RSS
 

Kazimierz Mikulski.

15 lis

wizja4.jpg

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Ewa Bieńczycka

    16 listopada 2007 o 13:21

    Nigdy nie rozumiałam malarstwa Kazimierza Mikulskiego, mimo, że za moich czasów był niesłychanie popularny, aprobowany, naśladowany nagminnie przez studentów.

    Jeździłam z dziećmi do teatru „Groteska” gdzie wszyscy aktorzy mieli na głowie charakterystyczne dla stylu tego malarza maski, o oczach rozpoznawalnych wszędzie.

    Kupowałam pacynki zaprojektowane przez Mikulskiego i wyjątkowo ładne książeczki dla dzieci (Ludwik Jerzy Kern).

    Ale nigdy nie rozumiałam Mikulskiego, nigdy nie wiedziałam, po co dzieli ptaki na pół i dlaczego te kobiety są takie banalne. Podobno na starość się zaczął tak haniebnie powielać, ale ja wielkości nie widziałam i w pracach wczesnych.
    Zupełnie nie ma porównania z dramatyzmem lirycznych obrazów Tadeusza Makowskiego, już nie mówiąc o René Magritte.

    Dla mnie był zawsze zakamuflowanym kiczem, ale podobno jest w grach komputerowych lubiany?

     
  2. n

    16 listopada 2007 o 21:38

    Nic o grach nie wiem, tj. o jego popularności. Wkleiłem to, bo nie mogłem znaleźć innego obrazu (kobieta, której włosy są rozrywane przez kruki), ale wczoraj zastanawiałem się z bólem głowy nad tym i dochodziłem do wniosku, że to jest okropne, wstrętne, banalne właśnie.
    Nie usuwam jednak tego, co wkleiłem wcześniej – dla mnie to rodzaj przypomnienia, wiesz, pomaga w przyszłości.

     
  3. Ewa Bieńczycka

    16 listopada 2007 o 23:00

    Kazimierz Mikulski to wybitny krakowski malarz i nie ma się czego wstydzić.
    Pisałam tylko, że nie każdy tę poetykę jest w stanie zrozumieć.

    A na gry przerabiają wszystko, więc myślałam, że coś o trym wiesz.

    Ja na ból głowy biorę Dicloberl, ale przechodzi dopiero po 4 pastylkach.

     
  4. buk

    17 listopada 2007 o 07:19

    A czy nie jest to prostu imitacja Magritte`a?

     
  5. Ewa Bieńczycka

    17 listopada 2007 o 09:46

    Myślę, że to bezkarne, estetyczne pobieranie różnych znaków i symboli „by się komponowało”, by „było ciekawie”, jest i w literaturze i wszędzie, gdzie panuje tzw. fantazja, którą zwalczam.

    U moich kolegów, którzy utrzymują się ze sprzedaży galeryjnej, jest to podyktowane wyłącznie rynkiem. Jak się sprzedają koty, to maluje się koty, jak gołe baby, to się maluje gołe baby.

    U artystów tej kasy, co Mikulski, – który ma już miejsce w historii sztuki polskiego malarstwa był to podobno protest przeciwko socrealizmowi.
    A wpływy są zawsze i nie są złe, jak są z takich wartościowych źródeł jak Magritte. I tu byłby właściwie komplement. Sęk w tym, że artyści światowi, zachodnioeuropejscy mają jeszcze to zaplecze mentalne, filozoficzne, u nas podpatrywało się tylko powierzchnię. (chociaż Margitta też nie lubię, ani jego fajki, ani elaboratów Derridy na jej temat, ale to już moje prawo gospodyni domowej, a nie historyka sztuki).

     
 

  • RSS