RSS
 

O ptaku Feniksie – Laktancjusz († ok. 330)

16 sie

Rinasce_piu_gloriosa.png

„Lucius Coelius Caecilius Firmianus Lactancius. Pochodził z Afryki; wykładał retorykę w Nikomedii, gdzie był naocznym świadkiem prześladowań, następnie został nauczycielem syna Konstantyna Wielkiego. Jego główne dzieła to: O gniewie Bożym, Jak umierali prześladowcy i Boskie urządzenia – próba syntezy nauki chrześcijańskiej. Poemat O ptaku Feniksie jest utworem przypisywanym Laktancjuszowi z dużym prawdopodobieństwem.”


O PTAKU FENIKSIE

Jest na dalekim wschodzie kraina szczęśliwa,
Kędy się brama szeroko wiecznych otwiera nieb;

Z dala od stron, gdzie się słońce zimą czy latem zrywa,
Tam, gdzie na niebie wiosną jasny budzi się dzień.

Tam to równina roztacza horyzont szeroki,
Ni się pagórek tam wzdyma, ni dolin głębi rów,

Lecz leży ona kraina na szczycie wysokim,
Dwanaście łokci wyższym od naszych wzniosłych gór.

Święty tam rośnie gaj słońca, w którym mu wiecznie zielonym
Liściem przystraja ustronie gęstodrzewy las.

Gdy niebo palił pożarem Faetonta płomień,
Miejsce to nienaruszone przetrwało ognia czas,

I kiedy potop w wód głębi świat cały pogrążył,
Nad topiel deukalionejskich wznosiło się fal.

Nie ma tam chorób niszczących, ni starość tam ciąży
Ni śmierć się sroży, ni dreszcz budzący strach.

Nie ma tam zbrodnia dostępu, ni bogactw chęć obłąkana,
Ni żądzą krwi pałający szał, ni mściwy gniew.

Smutku też gorycz tam obca, i nędzy w łachmanach,
Troska snu z powiek nie spędza, głód nie pali trzew.

Ani tam burze szaleją, czy straszne wichury,
Ziemni nie kryje szron zimny, nie mrozi jej lód.

I cienia nad polami nie rozpinają chmury,
Ni z nieba wysokiego strugi padają wód.

Na środku gaju jest źródło, życia źródłem zwane,
Przejrzysty i łagodny bogaty w wodę zdrój,

Co raz w miesiącu wybucha i swymi falami
Dwanaście razy nawadnia cały gaj ten swój.

Tutaj też drzewa się w górę wysoki pień wspina,
Nie spadający na ziemię słodki wydając plon.

W tym to zieleńcu, w tym gaju, mieszka ptak jedyny,
Feniks, co życie swe wznawia przez swój własny zgon.

Posłusznie ptak ten niezwykły stosuje się do Feba,
Taki mu matka-natura dała służby dar:

Gdy tylko złotoróżana Jutrzenka wkracza na nieba
I gwiazdy płoszy rumieńcem swych barw,

Trzykroć po cztery razy nurza się w zdroju życia,
Trzykroć po cztery razy kosztuje żywych wód,

Wzbija się w górę i siada na najwyższym szczycie
Drzewa, co jedno na cały gaj spogląda w dół,

I tam zwrócony w stronę wschodzącego Feba
Czeka na słońca promienie, na nowy dnia świt.

A kiedy światło słoneczne wschodzi nad próg nieba
I pierwszy błyska zorzy poranny znicz,

Świętego śpiewu zaczyna melodyjne tony
Nowy witając głosem przedziwnym dzień,

W którym mu sprostać by nie mógł ni słowik natchniony,
Ni cyrrejskich muzyka melodii i pień.

Ni kyllenejska lutnia dźwięcznych pieśnią strun.
Kiedy zaś Feba krąg cały na niebios przestworze

W biegu swym wyjdzie i blaskiem wypełni się łun,
Ptak ten trzykrotnym skrzydeł uderzeniem

Trzykroć ognistej cześć tarczy oddawszy kończy pieśń.
Podobnie rącze godziny wyznacza tym pieniem,

Niewysłowioną melodię nucąc w noc i w dzień,
Gaju czcigodny on kapłan i światłości sługa,

Jedyny świadek w twój, Febie, wtajemniczon cud
A gdy lat tysiąc przeżyje i czasu nić długa

Ściągnie nań wieku podeszłego trud,
Miłe opuszcza, jak zwykle, swe mieszkanie w gaju,

By życie swe odnowić zmęczone biegiem lat:
Opuszcza święte miejsce odrodzić się mając

I leci w nasz ten królestwa umierania świat.
Ku Syrii loty swe kieruje starością utrudzon,

W kraj, który imię od niego właśnie wziął:
Lecąc przez puste bezdroża w jakiś gaj na odludziu

Szuka, gdzie las by mu w górach odległy dał schron.
Tam sobie wzniosły szczyt palmy wysokiej wybiera,

Co również odeń feniksa grecką nazwę ma,
By żaden na nią szkodnik nie zdołał się wdzierać,

Czy to wąż śliski, czy też drapieżny jakiś ptak.
Wtedy to Eol w zawiesistych wiatry zamyka jaskiniach,

Bu aury purpurowej nie mącił ich wiew,
Czy też by chmura, zgęszczona przez wiatr, nie rzucała cienia

Słońce ptakowi kryjąc na przestrzeni nieb.
Sam on z kolei gniazdo, czy grób, sobie ładzi:

Bo ginąc, żeby ożyć, sam odradza się –
Olejków z lasu bogactwo, wonności gromadzi,

Jakie Asyria, Arabia zbiera bogata w nie,
Jakie pigmejski lud zbiera, jakie India rodzi,

Czy też sabejskich łagodne łono ziem:
Cynamon i amomy, których woń z dala dochodzi,

Liście balsamu pachnącym nasycone tchem,
Nie brak tam kasji przyjemnej, ni wonnych gałązek akantu,

Ni kadzideł podobnych do łez grubych gron.
Do nich dodaje pachnące młodego kłosy nardu

I jakby mirra pachnącej panacei woń.
Zaraz też ciało, co się odmienić, w tym gnieździe,

W tym życiodajnym łożu składa, starych członków znój,
Po czym wonności dziobem po członkach rozmiecie

I mając umrzeć sam sobie gotuje pogrzeb swój.
Wreszcie swą duszę wszelakim wonnościom powierza,

Nie bojąc się w depozyt im oddać ten dar.
Tymczasem ciało niszczone przez śmierć, co odświeża,

Rozgrzewa się i samo nieci w sobie żar
Od światła eterycznego bierze płomień z dala;

Płonie i w proch się rozkłada pogrzebowy stos.
Ale te prochy natura w jedną masę scala

Nadając jej skuteczną, jak nasienia, moc:
Z niej coś żywego, jak mówią, bez członków, powstaje,

Robak, co kolor podobno mlecznobiały ma;
Ten rosnąc w krągłe przekształca się jaje

I tak przez czas określony snem zmożony trwa.
W końcu jak polna na nitce wisząc u kamienia

Gąsienica w motyli przekształca się ród
I kształt swój w kształt motyla pierwotnie przemienia,

Tak Feniks krusząc osłonę w pisklęcy przechodzi płód.
Lecz nie wolno mu w świecie naszym brać pokarmu:

Nikt też dla nieopierzonego nie troszczy się o chleb.
Ambrozyjskie on pije rosy niebiańskich nektarów,

Delikatne, z gwiaździstych płynące mu nieb.
Te zbiera, tymi się karmi ten ptak wśród wonności,

Dopóki nie osiągnie pełni swoich sił.
A kiedy zacznie kwitnąć już wiosną swej młodości,

Leci wracając w dom swój, by w nim dalej żył.
Wpierw jednak wszystko, co z ciała jego pozostało,

Czy to kości, czy prochy, czy inne szczątki są,
Dziobem swym zbiera i w jedną bryłę całą

Maścią balsamu i mirrą stopioną ulepia ze czcią:
Niosąc ją w szponach do Słońca udaje się do grodu

I na ołtarzu w świątyni w ofiarny skłąda dar.
Sam zaś przybiera postać przepiękną, prawdziwie czcigodną,

Tak cudny jest, taki w sobie ma niezwykły czar.
Najpierw więc kolor – jak pod gwiazdą Raka

Łupina ma, co okrywa słodycz granatu ziarn;
Jakim lśnią kwiatów płatki na polnych makach,

Gdy Flora swą rozpina szatę w czerwony łan.
Takim okryciem barki i piersi pięknie się palą,

Takim i głowy, i czyi, i grzbietu barwy lśnią.
Ogon pociągły ma kolor złotego metalu,

A w nim mieniące się plamy purpurowe tkwią.
Skrzydeł mu pióra z wierzchu barw gamą się mienią.

Jak nieraz chmury Iryda stroi w barwny łuk.
A bielą z szmaragdową zmieszaną zielenią

Rozwartego się dzioba perli się czysty róg.
Oczy ma wielkie – myślałbyś, że to dwa hiacynty,

W których w środku jasny płomień skrzy.
Na głowie purpurowej krąg promienisty,

Jako ten, co ozdabia głowy Feba szczyt.
Łuski nóg złotym się świecą metalem,

Szpony mu pięknie zdobi czerwieni róż.
Ogólny jego wygląd – czymś pomiędzy pawiem

I barwnym owym ptakiem znad Fazydy wód.
Wielkości jego żaden skrzydlacz Arabii nie może

Dorównać, czy to będzie zwierz, czy będzie ptak.
Lecz nie jest przez to powolny, jak ptaki o wielkim ciężarze,

Z powodu swojej wagi w wolny kroczące takt.
Zwinny i szybki on, lecz pełen królewskiej godności

Trzyma się zawsze, gdy go dojrzy lud.
A chodzi tam Egipt, by ptaka pięknego nad podziw

Ujrzeć i witać z radością ten tak rzadki cud.
Zaraz na świętym marmurze rzeźbią jego obraz

I nowym oznaczają napisem i fakt ten, i dzień.
Zlatuje się doń gromadnie wszelki ptaków rodzaj,

Nie myśląc o szukaniu pokarmu, nie pomnąc, co lęk.
I tak wysoko on wzlata w tym tłumnym ptaków chórze,

Co za nim leci radośnie w zbożnej dla niego czci.
Ale gdy dotrze w czystego eteru przestworze,

Wraca w ukrycie i odtąd dopełnia tam swych dni.
Szczęśliwy los tego ptaka, szczęśliwy i koniec.

Że Bóg mu z siebie samego odradzać się dał!
Czy on płci żeńskiej, czy męskie, czy żadną nie płonie,

Szczęśliwy, że Wenery nie doświadcza praw!
Śmierć mu Wenerą: jego rozkaz – z śmiercią:

By się narodzić – żądzą mu śmierci stan.
Sam sobie dzieckiem, sam ojcem i spam spadkobiercą,

Sam żywicielem, wychowankiem sam.
Jest sobą, a nie tym samym: tym samym, a nie sobą:
Przez umieranie wieczny byt mu dan.

Przełożył Mieczysław Brożek

O Laktancjuszu znalazłem jeszcze taką notkę:
„Życie. Urodził się około 260 roku w Afryce północnej (Africa Proconsularis). Otrzymał staranne wykształcenie z zakresu filozofii, literatury i retoryki. Był uczniem Arnobiusza z Sikka (Hieronim, De vir. ill., 80). Pod koniec III wieku (między 290 a 300 r.) został powołany przez cesarza Dioklecjana do Nikomedii (Bitynia) na stanowisko nauczyciela wymowy łacińskiej. Podczas pobytu w Nikomedii przyjął chrzest. Tam też prawdopodobnie poznał się z przyszłym cesarzem Konstantynem. W roku 303, gdy wybuchło prześladowanie Dioklecjana, zrezygnował z piastowanego stanowiska. Odtąd borykał się z trudnościami materialnymi. W 317 roku Konstantyn powołał go na dwór cesarski do Trewiru i powierzył mu stanowisko wychowawcy swojego syna, Kryspusa. Laktancjusz zmarł w Trewirze około 330 roku.

Twórczość. Pod względem doskonałości formy i stylu Laktancjusz przewyższył wszystkich współczesnych sobie pisarzy. W jego założeniu, elegancja stylu miała być narzędziem ewangelizacji. Dlatego świadomie starał się naśladować największego mówcę rzymskiego Cycerona. Z tej racji też został nazwany przez humanistów “chrześcijańskim Cyceronem”. Należy jednak dodać, że jego znajomość teologii oraz autorów greckich daleka jest od tej doskonałości, którą osiągnął w zakresie formy. Do naszych czasów zachowało się sześć dzieł Laktancjusza.

O Bożym stworzeniu (De opificio Dei), pierwsze chronologicznie dzieło Laktancjusza (303-304) o charakterze filozoficznym, skierowane do Demetriusza, dawnego słuchacza, poświęcone nauce o człowieku. Człowiek złożony z duszy i z ciała jest “dziełem Bożym”; Bóg obdarzył człowieka rozumem, który go wyróżnia i czyni panem stworzeń; opatrzność czuwa nad człowiekiem; ludzkie ciało jest piękne i celowo zbudowane.

Boże nauki (Divinae institutiones) w siedmiu księgach, napisane wiatach 304-313, główne dzieło Laktancjusza, o charakterze apologetycznym, na gruncie łacińskim jest pierwszą próbą przedstawienia syntezy całej nauki chrześcijańskiej. Krytykuje politeizm wykazując, że bogowie pogańscy byli ludźmi, którzy dopiero po śmierci zostali uznani za bogów (I); przyczyną politeizmu są demony; Bóg na początku stworzył dwa duchy; jeden z nich oddalił się od Boga i stał się zły; szkodzi on człowiekowi i jest źródłem wszelkiego zła; podlegają mu demony, czyli upadłe anioły, które namawiają ludzi do zła i odwrócenia się od Boga (II); oskarża “fałszywą mądrość filozofów”, która jest drugim źródłem wszelkich błędów; istniejące sprzeczności w różnych systemach filozoficznych, nie pozwalają wyprowadzić jednolitych i wiążących norm etycznych; dobrem najwyższym jest nieśmiertelność; cnota i wiedza (mądrość) są drogami prowadzącymi do jej osiągnięcia (III); Jezus Chrystus, Bóg – człowiek, prawdziwy nauczyciel i wzór mądrości, osiągnął ideał doskonałości mędrca, którego nie osiągnął żaden z filozofów (IV); prawdziwa sprawiedliwość powróciła na ziemię, kiedy Jezus zstąpił z nieba; jej podstawą jest pobożność (pietas) i równość wszystkich ludzi (aequitas) prześladowcy chrześcijan są niesprawiedliwi i okrutni (V); wymogami sprawiedliwości są: cześć oddawana Bogu i miłosierdzie okazywane ludziom; sprawiedliwość buduje jedność z Bogiem przez religię oraz jedność z ludźmi przez miłosierdzie i dobroć (humanitas), z niej wypływają: gościnność, troska o uwięzionych, wspieranie ubogich, opieka nad chorymi, grzebanie umarłych (VI); nagrodą dla tych, którzy czcili Boga prawdziwego, będzie życie wieczne. Laktancjusz jest wyznawcą millenaryzmu (łac. mille – tysiąc), zwanego też chiliazmem (gr. chilioi – tysiąc), poglądu o mającym nadejść tysiącletnim Królestwie Boga.

Tak, jak po sześciu dniach następuje siódmy dzień odpoczynku, tak po sześciu tysiącach lat istnienia świata nastąpi tysiącletnie Królestwo Boga, w którym będzie panował Chrystus i sprawiedliwi, którzy powstaną z martwych. Według Laktancjusza do końca szóstego tysiąclecia brakowało około dwustu lat. Po upływie siódmego tysiąclecia panowania Królestwa Bożego powstaną jeszcze raz bezbożni i nastąpi Sąd Ostateczny. Świat zostanie odnowiony, sprawiedliwi otrzymają nagrodę, a niesprawiedliwi poniosą wieczną karę.

Epitome, adresowane do Pentadiusa (przekł. pol. J. Czuj, POK 16, s. 79-158), jest skróconym wydaniem dzieła Boże nauki. Autor nie poprzestaje na samym streszczeniu poprzedniego pisma, lecz wprowadza elementy nowe oraz poszerza i pogłębia wcześniejsze wywody, wprowadzając dodatkową argumentację zaczerpniętą z dzieł filozoficznych.

O gniewie Bożym (De ira Dei), adresowane do Donata, (przekł. pol. J. Czuj, POK 16, s. 159-207). Odrzuca epikurejski pogląd o tym, że Bóg, obojętny na losy świata, nie ulega gniewowi ani dobroci oraz pogląd stoicki, że Bóg zdolny jest tylko do dobroci, nie do gniewu; opieka Boga nad ludźmi wymaga, by gniewał się na tych, którzy postępują źle oraz okazywał łaskawość dobrym. O gniewie Boga i człowieka pisze, co następuje: “Pozostaje jedno ostatnie pytanie. Albowiem może ktoś powiedzieć, że do tego stopnia Bóg się nie gniewa, iż nawet w przykazaniach zabrania gniewać się człowiekowi. Mógłbym odpowiedzieć, że gniew człowieka należało ograniczyć, ponieważ często wybucha niesprawiedliwie, i równocześnie się wzrusza, gdyż jest czasowy. Dlatego, aby się nie działo to, co czynią w gniewie i maluczcy, i przeciętni, i wielcy królowie, należało szał jego poskromić i opanować, aby, opanowawszy umysł, nie dopuścił się jakiejś zbrodni, nie dającej się naprawić.

Bóg natomiast nie gniewa się zaraz, ponieważ jest wieczny i doskonały, i jeżeli się gniewa, to tylko słusznie. Lecz jednak nie tak przedstawia się sprawa. Bo gdyby w ogóle zabraniał się gniewać, sam w pewnej mierze ganiłby własne dzieło, On, który od początku włożył gniew w wątrobę człowieka; gdyż wierzy się, że przyczyna tego poruszenia mieści się w żółci. A więc nie zakazuje w całości gniewać się, ponieważ uczucie to dane zostało z konieczności; natomiast zabrania trwać w gniewie. Gniew bowiem śmiertelnych powinien być śmiertelny, bo gdy trwa, potęguje się nieprzyjaźń na wiekuistą zgubę. Wreszcie, gdy wprawdzie przykazał się gniewać, lecz nie grzeszyć, oczywiście nie wyrwał gniewu z korzeniami, lecz go złagodził, byśmy w każdym karaniu zachowali sprawiedliwą miarę. Ten więc, który nakazuje nam gniewać się, sam również gniewa się;

Ten, który nakazuje dać się przebłagać, sam jest przebłagalny, nakazuje bowiem rzeczy sprawiedliwe i powszechnie pożyteczne.

Lecz ponieważ powiedziałem, że gniew Boga nie jest czasowy, jak gniew człowieka, który zapala się pod wpływem chwilowego wzruszenia, i nie może się łatwo opanować z powodu

ułomności, winniśmy zrozumieć, że jest tak dlatego, ponieważ Bóg jest wieczny, i dlatego gniew Jego trwa na wieki. Lecz ponieważ obdarzony jest największą mocą, panuje nad swym gniewem, i nie ulega mu, ale kieruje nim według swej woli, co oczywiście nie sprzeciwia się temu, co wyżej powiedziano. Bo gdyby gniew Jego bezwzględnie był nieśmiertelny, nie byłoby po upadku miejsca na zadośćuczynienie lub łaskę, a tymczasem sam przykazuje ludziom jednać się przed zachodem słońca. Lecz gniew Boski trwa na wieki przeciwko tym, którzy grzeszą na wieki. Dlatego Boga można przebłagać nie kadzidłem, nie ofiarą, nie drogimi darami, bo to wszystko jest znikome, lecz poprawą obyczajów, i kto przestaje grzeszyć, ten czyni gniew Boga śmiertelnym. Dlatego też nie na chwilę karze winowajcę, lecz by człowiek miał możność zastanowienia się i poprawy” (21).

O śmierci prześladowców (De mortibus persecutorum), poświęcone Denatowi (przekł. pol. J. Czuj, POK 16, s. 25-78: (Jak umierali prześladowcy chrześcijan). Wykazuje, że wszyscy prześladowcy chrześcijan umierali straszliwą śmiercią. Najpierw opisuje tragiczną śmierć Nerona, Domicjana, Decjusza, Waleriana i Aureliana; następnie przedstawia sylwetki współczesnych mu prześladowców: Dioklecjana, Galeriusza Sewera i Maksymina; wylicza ich zbrodnie popełnione przeciwko Kościołowi oraz opisuje ich upadek. W rozdziale 33 podaje realistyczny opis nieuleczalnej choroby Galeriusza i jego śmierci w strasznych męczarniach: “Upłynął już osiemnasty rok, gdy go Bóg dotknął nieuleczalną chorobą. Rodzi mu się wrzód w dolnej części przyrodzenia i coraz bardziej się rozszerza. Lekarze wycinają, leczą. Lecz po zagojeniu wrzód pęka na nowo, a z przerwanej żyły płynie krew, grożąc niebezpieczeństwem śmierci. Z trudem udaje się wstrzymać upływ posoki. Cała kuracja zaczyna się na nowo; zabliźnia się pozornie. Ale znów za lekkim poruszeniem ciała rana się otwiera, płynie więcej krwi, niż przedtem. On blednie i słabnie z wycieńczenia; posoka upływa strumieniem. Lekarstwo już nie działa na ranę, sąsiednie części obejmuje gangrena i im więcej wycinają dokoła, tym bardziej się sroży, im bardziej leczą, tym bardziej wzrasta; «ustali mistrze, Filirydes, Chiron, Amytaonjus, Melampus». Ściągają zewsząd sławnych lekarzy. Nic nie mogą wskórać ludzkie ręce. Uciekają się o pomoc do bogów. Błagają Apollina i Asklepiusza, domagają się lekarstwa; zło powiększa się jeszcze bardziej.

Niedaleka już była zguba, bo wszystkie dolne części zostały zjedzone. Gniją trzewia, a cały pośladek rozpływa się w gangrenie. Nie ustają jednak nieszczęśni lekarze, lecz wbrew nadziei pokonania zła, zabiegają, leczą. Nie przyjmując leków, posuwa się choroba w głąb, we wnętrzu lęgną się robaki. Wstrętny odór rozchodzi się nie tylko po pałacu, ale także po całym mieście. Nic dziwnego, gdyż kał i mocz zmieszane były razem. Toczy go robactwo, ciało zamienia się w zgniliznę wśród nieznośnych boleści. «Straszne jęki wznosi aż pod gwiazdy; takie ryki wydaje zraniony wół».

Przykładają do cieknącego pośladka gotowane i ciepłe mięso zwierząt, by ciepło wywabiało robaki. Po usunięciu mięsa ukazuje się niezliczony rój robactwa, a płodna choroba gnijących wnętrzności rodzi tego robactwa coraz więcej. Z powodu nawału dolegliwości ciało straciło częściowo swój wygląd. Od góry aż po ranę wysechł, a wynędzniała, zżółkła skóra pozapadała się głęboko między kości. Dołem – nogi bezkształtne, spuchnięte jak konwie.

Tak się to ciągnęło przez cały rok, aż wreszcie złamany nieszczęściem, pod ciężarem nowych cierpień, zmuszony był uznać Boga i od czasu do czasu krzyczał, iż przywróci Bogu świątynie i za zbrodnie zadość uczyni. I już konający wydaje następujący edykt: «Wśród różnych zarządzeń dla dobra i pożytku państwa chcieliśmy też w swoim czasie na mocy dawnych praw i karności publicznej wszystkie sprawy rzymskie załatwiać i doprowadzić także do tego, by chrześcijanie, którzy porzucili religię swych przodków, odzyskali zdrowy rozsądek. Albowiem chrześcijan tych z jakiegoś powodu takie opanowało dziwactwo i taka głupota, że nie zachowywali owych poleceń przodków, jakie od początku były wprowadzone, lecz dowolnie, według swego upodobania ustanawiali sobie prawa, których przestrzegali i w różnych miejscach różne zgromadzali narody. Gdy wreszcie ukazał się nasz rozkaz tego rodzaju, by zawrócili do praw przodków, wielu z nich znalazło się w niebezpieczeństwie, wie lu zginęło. A gdy w większej części trwali w uporze, i gdy widzieliśmy, że ani bogom należnej czci i szacunku nie oddają, ani Bogu chrześcijańskiemu nie służą, kierując się naszą najłagodniejszą łaskawością i stałym zwyczajem, według którego zwykliśmy wszystkim użyczać przebaczenia, uznaliśmy za stosowne i dla nich najchętniej być pobłażliwymi, aby na nowo mogli być chrześcijanami i odbywać swe zebrania, tak jednak, by nic nie czynili wbrew karności.

W innym zaś liście podajemy sędziom do wiadomości, czego się mają trzymać. Stąd, za to nasze pobłażanie, będą mieli powinność prosić swego Boga o nasze zdrowie, o dobro państwa i swoje, by rzeczpospolita znikąd nie była naruszona i by oni bezpiecznie w siedzibach swoich mogli żyć»” (33-34).

Edykt powyższy ukazał się w Nikomedii, 29 kwietnia 311. W kilka dni później Galeriusz zmarł. Traktat Laktancjusza jest ważnym źródłem do historii prześladowań, szczególnie w czasach Dioklecjana. Laktancjusz jest świadkiem naocznym tych ostatnich wydarzeń.

O ptaku Feniksie (De ave Phoenice), jest poematem o legendarnym ptaku Feniksie, który co tysiąc lat przylatuje z dalekiego Wschodu do Syrii. Tam wyszukuje sobie palmę i z pachnących gałązek i liści wije sobie gniazdo, jako grób, kładzie się w nim i spala. Z popiołów spalonego ptaka, po szeregu przekształceniach (kokon mlecznego koloru, motyl), powstaje nowy Feniks. Następnie zabiera z sobą pozostałe popioły i ulatuje do miasta Heliopolis, w Egipcie, gdzie składa je na ołtarzu w świątyni. Stamtąd odlatuje do swej ojczyzny, na Wschodzie. Feniks jest symbolem zmartwychwstania. W sztuce chrześcijańskiej, głównie nagrobnej, występuje jako symbol nieśmiertelności (zob. H. Wójtowicz, Feniks w literaturze wczesnochrześcijańskiej, “Vox Patrum” 6-7 (1984), s. 376-383).

Nauka. Laktancjusz sprowadza chrześcijaństwo głównie do moralności. Sławi męczeństwo, miłość Boga i bliźniego, czystość oraz pokorę. Niedostatecznie jednak akcentuje rolę łaski, jako daru nadprzyrodzonego, który pozwala człowiekowi osiągnąć doskonałość. Zwraca uwagę na przekształcenia i postęp, jakie przynosi chrześcijaństwo. Słabo akcentuje prawdę o zbawczym dziele Jezusa Chrystusa. W swej argumentacji bardziej odwołuje się do filozofii, niż do wiary. Głęboko przekonany o absolutnej wyższości wiary chrześcijańskiej nad pogaństwem, lepszy jest w burzeniu tego, co pogańskie, niż w budowaniu tego, co chrześcijańskie. Zauważył to już Hieronim w słowach: “Oby mógł tak dobrze potwierdzać to, co nasze, jak łatwo burzył obce” (Ep. 58,10). Ideą główną, która powraca we wszystkich jego dziełach, jest idea Opatrzności Bożej.”

A jeśli ktoś ciekaw, O ptaku Feniksie w oryginalnej łacinie można znaleźć na tej stronie: De ave phoenice.

 
Komentarze (9)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. homepage

    27 września 2012 o 08:03

    homepage…

    O ptaku Feniksie – Laktancjusz († ok. 330) | nacodzien blog…

     
  2. cool page

    9 października 2012 o 04:49

    cool page…

    O ptaku Feniksie – Laktancjusz († ok. 330) | nacodzien blog…

     
  3. provillus

    10 października 2012 o 13:00

    provillus…

    O ptaku Feniksie – Laktancjusz († ok. 330) | nacodzien blog…

     
  4. enregistreur vocal

    10 października 2012 o 17:57

    enregistreur vocal…

    O ptaku Feniksie – Laktancjusz († ok. 330) | nacodzien blog…

     
  5. dictaphone

    11 października 2012 o 18:02

    dictaphone…

    O ptaku Feniksie – Laktancjusz († ok. 330) | nacodzien blog…

     
  6. conference call provider

    18 października 2012 o 14:49

    conference call provider…

    O ptaku Feniksie – Laktancjusz († ok. 330) | nacodzien blog…

     
  7. international conference call

    18 października 2012 o 15:18

    international conference call…

    O ptaku Feniksie – Laktancjusz († ok. 330) | nacodzien blog…

     
  8. conference calling

    18 października 2012 o 15:27

    conference calling…

    O ptaku Feniksie – Laktancjusz († ok. 330) | nacodzien blog…

     
  9. free conference call

    18 października 2012 o 15:40

    free conference call…

    O ptaku Feniksie – Laktancjusz († ok. 330) | nacodzien blog…

     
 

  • RSS