RSS
 

Wilhelm Sasnal.

02 sie

2624b.jpg

Z wywiadu dla „Dziennika” z dzisiaj:

-Ma pan zdolność dostrzegania elementów ironicznych w sytuacjach zwyczajnych czy kiczowatych. Ten nowy realizm podszyty jest dużą dawką ironii.
-(…)Chwytam coś, co jest paradoksalne, ironiczne, a w życiu z takimi sytuacjami ciągle mamy do czynienia. Wydarzają się w zasięgu wzroku. Najistotniejsze to coś zauważyć, później przemyśleć, a następnie zrobić obraz.

Bardzo lubię obrazy Sasnala, bo rzeczywiście wyrażają jakieś pokolenie jako puste (nie sądzę, że poszukujące). Postaci z obrazów są bardzo uproszczone, kolory mocno się od siebie oddzielają. Wszystko jest trochę jałowe. Lubię Sasnala i rozumiem jego podejście do sztuki, tj. zobrazować jakiś absurd, dać do myślenia, uderzyć w mieszczaństwo. Ale czy to jest sztuka warta, jak podpowiada „Dziennik”, nawet 400 tysięcy dolarów? Bo gdyby ten wywiad kończył się tak: „Najistotniejsze to coś zauważyć, później przemyśleć, a następnie zrobić skecz.„, to cały wywiad mógłby być rozmową z Monty Python’em. Uwielbiam Pythonów, bo mnie bawią. Robią z tych codziennych sytuacji sytuacje absurdalne, czy może dostrzegają ten absurd, lekko go koloryzując, by śmieszył. Ale z drugiej strony atak na codzienność jest bardzo łatwy. Jak pisał Mrożek, a co cytowałem wcześniej na tym blogu, jak pogodzić myślenie o rzeczach ważnych, głębokich czy zgoła metafizycznych (czy rzecz może być metafizyczna?) i pranie skarpetek? Pranie tych brudnych skarpet zawsze będzie wypadało cokolwiek tragikomicznie. Dostrzec coś pod czy ponad takim praniem, trochę pisał o tym Hłasko w swoich felietonach z Ameryki, gdzie opisywał swoją pracę w sortowni starych komiksów. Dobrze by jednak było, gdyby oprócz uświadomienia (a uświadamiaczy mamy całe mnóstwo) coś też wynikało. Dla malarza Sasnala wynika, on z kolejnym obrazem staje się bogatszy, przez co później może mówić, że teraz robi co chce. Bo jest niezależny. A może przez ten majątek jest o wiele bardziej zależny niż malarze, dla których herbata za 5 złotych jest dość luksusowym towarem? Daleko mi od bycia zwolennikiem „sztuki dla sztuki”, ale samo wyszydzanie codziennych spraw, ludzkich przywar jest jak codzienna rozmowa z politykami w radio, to takie nieskończone tasiemce brazylijskie, gadające głowy jako sztuka w odcinkach.
Jakie znaczenie ma dla mnie sztuka? Sentymentalne? Czy jest ważna, czy tylko czymś w rodzaju hobby? A może czytam taki wywiad, bo nie mam z kim porozmawiać podczas konsumowania tatara? Niechże w końcu coś mnie naprawdę wstrząśnie, niech zobaczę w końcu coś, co odmieni moje patrzenie na światy, przynajmniej w jakimś względzie, w jakiejś części. Czytam Pilcha, bo lubię język, jakim on pisze, taki ciężki i frywolny zarazem, barokowy, jak mówią. Oglądam Sasnala, bo od „Przekroju” coś widziałem w tych obrazach, były wyraziste, jakby pozbawione nadziei. Monty Python mnie śmieszy, bo najczęściej mogę się tam śmiać sam z siebie. Ale czy coś z tego wynika?

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. enregistreur vocal

    11 października 2012 o 21:54

    enregistreur vocal…

    Wilhelm Sasnal. | nacodzien blog…

     
 

  • RSS