RSS
 

Internetowe przygody.

19 lut

E.B. jest malarką, która dużo wie o literaturze, dużo czyta i trochę pisze. Przypominam sobie atak na jej niegramatyczne wypowiedzi, niestylistyczne teksty itd., co wydało mi się przesadzone – kiedy czytać na głos jej notki słucha się przyjemnie; nie ma też co wspominać o internetowej średniej jeśli idzie o znajomość języka. Lubię czytać E.B. z innych powodów, nie zwracam wielkiej uwagi na poprawność, chociaż niektóry zwroty, jak „przenikliwy wiatr”, zapadają mi w pamięć.
Chodzi raczej o ostrą krytykę, jaką poddaje ona zdawałoby się wszystko – ale to tylko opinia, kiedy się wczytać nie jest tak krytycznie. Owszem, ma swoje mocne zdanie na wiele tematów – jeśli chodzi o sztukę (kino, literatura, malarstwo) czy obyczaje (co raczej wynika z jej mocno autobiograficznych opowiadań), raczej nie wchodzi w politykę, co jest odświeżające.
Jej blog spełnia dla mnie inną rolę – poza tą poznawczą, tj. dowiadywanie się o nowych książkach czy filmach i poznawanie jej opinii.
E.B. krytykuje dość mocno otaczający nas świat i właśnie dlatego ją czytam, chociaż to powód dla którego często sama jest krytykowana. Jeśli dzieło jest dobre, krytyka mu nie zaszkodzi, ale twarde stwierdzenia (czasem na mój gust zbyt twarde, ale w tym cała radość – czytanie tylko tego, co w gust się wpisuje całkowicie musiałoby być nie tylko niebezpieczne, ale po prostu śmiertelnie nudne) i to stwierdzenia nie prostackie jak z forów czy komentarzy onetu są jednak rzadkością. No, zawsze znajdzie się Pułka we flanelowej koszuli chcący pogrążyć babcię Szymborską – jest za to krytykowany bądź nie, ale E.B. krytykuje jego krytyków! To ciekawe spojrzenie, tym bardziej że ja, poetyczny analfabeta muszę zgodzić się ze stwierdzeniem, że „krytycy Pułki nie znają dzieł Pułki, a tym bardziej dzieł Szymborskiej” – kiedy to przeczytałem, poczułem olśnienie, wiecie, kiedy sobie człowiek myśli: „Rzeczywiście jest tak, jak ta osoba napisała!”. Szymborską znam prawie wcale, może z twarzy – coś tam przeczytałem, ale co to za czytanie? Mi się czasem podoba, czasem nie – i tyle, jak to w poezji. Pułki nie znam wcale, sądze, że gdyby nie atak na noblistkę niewielu by go kojarzyło – może to dobry chwyt marketingowy?
No, ale ja nie o tym. E.B. istnieje naprawdę. Uważam, że niekiedy zbyt pochopnie uznaje ludzi za swoich wrogów – chociaż z drugiej strony często sobie ich robi, świadomie bądź mniej, więc może to reakcja obronna?
Sam kiedyś, doprawdy nie pomnę kiedy i o co poszło, poczułem się urażony jakimś jej wpisem czy komentarzem – ale szybko mi przeszło (u mnie to dość wybiórcze – kiedy ktoś mnie krytykuje zawsze wpadam w złość, po czasie zgadzam się z krytyką bądź nie, złość przechodzi, ale zapominam jedne krytyki, a inne doskonale w sobie pielęgnuję – i nie wiem jakim kluczem przypisuję te zapamiętane od tych oddalonych w niepamięć, na pewno nie chodzi o słuszność zarzutów), więc czytam dalej (czasem rzadziej, czasem częściej).
Bardzo chaotyczny ten wpis, dużo tu „czasamów” i innych „prawdów”.
Mimo że często się nie zgadzam z jej opiniami, E.B. jest trochę jak ta ważka kłująca otoczenie, żeby ruszyło otyłe cielsko i może postąpiło krok w przód czy w tył.
Raz byliśmy na kawie, dość nerwowa atmosfera – inne pokolenia, inne myśli, inne oczekiwania – wpływały we mnie jej słowa, ale niewiele pamiętam z tamtego wieczoru. Pewnie byłem zdenerwowany, jak wtedy, gdy Artur Sporniak mówił mi w przerwie na papierosa, że ostatnio pojął dlaczego jest (w specyficznym rozumieniu, więc pochopnie tego nie czytajcie) kryzys wiary – bo ludzie nie wiedzą czym jest zbawienie. Nie pojmują tego. Nie wiedzą co to jest grzech, skąd on się wział, dlaczego ma się wyrzuty sumienia (czynię grzech, mam wyrzuty sumienia, ale nie rozumiem grzechu, więc nie wiem skąd te wyrzuty, naturalnie więc odchodzę z Kościoła, bo wydaje mi się instytucją zakazów, bo wzbudza we mnie te wyrzuty sumienia, a kto potrzebuje dodatkowych ciężkich myśli, skoro męczy praca, dom itd.). Mówił do mnie, ja przytakiwałem – mhm, mhm – bo sam nie rozumiem czym jest grzech, czym jest zbawienie – gorzej jeszcze, ja w Boga nie wierzę! Katorga, napisać coś tak fatalnego, nigdy się nie przyznałem do braku wiary – szukam w sobie więc: co źle zrobiłem? Dlaczego nie wierzę? Jak to naprawić? Czy można się nauczyć wiary? Nie, nie można.
Dygresja, bla bla.
E.B. pisze krytycznie i warto ją czytać choćby tylko po to, by czasem przyznać jej rację. Sztuka nie jest spowiedzią, nie służy wymazywaniu grzechów – i nie taki przekaz, jak sądzę, daje film „Pokuta”. Sztuka jest tym, czym sądzę że jest – w granicach zdrowego rozsądku. Jedna sztuka zamazuje poczucie winy, druga sztuka służy propagandzie, trzecia sztuka daje ułudę wiary w Boga (np. dla mnie słychanie chorałów czy muzyki baroku, renesansu – a w szczególności średniowiecza), czwarta sztuka ma być szyderstwem, kpiną czy pokazywać gdzie gnije, gdzie jest źle – i to jest sztuka, jaka czasem dociera do mnie poprzez wpisy E.B. Nie każda strona w książce, która jest dziełem sztuki, jest doskonała. Może jedna strona będzie bliska doskonałości – i dla tej strony warto czytać. Jeśli wpis na blogu potrafi mnie olśnić, zaciekawić, zadziwić (a o to szalenie trudno w czasach, kiedy mamy internet a w nim wszystko – ale czy wszystko? Nie ma,  np., Iliady i Odysei!!), czasem mi coś taki wpis uświadomi. Owszem, to często bolesne (bo chyba łatwiej sobie uświadomić wady niż zalety – można sobie uświadomić zaletę?), no, ale trzeba być kwardym, nie miętkim. Żyć z wadami, w miarę sił je zmniejszać. Dobrze mieć wiarę w takim przedsięwzięciu, bo wtedy nie tylko zmazywanie wad ma sens, ale także ma wsparcie.
E.B. pisze ciekawie, interesująco myśli – to trzeba docenić. Nie zawsze musi, jak sądzę, brać wszystkich za śmiertelnych wrogów, ale z drugiej strony czy taka świadomość nie pozwala jej nie tylko dostrzegać, ale i wytykać wady, hipokryzję?
Konia z rzędem temu, kto z tego wiru wyłuska jakś punkt centralny, po zanurzeniu w który uda się wirować bez większych szkód. Zmęczony jestem, długo dziś pracowałem, chciałbym, żeby moje myśli miały brzmienie, najlepiej jak klaśnięcie w dłonie.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Ewa Bieńczycka

    21 lutego 2008 o 23:05

    Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale tekst Odysei i Iliady jest w necie łatwo dostępny.
    Wchodzisz na Wikipedię, na hasło Homer i naciskasz w tekście aktywny link do tych utworów, albo osobno są odsyłacze w osobnym haśle Odyseja, bądź Iliada.
    Tak jest z dialogami Platona, prawie wszystko można już pościągać.

     
 

  • RSS