RSS
 

Pod powierzchnią.

04 sie

g-2.jpg

Film Marka Gajczaka pt. „Pod powierzchnią” jest filmem prostym, mnie osobiście bardzo dotykającym (co prawie się nie zdarza), wyrazistym.
Główny bohater, którego gra debiutujący Zbigniew Kaleta (który świetnie odnajduje się w tej roli), to doktor, humanista, więc z góry wiemy, że dość sfrustrowany. Jeśli do obrazka dołączyć jego znajomego, który odnosi sukcesy w branży reklamowej, możemy sądzić, że wszystko jest już wiadome. To walka cynika z cynikiem, nie ma dobra, a w ideały nie wierzy sam bohater, chociaż mocno chce wierzyć, że wierzy.
Kiedy ze swoją partnerką udają się do domku nad mazurskim jeziorem, należącym do Michała (w tej roli znany aktor, Tomasz Karolak), specjalisty od reklamy, Piotr zaczyna się gubić.
To człowiek pusty, wyżarty. Gajczak ciekawie pokazał dwie postawy zranionych ludzi. Z jednej strony Michał, który po zawodzie miłosnym zmienia się w totalnego cynika, z drugiej Piotr, który uważa siebie za człowieka bardziej uczuciowego, wierzącego w miłość, w kobiety (Michał ma prostą filozofię – wszystkie kobiety są takie same, a najważniejsze dla nich są pieniądze). Chce się za takiego uważać, ale wie, że sam siebie okłamuje. Jest wypalony, więc w nic nie wierzy. Kobieta Michała jest dla Piotra obiektem czysto fizycznego pożądania, a jeśli na tym poprzestać, to po spełnieniu zaczyna się taki obiekt szczerze nienawidzić. Tak jak Michał nienawidzi Piotra, bo widzi w nim dawnego siebie – wciąż wierzącego w pierwiastek dobra w ludziach. Wiem, że najbardziej nienawidzi się ludzi, którzy wierzą w coś, w co my, ja, przestaliśmy już wierzyć. Napawają obrzydzeniem, ich naiwność, głupota.
Piotr zaczyna mylić swoje fantazje z rzeczywistością. Jako człowiek pozbawiony uczuć, spodziewa się najgorszego i nie ufa nikomu. Jest zamknięty w sobie, więc przełyka zniekształcone obrazy rzeczywistości, jakie podtyka mu wyobraźnia. Nie ufa swojej partnerce, ale nie ufa też sobie, szczególnie, gdy przestaje rozróżniać świat realny (obiektywny) od tego wyobrażonego. Nie ma to rozróżnienie większego znaczenia, bo on nie może patrzeć na ten światy innymi oczyma niż te, które posiada. On siebie nienawidzi, bo nic w sobie nie znajduje. Jest powodem cierpienia, a jego istnienie nie ma dla nikogo większego znaczenia. Czy rzeczywiście posunął się tak daleko i zgwałcił? Kilka faktów na to wskazuje, kilka innych na coś przeciwnego. Komu więc ma zaufać? Taśmie wideo czy stojącemu na uboczu kieliszku po wódce?
Najpierw sądziłem, że wyobraźnia podsuwa mu czarne wizje dlatego, żeby go odratować. Trochę tak, jak wizja życia rodzinnego ratowała Jezusa w „Ostatnim kuszeniu Chrystusa” Scorsese. Teraz, dobrnąwszy do końca, sam nie wiem.
To, co pisze Piotr, jest smutne. „Ludzie potrzebują afirmacji”, twierdzi Michał, który stara się zrobić z przyjaciela copywritera. Czytanie, jak twierdził w jednym z ostatnich wywiadów Stefan Chwin, osłabia. Za każdym razem czegoś pozbawia. Złudzeń?
Nie wiem czy Piotr jest potworem. Mamy wiele wspólnego. Jedyna uczucie, jakie się w nas tli to złość połączona z rozpaczą. Najzwyklejsza przeszkoda, błahostki, jak zapalniczka, która nie chce się zapalić, wprowadzają nas w szał. Ile razy krzyczałem w zrezygnowaniu tak jak Piotr, który ze złości ciska tą zapalniczką i stara się ją zadeptać? Podejrzliwość jako uczucie wszechogarniające, bo zastępujące wszelkie inne uczucia. Frustracja, beznadzieja. Bo jeśli wierzysz w miłość i tracisz tę wiarę to rzeczywiście nic nie pozostaje. Nie chodzi o to, że miłość nie istnieje, jak twierdzi Michał (dla niego ludzie zakochani to obłudnicy, potrzebują kilku lat najwyżej by zacząć się oszukiwać. Są odrażający, bo żyją za fasadą, którą Michał odrzuca, ukazując oblicze szczerego cynika, ale fundamentem jego cynizmu również jest wydarzenie miłosne, więc cynizm ten oparty jest na cierpieniu), ona po prostu nie istnieje dla mnie. Czy to tylko zły sen, pijacka mara? Takie mogłoby być przesłanie filmu Gajczaka, że nie wszystko stracone. Gdyby nie samotny kieliszek i zerwana sprzączka.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. dictaphone

    11 października 2012 o 18:27

    dictaphone…

    Pod powierzchnią. | nacodzien blog…

     
 

  • RSS