RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2007

Sabrina – Einstürzende Neubauten

26 gru

Niemiecki wokalista śpiewa po angielsku o kolorach.

To nie czerwień umierającego Słońca,
Ani plam rano na pościeli,
To nie czerwień, którą krwawimy,
Ani nie kolor cabernet savignon
Zniszczony świat bez przyczyny

Czerwień, złoty (żółty?), wreszcie czarny – kolory flagi Niemiec, kolory, które autor wplata w swój utwór, by pokazać historię Niemiec? Raczej ciężkie brzemię, drzemiące ciągle na tym narodzie.
Teledysk pokazuje minotaura, który w zapuszczonej toalecie wpatruje się w swoje odbicie, próbując szminką poprawić swój wygląd. To, oczywiście, nie działa, to jest zbyt powierzchowne. Potwór nie rozpacza wykrzykując, ciągle próbuje się zmienić – i w końcu z wielką rezygnacją przymuje swoją brzydotę. Przyjmuje, godzi się z nią? Nie, tego klip nie pokazuje. Nie tylko on sam jest szpetny, otoczenie pasuje do niego – jest takie, jak on. Obdrapame ściany ściekające wodą, migająca lampa, rdza i, zapewne, smród. Kiedy do tego miejsca wchodzi ktoś inny – nie zaważa minotaura. Czerwień nie jest jego kolorem, a złoty?
To złoto nie jest gromem Zeusa,
Nie pochodzi z wysokości,
Jest dostępne, ale nikt go nie chce.

Szkaradny przyjmuje pozy, jest też ubrany w całkiem zwyczajne ubrania. Nauczony ruchów, przebywa wśród ludzi i ich sposobami chce się upiększyć, chce być jak oni. To jednak jest niemożliwe, nikt nie da mu wiary, nie będzie drugiego Człowieka-Słonia.
To czerń kwadratu Malewicza,
Mróz piekła, w które patrzymy,
Wysoki punkt na skali przyszłości
To opowieść bezgwiezdnej nocy
Ten kolor Ci pasuje

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zabawy z łaciną (moje pierwsze tłumaczenie!)

15 gru
Dormi, Iesu / cantio ad praesepe
XV secullum
Dormi, Iesu, mater ridet
Quae tam dulcem somnum videt
Dormi, Iesu, blandule!
Si non dormis, mater plorat
Inter fila cantos orat:
„Blande, veni, Somnule!”


Zaśnij, Jezu
/ piosenka przy żłóbku
XV wiek
Śpij, Jezu, uciesz matkę
Gdy snem słodkim szybko  zaśniesz
Śpij, Jezu, moje kochanie
Kiedy nie śpisz matka cierpi
Przy wrzecionach śpiewem prosi:
„Przyjdź, najsłodszy śnie…”

tłum. P.S.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przekraczamy kolejne granice absurdalnego infotainmentu.

14 gru

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Yalil

12 gru
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Marcin Świetlicki.

06 gru

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jerzy Pilch.

06 gru

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

„Tygodnik Powszechny” od dziś w nowym formacie.

05 gru

logo2.jpg

Chciałoby się napisać, że nadeszła wiekopomna chwila, ale te słowa brzmią wręcz obrzydliwie, zatem…
„Tygodnik Powszechny”, jedno z najbardziej „stałych” pism, się zmienia. Winieta, legendarna winieta (staruszka liczy sobie 51 lat) ulega złamaniu, to absolutne novum w historii pisma. Format z ogromnego A2 przechodzi w A3, papier lepszej jakości, zdjęcia o wiele ładniejsze. Czy to wszystko potrzebne? Kiedyś sądziłem, że wcale nie, że siła „TP” polega na niezmienności – ale czemu tak myśleć? To w którymś wywiadzie mówił naczelny „Tygodnika”, format zmienia się na prośby czytelników – sam wiele takich próśb słyszałem na ostatnich krakowskich Targach Książki. Najważniejsze, by nie czynić ukłonu przed pomnikiem, ciągnął ks. Boniecki, a właśnie tym było pozostawanie w starym formacie – był niewygodny, temu nikt nie zaprzecza, ale pozostawał niezmieniony tylko dlatego, że bano się naruszyć ten pomnikowy brąz. A przecież to pismo jest ciągle tu i teraz. Przecież ono ma być silne swoim pisaniem, a nie wyglądem. Jeżeli „TP” zadba o autorów z prawdziwego zdarzenia, których pamiętać będziemy nie mniej niż Kisiela, Stommę, Lema, Miłosza, Wojtyłę, Tischnera, Turowicza, Skwarnickiego, Mrożka, Podsiadłę, Stasiuka i wielu, wielu innych – wtedy ciągle będzie tym samym, niewygodnym pismem, które w marcu 45. roku zakładał Jerzy Turowicz z pomocą kardynała Sapiehy.
Zmiana formatu, odświeżenie formy graficznej pisma, nowe działy, to wszystko trzęsienie ziemi dla tak delikatnego pisma. To rzeczywiście niemal cud, że „TP” wciąż istnieje, nie finansowany przez jedną czy inną fundację czy kościoły, jak periodyki typu Literatura na świecie, Zeszyty Literackie, Więzi, Przegląd Powszechny i wiele innych, świetnych miesięczników, kwartalników, które ukazują się w znikomych nakładach. Czy uda się uciągnąć zmiany? Mam nadzieję, że tak, bo pismo o takim charakterze jest nie tylko wielu ludziom potrzebne, ale wręcz niezbędne – nie ma innego takiego tygodnika ani w Polsce, ani w Wielkiej Brytanii czy Stanach. Dla mnie to jest pewien ewenement, bardzo cenny.
Smutną rzecz, którą trzeba napisać to zdjęcie. Przed kilkoma laty, z okazji jakiegoś świętowania redakcja i pracownicy „TP” ustawili się do zdjęcia w pokoju naczelnego. Wczoraj była podobna sytuacja, tort, szampan i świętowanie zmian, które rzeczywiście rodziły się okropnie długo. W pokoju, gdzie znowu było kilkanaście osób – tylko trzy twarze nie zmienione. Tylko trzy osoby.
Obcowanie z nowym formatem: początkowo myślałem, że zmiana formatu to katastrofa. Przyzwyczajałem się trochę do nowego rozmiaru, przerażały mnie nowe działy, wzięte niczym z Newsweeka czy innego Elle – Cywilizacja, Zmysły…
Ale po tygodniu, kiedy dostałem świeży numer prosto z drukarni, kiedy położyłem się wieczorem – po raz pierwszy uznałem, że to zmiana na lepsze. Że czyta się wygodniej, że oczy mniej się męczą (wyraźniejsze litery, bielszy papier), że, po prostu, jest to bardziej „komfortowe w obsłudze” pismo.
Jestem wyczulony na zmiany jeśli chodzi o dzieło Turowicza, mam więc nadzieję (a przecież o nadziei napisał ostatnio encyklikę Benedykt XVI, o nadziei mówił Piesiewicz w poprzedni numerze „TP”), że wciąż pozostanie pismem niewygodnym, ale szukającym i opisującym rzeczywistość.
I trochę dziegciu – temat numeru „TP”, artykuł Elżbiety Isakiewicz o cudach, jest, żeby utrzymać język na wodzy, bardzo, bardzo słaby. Brawa dla działu Wiara, jak zawsze wysoki poziom.
No, by nie przedłużać, wysyłam listę z odnośnikami do filmów z „TP” w roli głównej, zobaczcie sami, jak takie pismo chce sobie radzić w okropnym świecie medialnym.
Najbardziej przekonuje mnie wywiad w Dzień Dobry TVN – siedzi tam trzech ludzi „TP”, ks. Boniecki, ks. Prusak i pan Olek, onieśmieleni sytuacją, widać, że trochę zagubieni, a rolę prowadzącej odgrywa tępy tłok telewizji, jak ktoś ją nazwał, czyli Pieńkowska. Trochę tak wygląda sytuacja „TP” w dzisiejszym świecie medialnym – zakrzyczani, nie mogą dokończyć zdania czy coś choćby troszkę szerzej opisać, bo już wcina się w słowo prowadząca. Miejcie więc zaufanie i trochę empatii względem tej gazety, to naprawdę nie jest łatwe istnieć w takiej sytuacji. A kiedy Pieńkowska zakrzykuje ludzi tej inteligencji co Boniecki czy tej ogromnej wiedzy co Prusak… No cóż. Jak to mawia jeden kapłan, Alleluja i do przodu!

„Tygodnik” w Onet.tv

„TP” w Dzień Dobry TVN

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS