego, ale miałem wrażenie jakiejś surowości. Pamiętam, że oprócz tego zimnego wzroku zainteresowała mnie jej, hmm, dziewczęcość? Kiedy spociły się jej dłonie, sprawnie wycierała je o spódnicę – wyglądało to rozkosznie, ale przecież nie to powinienem zapamiętać, a jej grę właśnie… Wiesław Kwaśny, koncertmistrz Filharmonii zagrał przeciwnie do Szymczewskiej. Opozycja była dziwaczna – ona stała, on siedział. Ona młoda, niby pełna werwy, on stary, dostojny. A to właśnie jego skrzypce zapłakały.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nuit Sur Les Champs-Élysées – Miles Davis

06 mar

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS