RSS
 

„Tygodnik Powszechny” od dziś w nowym formacie.

05 gru

logo2.jpg

Chciałoby się napisać, że nadeszła wiekopomna chwila, ale te słowa brzmią wręcz obrzydliwie, zatem…
„Tygodnik Powszechny”, jedno z najbardziej „stałych” pism, się zmienia. Winieta, legendarna winieta (staruszka liczy sobie 51 lat) ulega złamaniu, to absolutne novum w historii pisma. Format z ogromnego A2 przechodzi w A3, papier lepszej jakości, zdjęcia o wiele ładniejsze. Czy to wszystko potrzebne? Kiedyś sądziłem, że wcale nie, że siła „TP” polega na niezmienności – ale czemu tak myśleć? To w którymś wywiadzie mówił naczelny „Tygodnika”, format zmienia się na prośby czytelników – sam wiele takich próśb słyszałem na ostatnich krakowskich Targach Książki. Najważniejsze, by nie czynić ukłonu przed pomnikiem, ciągnął ks. Boniecki, a właśnie tym było pozostawanie w starym formacie – był niewygodny, temu nikt nie zaprzecza, ale pozostawał niezmieniony tylko dlatego, że bano się naruszyć ten pomnikowy brąz. A przecież to pismo jest ciągle tu i teraz. Przecież ono ma być silne swoim pisaniem, a nie wyglądem. Jeżeli „TP” zadba o autorów z prawdziwego zdarzenia, których pamiętać będziemy nie mniej niż Kisiela, Stommę, Lema, Miłosza, Wojtyłę, Tischnera, Turowicza, Skwarnickiego, Mrożka, Podsiadłę, Stasiuka i wielu, wielu innych – wtedy ciągle będzie tym samym, niewygodnym pismem, które w marcu 45. roku zakładał Jerzy Turowicz z pomocą kardynała Sapiehy.
Zmiana formatu, odświeżenie formy graficznej pisma, nowe działy, to wszystko trzęsienie ziemi dla tak delikatnego pisma. To rzeczywiście niemal cud, że „TP” wciąż istnieje, nie finansowany przez jedną czy inną fundację czy kościoły, jak periodyki typu Literatura na świecie, Zeszyty Literackie, Więzi, Przegląd Powszechny i wiele innych, świetnych miesięczników, kwartalników, które ukazują się w znikomych nakładach. Czy uda się uciągnąć zmiany? Mam nadzieję, że tak, bo pismo o takim charakterze jest nie tylko wielu ludziom potrzebne, ale wręcz niezbędne – nie ma innego takiego tygodnika ani w Polsce, ani w Wielkiej Brytanii czy Stanach. Dla mnie to jest pewien ewenement, bardzo cenny.
Smutną rzecz, którą trzeba napisać to zdjęcie. Przed kilkoma laty, z okazji jakiegoś świętowania redakcja i pracownicy „TP” ustawili się do zdjęcia w pokoju naczelnego. Wczoraj była podobna sytuacja, tort, szampan i świętowanie zmian, które rzeczywiście rodziły się okropnie długo. W pokoju, gdzie znowu było kilkanaście osób – tylko trzy twarze nie zmienione. Tylko trzy osoby.
Obcowanie z nowym formatem: początkowo myślałem, że zmiana formatu to katastrofa. Przyzwyczajałem się trochę do nowego rozmiaru, przerażały mnie nowe działy, wzięte niczym z Newsweeka czy innego Elle – Cywilizacja, Zmysły…
Ale po tygodniu, kiedy dostałem świeży numer prosto z drukarni, kiedy położyłem się wieczorem – po raz pierwszy uznałem, że to zmiana na lepsze. Że czyta się wygodniej, że oczy mniej się męczą (wyraźniejsze litery, bielszy papier), że, po prostu, jest to bardziej „komfortowe w obsłudze” pismo.
Jestem wyczulony na zmiany jeśli chodzi o dzieło Turowicza, mam więc nadzieję (a przecież o nadziei napisał ostatnio encyklikę Benedykt XVI, o nadziei mówił Piesiewicz w poprzedni numerze „TP”), że wciąż pozostanie pismem niewygodnym, ale szukającym i opisującym rzeczywistość.
I trochę dziegciu – temat numeru „TP”, artykuł Elżbiety Isakiewicz o cudach, jest, żeby utrzymać język na wodzy, bardzo, bardzo słaby. Brawa dla działu Wiara, jak zawsze wysoki poziom.
No, by nie przedłużać, wysyłam listę z odnośnikami do filmów z „TP” w roli głównej, zobaczcie sami, jak takie pismo chce sobie radzić w okropnym świecie medialnym.
Najbardziej przekonuje mnie wywiad w Dzień Dobry TVN – siedzi tam trzech ludzi „TP”, ks. Boniecki, ks. Prusak i pan Olek, onieśmieleni sytuacją, widać, że trochę zagubieni, a rolę prowadzącej odgrywa tępy tłok telewizji, jak ktoś ją nazwał, czyli Pieńkowska. Trochę tak wygląda sytuacja „TP” w dzisiejszym świecie medialnym – zakrzyczani, nie mogą dokończyć zdania czy coś choćby troszkę szerzej opisać, bo już wcina się w słowo prowadząca. Miejcie więc zaufanie i trochę empatii względem tej gazety, to naprawdę nie jest łatwe istnieć w takiej sytuacji. A kiedy Pieńkowska zakrzykuje ludzi tej inteligencji co Boniecki czy tej ogromnej wiedzy co Prusak… No cóż. Jak to mawia jeden kapłan, Alleluja i do przodu!

„Tygodnik” w Onet.tv

„TP” w Dzień Dobry TVN

 
Komentarze (7)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Ewa Bieńczycka

    6 grudnia 2007 o 13:38

    Na razie nowy egzemplarz będzie czytać moja mama, potem przejdzie do naszego mieszkania, gdzie go zarchiwizuję. I napiszę o nowym TP na moim blogu. Zapraszam.

     
  2. Acanthis

    9 grudnia 2007 o 23:28

    Pawel Głowacki jedzie po nowym TP w Dzienniku Polskim aż miło;)
    Zarzuca wam zasadniczo wychodzenie naprzeciw gustom publiczności, pojawia się wątek sprzedania się ITI i porównanie dawnych felietonistów z obecnymi (np. Klata, którego Głowacki nienawidzi od dawna).
    Ale mnie się podoba, ten numer wyszedł mocny.

     
  3. n

    10 grudnia 2007 o 09:03

    Paweł Głowacki pracuje w Dzienniku Polskim, to już samo za siebie mówi.

    Jeśli „TP” miał do wyboru zniknąć lub zmienić format, co powinien zrobić?

    Osoba, która myśli, że mniejszy format to koniec „TP” sama jest wiedziona tylko i wyłącznie takim prostackim patrzeniem typu Fakt. Dlaczego? To proste – gdyby, nie wiem, Szekspir pisał na ziarenkach a nie na kartach, czy jego pisanie byłoby gorsze? Nie, to oczywiste. Jeśli pisanie w „TP” się nie zmieni, to jakie znaczenie ma format?

    Co do Klaty, jest dobrym felietonistą, na początku dość chropowatym, ale potem się rozkręcił. A, i doszedł też do czegoś, jest rozpoznawany i ceniony. Z drugiej strony Głowacki, który osiągnął bardzo wiele – felieton w Dzienniku Polskim! Ktoś, kto pisze takie rzeczy „po raz setny dochodzę do oczywistości, że głównym felerem nadwiślańskiej krytyki teatralnej są nadwiślańscy krytycy teatralni.” jest dla mnie śmieszny i mały, więc dlaczegóż z nim polemizować? Zacietrzewiony krytyk będzie zacietrzewionym krytykiem, to znany typ i występujący na przestrzeni historii. Z nimi jak z cholerykami, pogłaskać, przytaknąć i iść w swoją stronę.

     
  4. Ewa Bieńczycka

    14 grudnia 2007 o 16:48

    Jeszcze informacyjnie, gdyż dwa tygodnie temu wpisałam tutaj, że będę na moim blogu o TP pisać.
    Nie napisałam i już nie napiszę, więc na blog w tym celu nie zapraszam. Udaremnienie zamiaru spowodowane jest brakiem papierowego numeru, który w dalszym ciągu rodzina, która przekazuje go mojej mamie, a potem przynoszę go do nas się zaczytała i da po świętach. A po świętach już będzie przecież wszystko nieaktualne.

    Może ten fakt zaczytania niech będzie dobrą wróżbą dla metamorfozy pisma. Czego przede wszystkim Tobie na nowej drodze życia życzę.

    No i – Wesołych Świat!

     
  5. n

    20 grudnia 2007 o 20:38

    I Tobie wesołych, jak najgłębiej przeżytych Świąt.

    Co do „TP”, ostatnio był artykuł o poezji internetowej, m. in. o nieszufladzie, sięgnij i po ten numer.

     
  6. provillus women

    10 października 2012 o 16:30

    provillus women…

    „Tygodnik Powszechny” od dziś w nowym formacie. | nacodzien blog…

     
  7. cool page

    15 października 2012 o 01:11

    cool page…

    „Tygodnik Powszechny” od dziś w nowym formacie. | nacodzien blog…

     
 

  • RSS