RSS
 

Archiwum - Luty, 2008

Chromolę – Waglewski, Fisz, Emade

27 lut

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Oskar dla Daniela Day-Lewisa.

26 lut
Daniel Day-Lewis dostał Oskara i bardzo słusznie, w mojej opinii. Kawałek z oskarowej roli:

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Badania alarmują – Polaku, masz krótkiego!

23 lut

Jak podaje „Dziennik”, polskie penisy są zbyt krótkie na standardy Unii Europejskiej. Być może od rozmiaru uzależni się np. dopłaty do rolnictwa? Więcej o sytuacji pisze Ewa Gadomska w tym miejscu. Okazuje się, że już przed badaniami Starowicza Polacy mieli kłopoty z rozmiarami swoich fallusów, ale okazało się, że większość z nich nie powinna się niczego wstydzić – zmierzono długość ich mieczy w specjalniej bańce próżniowej. Czy wyglądała ona tak?

Okazuje się jednak, że 9 na 10 Europejek bardziej martwi się o grubość berła. Czy stworzono już pompkę mierzącą grubość? Podobno naukowcy z CERN już wzięli się do roboty i właśnie to jest powodem zamieszania z ich nową, wielomilową w średnicy zabawką. Czy to efekt kompleksów? Zastanawiające. Swoją drogą, o zderzaczu CERN-owym polecam wyśmienity reportaż – tutaj.
W toku badań okazało się, że najtęższe dzidy mają Wikingowie, a konkretnie Szwedzi, który mogą mierzyć do swoich Brunhildek nawet 25-centymetrowym lodołamaczem. Za to matki w południowych Włoszech masują i naciągają siusiaki niemowlaków w nadziej, że pociesze trochu urośnie.
Na koniec zagadka – kto za te bzdury płaci?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rysunki, malunki

22 lut

Fuhrer był malarzem, podobno jakimś odrzuconym seminarzystą czy chcącym być księdzem. Jak widzimy na jego malunkach, znalezionych w Norwegii, fascynował się postaciai Disney’a – chociaż napisać że fascynował może być przesadą. Może się nudził i akurat takie rysunki mógł skopiować?
Szczególnie uderza mnie Pinokio, który wydaje się bajkową emanacją samego Austriaka:

A czy tutaj opowiada o krasnoludkach? Jego mina na to nie wskazuje.

Dzisiejszy Hitler, czyli zakompleksiony, zakochany w sobie, spacyfikowany:

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kraina poezji – Czesław Miłosz, czyta Jerzy Turowicz

21 lut

Do tej krainy idź ścieżkami tonów,
Z których się rodzą spokojne muzyki,
Granicą dźwięków jeszcze niespełnionych,
Zaczętych tylko.

Jeżeli w noc czerwcową się rozlegnie
Brzęk, chrabąszcz w strunę u skrzypiec uderzy
Albo kot po klawiszach pazurkiem przebiegnie,
Możesz im wierzyć -
Idź, nim umilkną.

Do tej krainy – w Trzech Króli, wieczorem,
Gdy na kominie jasny ogień bucha
I rzędy rondli miedzianych oświetla,
A na ulicy śnieżnej tuż za domem
Huczy basetla.

Ledwo usypiasz, już przy tobie staje
Elf mały, z baśni zimowej norweskiej,
A wtedy miga niby baj po ścianie
Płomyk niebieski.

Stąpacie cicho, żeby nie obudzić
Rodziców, którzy śpią w dębowym łożu,
I – w lot kominem! w ciemny świat i czar
Białego mrozu.

Lot, lot. Noc w górze cicha i gwiaździsta,
W szronach na dole prześwituje sioło
I nagle wiosna. Na różowych listkach
Księżyca koło.

Do tej krainy – lecz jakąż jest ona,
Wybudowana gdzieś na zgasłych tonach,
Pożar ognistym mieczem wejścia strzeże,
Umarły gil ćwierka u jej bram,
Siedzą z głową na rękach polegli żołnierze,
Na miast ruinie rzędy lisich jam
I mlecz, i wrzos na zapomnianych schronach.

Tam śnieżna góra jest pienistą falą,
Co trwa sekundę na równinie mórz.
Nim w głąb upadnie, gdzie się perły palą,
Trzmiel z tulipana strząśnie żółty kurz.
Nim nowa fala, księżycem zwabiona,
Klęknie i czoło powoli podźwignie,
Tysiąclecie ludzkie jedno skona,
A trzmiel w kielichu tulipana zniknie.

Do tej krainy przyjmij zaproszenie,
Nie pytaj, jak się dziś ona nazywa,
Wiesz, przez jak gorzkie tam idzie się ciernie.
Czy jest szczęśliwa? Nie wiem, czy szczęśliwa.
Jak pióro strzały, która pierś przebiła,
Drga, błyszczy w słońcu i barwy przybiera -
Z bólem na zawsze ta ziemia złączona
I tylko smutek jej bramy otwiera.

Jeżeliś klęski zaznał, dosiągł lat
Dojrzałych, patrząc na gruzy i zgliszcza,
I spustoszyła myśli twe jak wiatr
Litość najczystsza,

Jeżeliś nie chciał mówić odtąd nic,
Bo zapytałeś – po co, czy to warto
Straszliwy posąg, skamieniały krzyż
Ubierać farbą,

To wiedz, że ona blisko, żeś jest tuż.
I jeśli mówisz: żegnaj mi na wieki -
Witaj odpowie echo z ziemskich puszcz,
Wstydliwa czułość obmyje powieki
I każde dawne pożegnania słowo
Jest jak świtania dalekiego wstążka,
Rosa o brzasku, czeremchy gałązka,
A gdyś opłakał ją – ona przed tobą.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pasja według św. Mateusza – Jan Sebastian Bach. Słuchać głośno

21 lut

Aria a doi Cori

So ist mein Jesus nun gefangen.
Laßt ihn! haltet! bindet nicht!
Mond und Licht
Ist vor Schmerzen untergangen,
Weil mein Jesus ist gefangen.
Laßt ihn! haltet! bindet nicht!
Sie führen ihn, er ist gebunden.


Aria a doi Cori

Tak więc mój Jezus
został pojmany.
Puśćcie Go! Zostawcie! Nie wiążcie Go!
Księżyc i światło,
Zgasły z żalu,
Ponieważ mój Jezus został pojmany.
Puśćcie Go! Zostawcie! Nie wiążcie Go!
Oni prowadzili Go, On jest związany.



Chorus I & II


Sind Blitze, sind Donner in Wolken verschwunden?

Eröffne den feurigen Abgrund, o Hölle;
Zertrümmre, verderbe, verschlinge, zerschelle
Mit plötzlicher Wut
Den falschen Verräter, das mördrische Blut!



Chór I & II


Czy błyskawice i
grzmoty zniknęły w chmurach?

Otwórz swe ogniste czeluści, o piekło;
rozbij, zniszcz, pochłoń, roztrzaskaj
gwałtowną siłą

Fałszywego zdrajcę, splamionego morderczą krwią.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jacek Podsiadło

21 lut

 

 

Jak sam pisał o
sobie: „Urodziłem się 7 lutego 1964 w
Ostrowcu Świętokrzyskim. Szkół nie ukończyłem. W wojsku nie byłem. Nie
należałem i nie należę do żadnej organizacji, stowarzyszenia etc. Nigdy nie
przekroczyłem zachodniej granicy Polski. Ani razu nie wziąłem udziału w
wyborach, referendum etc. Debiutowałem w „Magazynie Hutniczym [...]
”.[1]
To nieprawda, urodził się w Szewnej w pobliżu Ostrowca. Był też członkiem organizacji
pacyfistyczno-ekologicznej „Wolność i Pokój”. Od 1991 roku współpracownik
„brulionu”, dwa lata później zaczął współpracę z Polskim Radiem Opole, gdzie
prowadzi audycję „Studnia”, prezentując muzykę undergroundową, reggae, ludową i
inne.

                Od
najwcześniejszych tomików swojej poezji, „Nieszczęścia doskonałego” i „W
lunaparkach smutny, w lupanarach śmieszny” (wydanych odpowiednio w 1987 i 1990
roku) szuka swojej Drogi przede wszystkim jako człowiek, nie poeta. Podsiadło chce
zapisać, utrwalić przeżycia, ponieważ to osoba ma największe znaczenie, jest
najbardziej prawdziwa. „Jeśli zabraknie mi innych/ zawsze mam to pocieszenie,
że swym wygnaniem, zwątpieniem, wyjściem poza kadr/ każdą myślą, której nie
oddałem żadnej ze spraw społecznych/ na stronę człowieka i jego małych,
samotnych spraw”.[2]
Jeśli czytelnik uwierzy w tę „spowiedź złamanego serca”[3],
poezja Podsiadły go uniesie. Nie będzie naiwnością próba przedstawienia
doświadczenia, choć takie właśnie osobiste podejście krytykował Krzysztof
Koehler w „brulionie” z 1990 roku, stwarzając pojęcie o’haryzmu.[4]

                 Wiersze łapią wrażenia, starają się przekonać
je, by trwały trochę dłużej, by można było wrócić do wspomnień wszystkimi
zmysłami. Ceni poeta niezmienność, kiedy pisze w wierszu „Chwytanie powietrza”
o wizycie u ojca („Naprawił zegar/ Poprawił świat”), karta pocztowa czy zapach
startych liści czarnych porzeczek potrafią obudzić w nim wrażenia z
przeszłości. Pamięć jako miejsce zamieszkania wspomnień przyjemnych, „wakacji w
zielonej gęstwinie”[5],
potrafi oddzielić od „Kurdów idących przez góry do Turcji”, ale przecież nie
może wydarzeń z tu i teraz wymazać. Dzieciństwo to nie tylko „spóźnione powroty
do domu”, ale także ten „pierwszy krok dziecka w ciemność”.

Podsiadło wydaje się kojarzyć  świat dorosłych, instytucji, z ciemnością
właśnie. Z zagmatwaniem, zakłamaniem, hipokryzją, złem. Owszem, nie chce się
angażować w sprawy społeczne, stara się szerokim ruchem ramion zagarnąć jak
największy obraz, większy niż obecne problemy społeczeństwa. Podmiot liryczny
jego wierszy patrzy na świat z dużej odległości, stara się dostrzec cały obraz
patrząc na „marginesowe” wydarzenia. Pokazuje dwoistość świata, ludzkie do
niego niedopasowanie. Kiedy opisuje przyrodę, jest to obraz harmonii, ważny
jest osobisty z nią kontakt („ Nim wszedłem do strumienia zdjąłem buty, by
woda, piasek i moje ciało stanowiły jedno”[6];
asfalt jest czymś sztucznym, co oddziela nas od Ziemi, a jeśli już jakieś
kwiatki zdołają wyrosnąć w jego szczelinach, są silne, dzielne, niemal
bohaterskie). Ludzie, społeczności i ich instytucje są przeciwieństwem Natury –
nie można im ufać:

Powtarzam sobie: „Szpitale, urzędy,
przepisy i banki

Są przyjaznymi stworami, i wolno ci
je wykorzystywać”.

Na koniec już tylko używam, choć nie
wiem przeciwko komu,

Mnogiej liczby słów takich jak
„kurwa”, „plugawiec” czy „chuj”.[7]

Poeta zamknięty, mówiący przeciwko
społeczeństwu, z subiektywnego, własnego doświadczenia je oskarżający. „Nie
potrafię współżyć z ludźmi, tak, to Prawda.” napisze w „Heinrich von Kleist
pisze a potem drze na strzępy list do Wilhelminy von Zenge”. Rozumie jednak
istnienie pojęć, które zasługują na wielkie litery, które się nie zmieniają.
Słowa, takie jak Matka, Ojciec, Droga, Chleb, Miłość, Przyjaciele – w poezji
Podsiadły zawsze wyszczególnione, podkreślone, jakby tylko im ufał. Nie jest
tak, że ta poezja gardzi wartościami, co zarzucał banalistom (?) Julian
Kornhauser. Wiersze przedstawiają człowieka zagubionego, który ku swemu
zgubieniu odszedł od przyrody i tonie w czarnej dziurze cywilizacji, to
powtórzenie zarzutów stawianych już przez Jana Jakuba Rousseau. Instytucje
nabierają cech złowrogich, nie tylko irytujących, są korytarzami w budynku
sądowym Kafki, są całkowitym odarciem człowieka z człowieczeństwa, absurd
kafkowskiego Zamku jest realny, istnieje tu i teraz, w momencie, kiedy państwo
określa człowieka cyfrą, numerem PESEL. Podmiot przeciwstawia się temu
cyfrografowi.  I  w tej nieprzyjemnej, zimnej atmosferze
istnieją punkty zaczepienia – Matka, Ojciec, Miłość…

Chociaż Matka
nie jest słowem oczywistym w poezji Podsiadły. Jak sam mówił: „Zdaje się, że
jako małe dziecko byłem szczególnie mocno związany uczuciowo z matką. A kiedy z
dziecka zmieniałem się w chłopaka i naturalną koleją rzeczy te więzi musiały
zostać nadwyrężone, wyszedłem z tego z jakimś szwankiem na duszy, jednym z
tych, jakie dostaje się na zawsze.”[8]
I to nadszarpnięcie, wydarcie jakieś cząstki starał się zaleczyć poprzez
Miłość. Najważniejsze wydarzenie w życiu poety, jak napisze później jego
przyjaciel Paweł Marcinkiewicz, to poznanie Anny Marii, której zadedykował
wiele wierszy i którą wspomina w ponad pięćdziesięciu. Bolesny, trwający 3 lata
romans odczuwał jeszcze długo po zakończeniu, by trochę jak Petrarca, wspominać
ideał – „fantazmat miłości”[9].
Obliczający świat do kilku liczb po przecinku, potrafi za pomocą miniatur
przekazać świat o wiele rozleglejszy. Miłość bolesna, doskonała, rozległa
właśnie może równać się z wiarą, z religią – rozumianą po miłoszowski, jako
metafizyka, coś zataczającego kręgi w różnych kulturach. Podmiot wierszy Podsiadły,
bardzo nieufny jeśli chodzi o instytucje, często dość ostro krytykuje księży,
próbę opisania wiary, ale zarazem dostrzega nie tylko możliwość, ale nawet
nieuchronność istnienia mocy pozacielesnej, nie z tego świata. Nie ma znaczenia
dogmat, katolicyzm, buddyzm – to tylko słowa starające się odgrodzić ważną
część w życiu człowieka, zachować ją dla siebie, zasiedlić, pojąć w posiadanie.
Próba przywłaszczenia sobie Boga, Absolutu jest tak samo absurdalna, jak
sprywatyzowanie lasu:

(…) po potyczce słownej

z leśnym gburem, leśniczym
Kisielewskim z leśnictwa

Nowosady (pierwsze pytanie brzmiało:
„Czego się szlamie po moim

terenie, po moim lesie?”)

 

Podsiadło jest
poetą barokowym, mistrzem czystej frazy, ciężko pracującym słowami, by nadać dziełu
odpowiednie brzmienie, rytm, rym, sylabiczność. Nierzadko pokazuje absurdy
istnienia, jednocześnie ma wielkie poczucie humoru i odczuwa umowność języka,
którym się posługuje. Jest wysoce dychotomiczny, „czuły i wyniosły, osądzający
i współczujący”.[10]

Po kilkuletnim milczeniu, ten
płodny artysta (w „Wierszach zebranych” ponad 840 stron!) dostrzega i opisuje
przemianę, jaka w nim zaszła. „Kra”[11]
jest zapisem tej przemiany, która kończy się (czy kończy się?) na spojrzeniu w
gwiazdy: „Ty, tyle światła tuż za mną. A tuż za oknami / Mariański Rów pod nami
zasypany gwiazdami.” Owszem, druga wielka zmiana jaka zachodzi w jego poezji to
narodziny Dawida (w kilku wersach mieści się miniaturowy obraz jego poezji,
ironia, sprzeciw wobec instytucji i scena z życia: „Odbezpieczony jak granat/
poturlałem się wreszcie do Powszechnego Zakładu/ Ubezpieczeń z „Poleceniem
wypłaty szkody życiowej” w ręku./ Ta szkoda to narodziny Dawida.”), ale nie
pacyfikują one stanowczości jego wierszy. Podsiadło wciąż starał się „patrzeć w
szczeliny urywanych kadencji”, chociaż niektóre jego wiersze przypominają
poezję Świetlickiego:

Marcin Świetlicki, „Dla Jana
Polkowskiego”

 

Trzeba zatrzasnąć drzwiczki z tektury
i otworzyć okno,

otworzyć okno i przewietrzyć pokój.

zawsze się udawało, ale teraz się nie

udaje. Jedyny przypadek,

kiedy po  wierszach

pozostaje smród.

Jacek Podsiadło, „Plozywność”

 

Pora porzucić pracę, przewietrzyć
pokój,

Żeby wyleciały duchy, wysprzątać

Ten monstrualny bałagan. Odnowić
ślubowania.

Złamać nieważne umowy. Inaczej dusza
umiera

 

to jednak zasadniczo się różnią.
Inne duchy trzeba przepędzić, inne formy odnowić. W późniejszych wierszach
podmiot liryczny nie wyraża już tak często i tak stanowczo swojego
światopoglądu, częściej za to „jako obserwator zachowuje dystans i miarę”[12].
Marcin Świetlicki widzi w poezji Podsiadły przede wszystkim „manifestowane
wolności”, i tym one są. Czasem intymne, czasem ironiczne, osądzające próby
zagnieżdżenia się w świecie. Im autor jest starszy, tym podmiot liryczny jego
wierszy – bardziej dojrzały. Widać te zmiany, np. kiedy uświadamia sobie swoje
ojcostwo poprzez uświadomienie sobie miłości swojego ojca w „Chwytaniu
powietrza” z tomu „Wychwyt Grahama”.

Wymyka się  pytaniom o to, czy jest niezmienny. W „Dobrej
ziemi dla murarzy” tak się dalej charakteryzuje: „Nie publikowałem m.in. w „Poezji”, „Polityce”, „Życiu Literackim”,
„Zeszytach Literackich”, „Dekadzie Literackiej”, „Tygodniku Literackim”,
„Tygodniku Powszechnym” etc.
”.[13]
Tym bardziej sarkastyczny wydźwięk ma surowy sąd Igora Stokfiszewskiego, który
tak pisał o autorze „Kry”: „Autor, który
na przełomie lat 80. i 90. wykształcił specyficzną dykcję hipisowskiego
outsidera, lżąc wszystkie świętości – od literackich po religijne – i notując
znany cykl „Wierszy przeciw państwu”, pod wpływem narodzin syna
zmienił się w łagodnego felietonistę „Tygodnika Powszechnego” i
autora wierszy pisanych w duchu franciszkańskim.
[14]
Warto zastanowić się, czy ten „hipisowski outsider” rzeczywiście „lżył”
wszystkie świętości, czy może starał się je uratować z instytucjonalnego
wypłukania? Rzeczywiście, w „Dobrej ziemi…” pojawiło się aż sześć „Wierszy
przeciw państwu”, ale są one próbą wywalczenia niezależności. Jak się
przekonamy, ta „brulionowska” z ducha „nieprzysiadalność”, to wzruszanie
ramionami nie ma, a i pewnie nie miało wiele wspólnego z poezją Jacka
Podsiadły. Już w „Lunaparkach…” pisał o problemie wojny, co powtarza później w
„Szóstym wierszu przeciwko państwu” z tomu „Dobra ziemia dla murarzy”:

Wojna nad Adriatykiem.
Nacjonalistyczne szaleństwo.

Wodzowie narodów, mędrcy, generałowie
mniej realni niż Koziołek Matołek.

Zabytki Dubrownika i kościoły
Vukovaru obrócone w gruz (…)

A przecież tak dobrze jest wylegiwać się na ławce za
domem w odchodzących, październikowym słońcu.

Przemiana, jaka zachodzi w poezji
Podsiadły, to zwyczajnie dorastanie. „Gotów jest podporządkować się wyrokom
upływającego czasu, choć nie oznacza to ani odcięcia się od przeszłości, ani
uległości w obliczu siły kiełznającej szaleństwa młodości.”[15]Nie
ma tu totalnej negacji, poczucia zatracenia ideałów. On nie cierpi z powodu ich
utraty, raczej zaczyna rozumieć swoją naiwność. Jak powie w wywiadzie dla
Katarzyny Kubisiowskiej: „Nie piszę wier­szy pacyfistyczno-polityczno-buntowniczych dlatego, że te problemy wydają
mi się dużo
mniej
istotne niż to, czy Dawid idąc do
przedszkola ma czyste majtki. Jak wieczorem wypiorę majtki mojego
syna, następnego
dnia są czyste. A jak wygłaszam apel o pokój, to nie widzę, czy
następnego dnia gdzieś tam
w Ruandzie Murzyni przekuwają
maczety na
lemiesze.”[16]

                W
jego poezji deklaracje z czasem zaczęły ustępować miejsca spostrzeżeniom.
Zawsze indywidualne, wiersze Podsiadły przestają ustawiać się względem
większych wydarzeń, częściej definiują autora względem jego Ojca czy Dawida. „D
eklarację wystarczy złożyć raz, nie ma potrzeby jej w kółko powtarzać.”, powie w tym
samym wywiadzie – „Nie zmieniłem się
w tym sensie, że mniej nienawidzę
państwa niż kiedyś albo, że mniej miłuję pokój na świecie. Zdaję sobie tylko
sprawę, że ile po­trafiłem, tyle z tych tematów w poezji wyci­snąłem.” To spokojne zatrzymanie, spojrzenie w
inną stronę, nie jest obrośnięciem w tłuszcz, jak chciałby Stokfiszewski, a
zwykłym starzeniem się, zmianą perspektywy. Nie zmienia się sposób myślenia, a
perspektywa, z której podmiot liryczny patrzy na to, co go otacza. [17]

                Dlaczego
zdecydowałem się na nakreślenie sylwetki poety i naszkicowanie problemów, które
poruszał na przestrzeni lat? Bo w jakimś sensie czuję się związany z tym, co
napisał. Bo sam często myślę podobnie, bo idę po takiej jak on Drodze. Z
wieloma elementami układanki składającej się na jego światoodczucie się nie
zgadzam – zbyt surowo osądza społeczeństwo, inne maluje obrazy dobra i zła (nie
uważam na przykład jedzenia mięsa za zbrodnię) niż te, które ja dostrzegam i to,
jak je postrzegam. Jak większość, marzyłem o pokoju na świecie, o powszechnej
sprawiedliwości, o wymazaniu absurdów, z czasem jednak ta młodzieńcza pewność
oddala się, kiedy widzę, że tzw. Świat jest o wiele bardziej skomplikowany,
kiedy muszę się zgodzić (albo raczej przestać protestować) z niektórymi
niesprawiedliwościami.[18]
Gdy dorastałem, przestawałem czuć pewne smaki a zaczynałem odczuwać inne, o
których istnieniu wcześniej nie miałem pojęcia. Nie zgadzam się z poglądami, że
to gorzknienie, gorycz[19]
– to normalna kolej rzeczy, z tego kursu zazwyczaj nie można zboczyć.



[1]
J. Podsiadło, Dobra ziemia dla murarzy,
Warszawa 1994, s. III.

[2]
„Pierwszy wiersz przeciw państwu” w: Dz. Cyt., s. 18.

[3]
P. Marcinkiewicz, Wstęp, w: J.
Podsiadło, I ja pobiegłem w tę mgłę,
Kraków 2000, s. 5.

[4]
Tak Paweł Dunin-Wąsowicz i Krzysztof Varga charakteryzują wiersz o’harystyczny:
Wiersz o’harystyczny można poznać z
zewnątrz po dużej szerokości wersów, nagromadzeniu dużej ilości obowiązkowych
okoliczników miejsca i czasu (czasem dokładne daty i godziny), rekwizytach
konsumpcyjnych i popkulturowych oraz wtrętach dialogowych w języku potocznym.
Zasadniczo jest to liryka osobista, nie angażująca się w sprawy społeczne.

[5]
„Czarne porzeczki” w: J. Podsiadło, Dobra
ziemia dla murarzy
, Warszawa 1994, s. 10.

[6]
„Ośmy wiersz ekofizyczny” w: dz. cyt., s 6.

[7]
„Trzeci wiersz przeciw państwu” w: dz. cyt., s. 22.

[8]  P. Marcinkiewicz, Wstęp, w: J. Podsiadło, I ja
pobiegłem w tę mgłę
, Kraków 2000, s. 7.

[9]  Tak definiuje fantazmat miłości Maria Janion
w Kobietach i duchu inności: „Mam na
myśli, luźno rzecz biorąc, rozmaitego rodzaju wyobrażenia, obrazy, tematy
emocjonalne, urojenia, przywidzenia, mistyfikacje, halucynacje, marzenia i
iluzje.”

[10]  P. Marcinkiewicz, Wstęp, w: J. Podsiadło, I ja
pobiegłem w tę mgłę
, Kraków 2000, s. 13.

[11]  J. Podsiadło, Kraków 2005.

[12]
P. Śliwiński, Przemiana Podsiadły,
„Gazeta Wyborcza”, 2005, 243, s. 16.

[13]
J. Podsiadło, Dobra ziemia dla murarzy,
Warszawa 1994, s. III.

[14]
I.  Stokfiszewski, Polska poezja uników, „Gazeta Wyborcza”, 2007, 33, s. 15.

[15]
P. Śliwiński, Przemiana Podsiadły,
„Gazeta Wyborcza”, 2005, 243, s. 16

[16]
K. Kubisiowska, Rozmowa z J. Podsiadło,
„Plus-Minus” w: „Rzeczpospolita”, 2001, 163.

[17]
W rozmowie z Kubisiowską mówi: „Nie tak dawno w Opolu na ta­kiej zielonej wyspie zrobiono
ścieżkę zdro­
wia. Wspólnie ze znajomym postanowiliśmy pobiegać dla zachowania
wiecznej młodości.
Przebiegliśmy tą ścieżką ze dwieście metrów,’ a potem
zatrzymywaliśmy się przy każdym
przyrządzie do ćwiczeń, żeby siąść i odpo­cząć. Stały tam, wśród
potłuczonych butelek i wgniecionych w ziemię petów, grupki mło­
dych ludzi pijących
jakieś tanie wino. Patrzy­
li na nas tak, jak myśmy dziesięć lat ternu patrzyli na dziadków,
którzy prawą ręką trzy
mając się za serce, lewą próbowali robić jakieś półwymachy na podobnej ścieżce zdrowia.”

[18]
Jak sam o tym pisałem: „W jego poezji deklaracje z czasem zaczęły ustępować miejsca
spostrzeżeniom.”, to odnosi się też do mojego wyboru. Jacek Podsiadło, maszynopis, s. 6.

[19]
Michał Cichy takie zapisuje zdanie przy okazji recenzowania „Wychwytu Grahama”
w „Gazecie Wyborczej” w 200 roku: „Kończy się młodość, nadchodzi gorzki czas
dorosłości.”

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Golasy

21 lut

William-Adolphe Bouguerau specjalizował się w malowaniu golasów, w szczególności dzieci. Co mogłoby powiedzieć mu społeczeństwo, gdyby mówiło jednym głosem? 

Spragnione nagusów społeczeństwo mogło wtedy znaleźć ich na obrazach, zresztą dość realistycznych – dość sielankowych. Tu dupa zza krzaka, tam błyszczący sutek, obowiązkowo stópki dla fetyszystów, czasem pupa – chociaż na dzisiejsze Wenery dość obszerna. Co robią nagole na tych obrazach? Z reguły leżą, przykucają, patrzą albo na przyrodę albo na innych nudystów. Tak im przyjemnie mija życie, to wiaterek powieje, to znowuż mały nagusek się napatoczy do dotykania. Słowem – milutka atmosfera. Regułą było (potem to się zmienia), że jak kto goły to i pewnie wesoły. Zresztą – wystarczy popatrzeć, na przykład tutaj.
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Eureka!

20 lut

W pismie literackim „red”, nr 1 („Pornografomania”) znalazłem recenzję debiutu 18-letniego wtedy Pułki pt. „Rewer”. Stron 34, wydane w Mamiko z Nowej Rudy w 2006 roku. Tak w swojej recenzji „Z kocem po kamiennych schodach” pisze Łucja Abalar:
„Mamy debiut. Właściwie jest to – jeżeli ufać portalowi literackie.pl – 70 kilogramów debiutanta przy 181 centrymetrach wzrostu, co wskazuje,  jak mniemam, albo na lichą dietę i skłonność przy tym do brzydkich nałogów, albo na młody wiek. W przypadku Tomasza Pułki niedowaga jest efektem nie tylko wieku – 18 lat – ale również i godzin spędzonych na czytaniu filozofii, młodej poezji i prozy, czy zażywania jakichś innych niecnych rozrywek. Skutkiem tego jest „rewers” – tomik poetycki wydany właśnie przez Mamiko w Nowej Rudzie.
Mamy niezłą okładkę. Na pierwszej stronie czarno-białe zdjęcie skrzyżowania ulic w jakimś anglojęzycznym mieście. Widzimy ludzi zatrzymanych w codziennym biegu do pracy, turystów z mapami, sklepikarzy, zaparkowane samochody. Wszystko jest takie statyczne i ostre, oprócz taksówki, przemykającej właśnie przez skrzyżowanie (widoczny jest efekt poruszenia). Fotografię tę powielono dwa razy, właściwie nie wiadomo, dlaczego.
Na odwrocie autor i jego dość skromna notka biograficzna. Całość jednak została, że tak powiem, popsuta „na składzie”. Czcionka i zdjęcia (szczególnie autora) kiepskiej jakości, nierówne marginesy, a do tego aż dwa różne numery ISBN. Szkoda.
Mamy ciekawy tytuł. „Rewers” to słowo niezwykle bogate w znaczenia i konteksty. Najpierw przychodzi na myśl odwrotna strona medalu lub monety – co jest tą monetą w przypadku poezji Pułki? Później myślimy o lewej, spodniej stronie czyjegoś, np. haftu, tkaniny, obrazu – jaki świat odbija ta liryka? Na końcu rewers odsyła nas do pokwitowania na pożyczony przedmiot lub pieniądze – czy rzeczone wiersze mają charakter krótkich zapisków, czynionych na byle czym, chociażby na kwitku? Niestety, tytułowy wiersz niczego nam nie przybliża, nie wyjaśnia. JEst najsłabszy w tomiku. Niezgrabne określenia (płyta podłogi), zdania (wszyscy / w koło piętrzą chybotliwość języka), pseudofilozofowanie (Już nic się tu nie rusza, wręcz/ nie pozwala na ruch, nakłada taki reżim / stagnacji), szczątkowy obraz poetycki i rozzwodnienie napięcia. Ciekawa jest tylko metafora metafory, która jest jak człowiek odprowadzający / córkę na pociąg (…) człowiek, / który wsiada by znaleźć jak najlepsze miejce, / a potem, w trakcie szukania / pociąg nagle rusza. Można odnaleźć jednak w książce Pułki wiersz, który znakomicie zastępuje fatalny „rewers” i, co najważniejsze, odnosi się również do tego pojęcia. „data zwrotu” – bo o tym utworze mowa – zdaje się odpowiadać niemal na wszystkie postawione pytania. Jest kluczem do zrozumienia koncepcji poetyckiej preferowanej przez autora (będziemy się tak ślizgać na powierzchni słów (…) przesypywać przez perspektywy), będąc przy tym próbką niesamowitych umiejętności warsztatowych.
Mamy zatem 28 utworów poetyckich. W większości są to teksty dobre, a nawet zaskakująco dobre jak na osiemnastolatka przed maturą. Pułka ma świetny słuch językowy i lekkie pióro, słychać, że czyta niejedno, również umiejętności operowania polszczyzną pozazdrościłby mu niejeden reprezentant roczników siedemidziesiątych. Jest w tym jednak jakiś chaos, autor nie przemyślał kompozycji książki, trudno wyodrębnić spójny obraz czy historię, którą chce przedstawić. Wiersze tytułowane są raz dużą, raz małą literą. Czasem pojawiają się znaki przestankowe, czasem ich nie ma. W jednych utworach dominują konkretne historie, w innych słowa. Autor balansuje pomiędzy wierszem narracyjnym a lingwistycznym. Robi to jednak niezbyt twórczo, zaliczając po drodze kilka śmiesznych wpadek (piąty dzień bez koca, fascynacje urodą czeskich modelek które złocą się w pilsnerze). Czasami brak jest też Pułce umiejętności pointowania, stopniowania napięcia i kondensowania rzeczywistości. Bywają teksty naprawdę intrugyjące, które zniszczone zostały przez niepotrzebne frazy, a nawet całe zwrotki, jak w przypadki wiersza o podglądaniu. Poeta powinien się zatem wprawiać w skreślaniu, gdyż poezja to nie tylko tworzenie pięknych zdań. Tak sądzę.
Mamy również świat dozwolony od lat osiemnastu, widziamy oczami mężczyzny wchodzącego w wiek durny i chmurny. Jesteśmy niechcianymi świadkami sytuacji codziennych i intymnych, wzajemnego oswajania się ludzi, miłości i pierdolenia się. Widzimy życie dorosłych, w którym Jeszcze się gubię, widzisz to, prawda? Ale już coraz / przestronniej jest w tym gubieniu. Polowaniu / na ścięcie, podprowadzaniu cię palcem, gaśnięciu.
Nie mamy: nazwiska redaktora i tytułu jednego wiersza w spisie treści”.

Kiedyś z chęcią napiszę coś o tej recenzji, bo jakie tu ukochanie w detalu, jak koronkowo opisane nie tylko wydanie, ale także wzrost i waga poety! Jakie falowanie emocji, jakie dychotomie miłosno-pierdolone! OCH!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Internetowe przygody.

19 lut

E.B. jest malarką, która dużo wie o literaturze, dużo czyta i trochę pisze. Przypominam sobie atak na jej niegramatyczne wypowiedzi, niestylistyczne teksty itd., co wydało mi się przesadzone – kiedy czytać na głos jej notki słucha się przyjemnie; nie ma też co wspominać o internetowej średniej jeśli idzie o znajomość języka. Lubię czytać E.B. z innych powodów, nie zwracam wielkiej uwagi na poprawność, chociaż niektóry zwroty, jak „przenikliwy wiatr”, zapadają mi w pamięć.
Chodzi raczej o ostrą krytykę, jaką poddaje ona zdawałoby się wszystko – ale to tylko opinia, kiedy się wczytać nie jest tak krytycznie. Owszem, ma swoje mocne zdanie na wiele tematów – jeśli chodzi o sztukę (kino, literatura, malarstwo) czy obyczaje (co raczej wynika z jej mocno autobiograficznych opowiadań), raczej nie wchodzi w politykę, co jest odświeżające.
Jej blog spełnia dla mnie inną rolę – poza tą poznawczą, tj. dowiadywanie się o nowych książkach czy filmach i poznawanie jej opinii.
E.B. krytykuje dość mocno otaczający nas świat i właśnie dlatego ją czytam, chociaż to powód dla którego często sama jest krytykowana. Jeśli dzieło jest dobre, krytyka mu nie zaszkodzi, ale twarde stwierdzenia (czasem na mój gust zbyt twarde, ale w tym cała radość – czytanie tylko tego, co w gust się wpisuje całkowicie musiałoby być nie tylko niebezpieczne, ale po prostu śmiertelnie nudne) i to stwierdzenia nie prostackie jak z forów czy komentarzy onetu są jednak rzadkością. No, zawsze znajdzie się Pułka we flanelowej koszuli chcący pogrążyć babcię Szymborską – jest za to krytykowany bądź nie, ale E.B. krytykuje jego krytyków! To ciekawe spojrzenie, tym bardziej że ja, poetyczny analfabeta muszę zgodzić się ze stwierdzeniem, że „krytycy Pułki nie znają dzieł Pułki, a tym bardziej dzieł Szymborskiej” – kiedy to przeczytałem, poczułem olśnienie, wiecie, kiedy sobie człowiek myśli: „Rzeczywiście jest tak, jak ta osoba napisała!”. Szymborską znam prawie wcale, może z twarzy – coś tam przeczytałem, ale co to za czytanie? Mi się czasem podoba, czasem nie – i tyle, jak to w poezji. Pułki nie znam wcale, sądze, że gdyby nie atak na noblistkę niewielu by go kojarzyło – może to dobry chwyt marketingowy?
No, ale ja nie o tym. E.B. istnieje naprawdę. Uważam, że niekiedy zbyt pochopnie uznaje ludzi za swoich wrogów – chociaż z drugiej strony często sobie ich robi, świadomie bądź mniej, więc może to reakcja obronna?
Sam kiedyś, doprawdy nie pomnę kiedy i o co poszło, poczułem się urażony jakimś jej wpisem czy komentarzem – ale szybko mi przeszło (u mnie to dość wybiórcze – kiedy ktoś mnie krytykuje zawsze wpadam w złość, po czasie zgadzam się z krytyką bądź nie, złość przechodzi, ale zapominam jedne krytyki, a inne doskonale w sobie pielęgnuję – i nie wiem jakim kluczem przypisuję te zapamiętane od tych oddalonych w niepamięć, na pewno nie chodzi o słuszność zarzutów), więc czytam dalej (czasem rzadziej, czasem częściej).
Bardzo chaotyczny ten wpis, dużo tu „czasamów” i innych „prawdów”.
Mimo że często się nie zgadzam z jej opiniami, E.B. jest trochę jak ta ważka kłująca otoczenie, żeby ruszyło otyłe cielsko i może postąpiło krok w przód czy w tył.
Raz byliśmy na kawie, dość nerwowa atmosfera – inne pokolenia, inne myśli, inne oczekiwania – wpływały we mnie jej słowa, ale niewiele pamiętam z tamtego wieczoru. Pewnie byłem zdenerwowany, jak wtedy, gdy Artur Sporniak mówił mi w przerwie na papierosa, że ostatnio pojął dlaczego jest (w specyficznym rozumieniu, więc pochopnie tego nie czytajcie) kryzys wiary – bo ludzie nie wiedzą czym jest zbawienie. Nie pojmują tego. Nie wiedzą co to jest grzech, skąd on się wział, dlaczego ma się wyrzuty sumienia (czynię grzech, mam wyrzuty sumienia, ale nie rozumiem grzechu, więc nie wiem skąd te wyrzuty, naturalnie więc odchodzę z Kościoła, bo wydaje mi się instytucją zakazów, bo wzbudza we mnie te wyrzuty sumienia, a kto potrzebuje dodatkowych ciężkich myśli, skoro męczy praca, dom itd.). Mówił do mnie, ja przytakiwałem – mhm, mhm – bo sam nie rozumiem czym jest grzech, czym jest zbawienie – gorzej jeszcze, ja w Boga nie wierzę! Katorga, napisać coś tak fatalnego, nigdy się nie przyznałem do braku wiary – szukam w sobie więc: co źle zrobiłem? Dlaczego nie wierzę? Jak to naprawić? Czy można się nauczyć wiary? Nie, nie można.
Dygresja, bla bla.
E.B. pisze krytycznie i warto ją czytać choćby tylko po to, by czasem przyznać jej rację. Sztuka nie jest spowiedzią, nie służy wymazywaniu grzechów – i nie taki przekaz, jak sądzę, daje film „Pokuta”. Sztuka jest tym, czym sądzę że jest – w granicach zdrowego rozsądku. Jedna sztuka zamazuje poczucie winy, druga sztuka służy propagandzie, trzecia sztuka daje ułudę wiary w Boga (np. dla mnie słychanie chorałów czy muzyki baroku, renesansu – a w szczególności średniowiecza), czwarta sztuka ma być szyderstwem, kpiną czy pokazywać gdzie gnije, gdzie jest źle – i to jest sztuka, jaka czasem dociera do mnie poprzez wpisy E.B. Nie każda strona w książce, która jest dziełem sztuki, jest doskonała. Może jedna strona będzie bliska doskonałości – i dla tej strony warto czytać. Jeśli wpis na blogu potrafi mnie olśnić, zaciekawić, zadziwić (a o to szalenie trudno w czasach, kiedy mamy internet a w nim wszystko – ale czy wszystko? Nie ma,  np., Iliady i Odysei!!), czasem mi coś taki wpis uświadomi. Owszem, to często bolesne (bo chyba łatwiej sobie uświadomić wady niż zalety – można sobie uświadomić zaletę?), no, ale trzeba być kwardym, nie miętkim. Żyć z wadami, w miarę sił je zmniejszać. Dobrze mieć wiarę w takim przedsięwzięciu, bo wtedy nie tylko zmazywanie wad ma sens, ale także ma wsparcie.
E.B. pisze ciekawie, interesująco myśli – to trzeba docenić. Nie zawsze musi, jak sądzę, brać wszystkich za śmiertelnych wrogów, ale z drugiej strony czy taka świadomość nie pozwala jej nie tylko dostrzegać, ale i wytykać wady, hipokryzję?
Konia z rzędem temu, kto z tego wiru wyłuska jakś punkt centralny, po zanurzeniu w który uda się wirować bez większych szkód. Zmęczony jestem, długo dziś pracowałem, chciałbym, żeby moje myśli miały brzmienie, najlepiej jak klaśnięcie w dłonie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS