RSS
 

Jacek Podsiadło

21 lut

 

 

Jak sam pisał o
sobie: „Urodziłem się 7 lutego 1964 w
Ostrowcu Świętokrzyskim. Szkół nie ukończyłem. W wojsku nie byłem. Nie
należałem i nie należę do żadnej organizacji, stowarzyszenia etc. Nigdy nie
przekroczyłem zachodniej granicy Polski. Ani razu nie wziąłem udziału w
wyborach, referendum etc. Debiutowałem w „Magazynie Hutniczym [...]
”.[1]
To nieprawda, urodził się w Szewnej w pobliżu Ostrowca. Był też członkiem organizacji
pacyfistyczno-ekologicznej „Wolność i Pokój”. Od 1991 roku współpracownik
„brulionu”, dwa lata później zaczął współpracę z Polskim Radiem Opole, gdzie
prowadzi audycję „Studnia”, prezentując muzykę undergroundową, reggae, ludową i
inne.

                Od
najwcześniejszych tomików swojej poezji, „Nieszczęścia doskonałego” i „W
lunaparkach smutny, w lupanarach śmieszny” (wydanych odpowiednio w 1987 i 1990
roku) szuka swojej Drogi przede wszystkim jako człowiek, nie poeta. Podsiadło chce
zapisać, utrwalić przeżycia, ponieważ to osoba ma największe znaczenie, jest
najbardziej prawdziwa. „Jeśli zabraknie mi innych/ zawsze mam to pocieszenie,
że swym wygnaniem, zwątpieniem, wyjściem poza kadr/ każdą myślą, której nie
oddałem żadnej ze spraw społecznych/ na stronę człowieka i jego małych,
samotnych spraw”.[2]
Jeśli czytelnik uwierzy w tę „spowiedź złamanego serca”[3],
poezja Podsiadły go uniesie. Nie będzie naiwnością próba przedstawienia
doświadczenia, choć takie właśnie osobiste podejście krytykował Krzysztof
Koehler w „brulionie” z 1990 roku, stwarzając pojęcie o’haryzmu.[4]

                 Wiersze łapią wrażenia, starają się przekonać
je, by trwały trochę dłużej, by można było wrócić do wspomnień wszystkimi
zmysłami. Ceni poeta niezmienność, kiedy pisze w wierszu „Chwytanie powietrza”
o wizycie u ojca („Naprawił zegar/ Poprawił świat”), karta pocztowa czy zapach
startych liści czarnych porzeczek potrafią obudzić w nim wrażenia z
przeszłości. Pamięć jako miejsce zamieszkania wspomnień przyjemnych, „wakacji w
zielonej gęstwinie”[5],
potrafi oddzielić od „Kurdów idących przez góry do Turcji”, ale przecież nie
może wydarzeń z tu i teraz wymazać. Dzieciństwo to nie tylko „spóźnione powroty
do domu”, ale także ten „pierwszy krok dziecka w ciemność”.

Podsiadło wydaje się kojarzyć  świat dorosłych, instytucji, z ciemnością
właśnie. Z zagmatwaniem, zakłamaniem, hipokryzją, złem. Owszem, nie chce się
angażować w sprawy społeczne, stara się szerokim ruchem ramion zagarnąć jak
największy obraz, większy niż obecne problemy społeczeństwa. Podmiot liryczny
jego wierszy patrzy na świat z dużej odległości, stara się dostrzec cały obraz
patrząc na „marginesowe” wydarzenia. Pokazuje dwoistość świata, ludzkie do
niego niedopasowanie. Kiedy opisuje przyrodę, jest to obraz harmonii, ważny
jest osobisty z nią kontakt („ Nim wszedłem do strumienia zdjąłem buty, by
woda, piasek i moje ciało stanowiły jedno”[6];
asfalt jest czymś sztucznym, co oddziela nas od Ziemi, a jeśli już jakieś
kwiatki zdołają wyrosnąć w jego szczelinach, są silne, dzielne, niemal
bohaterskie). Ludzie, społeczności i ich instytucje są przeciwieństwem Natury –
nie można im ufać:

Powtarzam sobie: „Szpitale, urzędy,
przepisy i banki

Są przyjaznymi stworami, i wolno ci
je wykorzystywać”.

Na koniec już tylko używam, choć nie
wiem przeciwko komu,

Mnogiej liczby słów takich jak
„kurwa”, „plugawiec” czy „chuj”.[7]

Poeta zamknięty, mówiący przeciwko
społeczeństwu, z subiektywnego, własnego doświadczenia je oskarżający. „Nie
potrafię współżyć z ludźmi, tak, to Prawda.” napisze w „Heinrich von Kleist
pisze a potem drze na strzępy list do Wilhelminy von Zenge”. Rozumie jednak
istnienie pojęć, które zasługują na wielkie litery, które się nie zmieniają.
Słowa, takie jak Matka, Ojciec, Droga, Chleb, Miłość, Przyjaciele – w poezji
Podsiadły zawsze wyszczególnione, podkreślone, jakby tylko im ufał. Nie jest
tak, że ta poezja gardzi wartościami, co zarzucał banalistom (?) Julian
Kornhauser. Wiersze przedstawiają człowieka zagubionego, który ku swemu
zgubieniu odszedł od przyrody i tonie w czarnej dziurze cywilizacji, to
powtórzenie zarzutów stawianych już przez Jana Jakuba Rousseau. Instytucje
nabierają cech złowrogich, nie tylko irytujących, są korytarzami w budynku
sądowym Kafki, są całkowitym odarciem człowieka z człowieczeństwa, absurd
kafkowskiego Zamku jest realny, istnieje tu i teraz, w momencie, kiedy państwo
określa człowieka cyfrą, numerem PESEL. Podmiot przeciwstawia się temu
cyfrografowi.  I  w tej nieprzyjemnej, zimnej atmosferze
istnieją punkty zaczepienia – Matka, Ojciec, Miłość…

Chociaż Matka
nie jest słowem oczywistym w poezji Podsiadły. Jak sam mówił: „Zdaje się, że
jako małe dziecko byłem szczególnie mocno związany uczuciowo z matką. A kiedy z
dziecka zmieniałem się w chłopaka i naturalną koleją rzeczy te więzi musiały
zostać nadwyrężone, wyszedłem z tego z jakimś szwankiem na duszy, jednym z
tych, jakie dostaje się na zawsze.”[8]
I to nadszarpnięcie, wydarcie jakieś cząstki starał się zaleczyć poprzez
Miłość. Najważniejsze wydarzenie w życiu poety, jak napisze później jego
przyjaciel Paweł Marcinkiewicz, to poznanie Anny Marii, której zadedykował
wiele wierszy i którą wspomina w ponad pięćdziesięciu. Bolesny, trwający 3 lata
romans odczuwał jeszcze długo po zakończeniu, by trochę jak Petrarca, wspominać
ideał – „fantazmat miłości”[9].
Obliczający świat do kilku liczb po przecinku, potrafi za pomocą miniatur
przekazać świat o wiele rozleglejszy. Miłość bolesna, doskonała, rozległa
właśnie może równać się z wiarą, z religią – rozumianą po miłoszowski, jako
metafizyka, coś zataczającego kręgi w różnych kulturach. Podmiot wierszy Podsiadły,
bardzo nieufny jeśli chodzi o instytucje, często dość ostro krytykuje księży,
próbę opisania wiary, ale zarazem dostrzega nie tylko możliwość, ale nawet
nieuchronność istnienia mocy pozacielesnej, nie z tego świata. Nie ma znaczenia
dogmat, katolicyzm, buddyzm – to tylko słowa starające się odgrodzić ważną
część w życiu człowieka, zachować ją dla siebie, zasiedlić, pojąć w posiadanie.
Próba przywłaszczenia sobie Boga, Absolutu jest tak samo absurdalna, jak
sprywatyzowanie lasu:

(…) po potyczce słownej

z leśnym gburem, leśniczym
Kisielewskim z leśnictwa

Nowosady (pierwsze pytanie brzmiało:
„Czego się szlamie po moim

terenie, po moim lesie?”)

 

Podsiadło jest
poetą barokowym, mistrzem czystej frazy, ciężko pracującym słowami, by nadać dziełu
odpowiednie brzmienie, rytm, rym, sylabiczność. Nierzadko pokazuje absurdy
istnienia, jednocześnie ma wielkie poczucie humoru i odczuwa umowność języka,
którym się posługuje. Jest wysoce dychotomiczny, „czuły i wyniosły, osądzający
i współczujący”.[10]

Po kilkuletnim milczeniu, ten
płodny artysta (w „Wierszach zebranych” ponad 840 stron!) dostrzega i opisuje
przemianę, jaka w nim zaszła. „Kra”[11]
jest zapisem tej przemiany, która kończy się (czy kończy się?) na spojrzeniu w
gwiazdy: „Ty, tyle światła tuż za mną. A tuż za oknami / Mariański Rów pod nami
zasypany gwiazdami.” Owszem, druga wielka zmiana jaka zachodzi w jego poezji to
narodziny Dawida (w kilku wersach mieści się miniaturowy obraz jego poezji,
ironia, sprzeciw wobec instytucji i scena z życia: „Odbezpieczony jak granat/
poturlałem się wreszcie do Powszechnego Zakładu/ Ubezpieczeń z „Poleceniem
wypłaty szkody życiowej” w ręku./ Ta szkoda to narodziny Dawida.”), ale nie
pacyfikują one stanowczości jego wierszy. Podsiadło wciąż starał się „patrzeć w
szczeliny urywanych kadencji”, chociaż niektóre jego wiersze przypominają
poezję Świetlickiego:

Marcin Świetlicki, „Dla Jana
Polkowskiego”

 

Trzeba zatrzasnąć drzwiczki z tektury
i otworzyć okno,

otworzyć okno i przewietrzyć pokój.

zawsze się udawało, ale teraz się nie

udaje. Jedyny przypadek,

kiedy po  wierszach

pozostaje smród.

Jacek Podsiadło, „Plozywność”

 

Pora porzucić pracę, przewietrzyć
pokój,

Żeby wyleciały duchy, wysprzątać

Ten monstrualny bałagan. Odnowić
ślubowania.

Złamać nieważne umowy. Inaczej dusza
umiera

 

to jednak zasadniczo się różnią.
Inne duchy trzeba przepędzić, inne formy odnowić. W późniejszych wierszach
podmiot liryczny nie wyraża już tak często i tak stanowczo swojego
światopoglądu, częściej za to „jako obserwator zachowuje dystans i miarę”[12].
Marcin Świetlicki widzi w poezji Podsiadły przede wszystkim „manifestowane
wolności”, i tym one są. Czasem intymne, czasem ironiczne, osądzające próby
zagnieżdżenia się w świecie. Im autor jest starszy, tym podmiot liryczny jego
wierszy – bardziej dojrzały. Widać te zmiany, np. kiedy uświadamia sobie swoje
ojcostwo poprzez uświadomienie sobie miłości swojego ojca w „Chwytaniu
powietrza” z tomu „Wychwyt Grahama”.

Wymyka się  pytaniom o to, czy jest niezmienny. W „Dobrej
ziemi dla murarzy” tak się dalej charakteryzuje: „Nie publikowałem m.in. w „Poezji”, „Polityce”, „Życiu Literackim”,
„Zeszytach Literackich”, „Dekadzie Literackiej”, „Tygodniku Literackim”,
„Tygodniku Powszechnym” etc.
”.[13]
Tym bardziej sarkastyczny wydźwięk ma surowy sąd Igora Stokfiszewskiego, który
tak pisał o autorze „Kry”: „Autor, który
na przełomie lat 80. i 90. wykształcił specyficzną dykcję hipisowskiego
outsidera, lżąc wszystkie świętości – od literackich po religijne – i notując
znany cykl „Wierszy przeciw państwu”, pod wpływem narodzin syna
zmienił się w łagodnego felietonistę „Tygodnika Powszechnego” i
autora wierszy pisanych w duchu franciszkańskim.
[14]
Warto zastanowić się, czy ten „hipisowski outsider” rzeczywiście „lżył”
wszystkie świętości, czy może starał się je uratować z instytucjonalnego
wypłukania? Rzeczywiście, w „Dobrej ziemi…” pojawiło się aż sześć „Wierszy
przeciw państwu”, ale są one próbą wywalczenia niezależności. Jak się
przekonamy, ta „brulionowska” z ducha „nieprzysiadalność”, to wzruszanie
ramionami nie ma, a i pewnie nie miało wiele wspólnego z poezją Jacka
Podsiadły. Już w „Lunaparkach…” pisał o problemie wojny, co powtarza później w
„Szóstym wierszu przeciwko państwu” z tomu „Dobra ziemia dla murarzy”:

Wojna nad Adriatykiem.
Nacjonalistyczne szaleństwo.

Wodzowie narodów, mędrcy, generałowie
mniej realni niż Koziołek Matołek.

Zabytki Dubrownika i kościoły
Vukovaru obrócone w gruz (…)

A przecież tak dobrze jest wylegiwać się na ławce za
domem w odchodzących, październikowym słońcu.

Przemiana, jaka zachodzi w poezji
Podsiadły, to zwyczajnie dorastanie. „Gotów jest podporządkować się wyrokom
upływającego czasu, choć nie oznacza to ani odcięcia się od przeszłości, ani
uległości w obliczu siły kiełznającej szaleństwa młodości.”[15]Nie
ma tu totalnej negacji, poczucia zatracenia ideałów. On nie cierpi z powodu ich
utraty, raczej zaczyna rozumieć swoją naiwność. Jak powie w wywiadzie dla
Katarzyny Kubisiowskiej: „Nie piszę wier­szy pacyfistyczno-polityczno-buntowniczych dlatego, że te problemy wydają
mi się dużo
mniej
istotne niż to, czy Dawid idąc do
przedszkola ma czyste majtki. Jak wieczorem wypiorę majtki mojego
syna, następnego
dnia są czyste. A jak wygłaszam apel o pokój, to nie widzę, czy
następnego dnia gdzieś tam
w Ruandzie Murzyni przekuwają
maczety na
lemiesze.”[16]

                W
jego poezji deklaracje z czasem zaczęły ustępować miejsca spostrzeżeniom.
Zawsze indywidualne, wiersze Podsiadły przestają ustawiać się względem
większych wydarzeń, częściej definiują autora względem jego Ojca czy Dawida. „D
eklarację wystarczy złożyć raz, nie ma potrzeby jej w kółko powtarzać.”, powie w tym
samym wywiadzie – „Nie zmieniłem się
w tym sensie, że mniej nienawidzę
państwa niż kiedyś albo, że mniej miłuję pokój na świecie. Zdaję sobie tylko
sprawę, że ile po­trafiłem, tyle z tych tematów w poezji wyci­snąłem.” To spokojne zatrzymanie, spojrzenie w
inną stronę, nie jest obrośnięciem w tłuszcz, jak chciałby Stokfiszewski, a
zwykłym starzeniem się, zmianą perspektywy. Nie zmienia się sposób myślenia, a
perspektywa, z której podmiot liryczny patrzy na to, co go otacza. [17]

                Dlaczego
zdecydowałem się na nakreślenie sylwetki poety i naszkicowanie problemów, które
poruszał na przestrzeni lat? Bo w jakimś sensie czuję się związany z tym, co
napisał. Bo sam często myślę podobnie, bo idę po takiej jak on Drodze. Z
wieloma elementami układanki składającej się na jego światoodczucie się nie
zgadzam – zbyt surowo osądza społeczeństwo, inne maluje obrazy dobra i zła (nie
uważam na przykład jedzenia mięsa za zbrodnię) niż te, które ja dostrzegam i to,
jak je postrzegam. Jak większość, marzyłem o pokoju na świecie, o powszechnej
sprawiedliwości, o wymazaniu absurdów, z czasem jednak ta młodzieńcza pewność
oddala się, kiedy widzę, że tzw. Świat jest o wiele bardziej skomplikowany,
kiedy muszę się zgodzić (albo raczej przestać protestować) z niektórymi
niesprawiedliwościami.[18]
Gdy dorastałem, przestawałem czuć pewne smaki a zaczynałem odczuwać inne, o
których istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia. Nie zgadzam się z poglądami, że
to gorzknienie, gorycz[19]
– to normalna kolej rzeczy, z tego kursu zazwyczaj nie można zboczyć.



[1]
J. Podsiadło, Dobra ziemia dla murarzy,
Warszawa 1994, s. III.

[2]
„Pierwszy wiersz przeciw państwu” w: Dz. Cyt., s. 18.

[3]
P. Marcinkiewicz, Wstęp, w: J.
Podsiadło, I ja pobiegłem w tę mgłę,
Kraków 2000, s. 5.

[4]
Tak Paweł Dunin-Wąsowicz i Krzysztof Varga charakteryzują wiersz o’harystyczny:
Wiersz o’harystyczny można poznać z
zewnątrz po dużej szerokości wersów, nagromadzeniu dużej ilości obowiązkowych
okoliczników miejsca i czasu (czasem dokładne daty i godziny), rekwizytach
konsumpcyjnych i popkulturowych oraz wtrętach dialogowych w języku potocznym.
Zasadniczo jest to liryka osobista, nie angażująca się w sprawy społeczne.

[5]
„Czarne porzeczki” w: J. Podsiadło, Dobra
ziemia dla murarzy
, Warszawa 1994, s. 10.

[6]
„Ośmy wiersz ekofizyczny” w: dz. cyt., s 6.

[7]
„Trzeci wiersz przeciw państwu” w: dz. cyt., s. 22.

[8]  P. Marcinkiewicz, Wstęp, w: J. Podsiadło, I ja
pobiegłem w tę mgłę
, Kraków 2000, s. 7.

[9]  Tak definiuje fantazmat miłości Maria Janion
w Kobietach i duchu inności: „Mam na
myśli, luźno rzecz biorąc, rozmaitego rodzaju wyobrażenia, obrazy, tematy
emocjonalne, urojenia, przywidzenia, mistyfikacje, halucynacje, marzenia i
iluzje.”

[10]  P. Marcinkiewicz, Wstęp, w: J. Podsiadło, I ja
pobiegłem w tę mgłę
, Kraków 2000, s. 13.

[11]  J. Podsiadło, Kraków 2005.

[12]
P. Śliwiński, Przemiana Podsiadły,
„Gazeta Wyborcza”, 2005, 243, s. 16.

[13]
J. Podsiadło, Dobra ziemia dla murarzy,
Warszawa 1994, s. III.

[14]
I.  Stokfiszewski, Polska poezja uników, „Gazeta Wyborcza”, 2007, 33, s. 15.

[15]
P. Śliwiński, Przemiana Podsiadły,
„Gazeta Wyborcza”, 2005, 243, s. 16

[16]
K. Kubisiowska, Rozmowa z J. Podsiadło,
„Plus-Minus” w: „Rzeczpospolita”, 2001, 163.

[17]
W rozmowie z Kubisiowską mówi: „Nie tak dawno w Opolu na ta­kiej zielonej wyspie zrobiono
ścieżkę zdro­
wia. Wspólnie ze znajomym postanowiliśmy pobiegać dla zachowania
wiecznej młodości.
Przebiegliśmy tą ścieżką ze dwieście metrów,’ a potem
zatrzymywaliśmy się przy każdym
przyrządzie do ćwiczeń, żeby siąść i odpo­cząć. Stały tam, wśród
potłuczonych butelek i wgniecionych w ziemię petów, grupki mło­
dych ludzi pijących
jakieś tanie wino. Patrzy­
li na nas tak, jak myśmy dziesięć lat ternu patrzyli na dziadków,
którzy prawą ręką trzy
mając się za serce, lewą próbowali robić jakieś półwymachy na podobnej ścieżce zdrowia.”

[18]
Jak sam o tym pisałem: „W jego poezji deklaracje z czasem zaczęły ustępować miejsca
spostrzeżeniom.”, to odnosi się też do mojego wyboru. Jacek Podsiadło, maszynopis, s. 6.

[19]
Michał Cichy takie zapisuje zdanie przy okazji recenzowania „Wychwytu Grahama”
w „Gazecie Wyborczej” w 200 roku: „Kończy się młodość, nadchodzi gorzki czas
dorosłości.”

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Jacek Podsiadło

    8 września 2009 o 12:29

    Jeszcze, kurwa, wiem, gdzie się urodziłem. Szewna to wieś i nie ma tam szpitala, a nie rodziłem się w XVIII w. I do żadnej „Wolności i Pokoju” nie należałem, do chuja pana.

     
  2. dictaphone numérique

    11 października 2012 o 07:27

    dictaphone numérique…

    Jacek Podsiadło | nacodzien blog…

     
  3. Nasenverbesserung machen

    14 października 2012 o 11:15

    Nasenverbesserung machen…

    Jacek Podsiadło | nacodzien blog…

     
  4. ~Palacz Meblowy

    30 stycznia 2014 o 19:58

    Pamiętam z tych felietonów o dzieciaku, że jego syn miał na imię Dawid – czy zatem ten słynny wokalista Dawid Podsiadło jest synem poety Jacka? Dlaczego nie ma o tym nigdzie info?

     
 

  • RSS