RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2007

Przedwojenne kino polskie – „Ja tu rządzę!”

29 cze

34392bg5.jpg

Film „Ja tu rządzę!”, wyreżyserowany w 1939 roku przez Mieczysława Krawicza (swoją drogą, w samym ’39 roku powstało w Polsce przynajmniej 21 filmów, można to porównać do tych 6-7 rocznie, jakie teraz powstają) jest komedią romantyczną połączoną z komedią omyłek, które to gatunki zdecydowanie dominowały w owym czasie w polskiej kinematografii. Opowiada historię pewnego mezaliansu, ale mnie bardziej zainteresowały związki między arystokracją, robotnikami, służbą etc.
Kiedy młody hrabia, prowadzący hulaszczy tryb życia, chce założyć teatr ze znajomym – autorem pierwszej operetki, i znajomą – pierwszą diwą, napotyka na opór matki, która z powodu niepoważnego trybu życia syna nie chce dać mu dwudziestu tysięcy złotych, które są niezbędne by spełnić marzenie trójki przyjaciół. By rozwiązać ten problem, hrabia najmuje się na termin u szewca Kopytkiewicza, sądząc, że matka da mu pieniądze, chcąc wydostać go z pracy – hrabiemu nie wypada…
Na początku przeciwna, w końcu jednak daje mu pieniądze, jednak hrabia teraz je odrzuca – spodobało mu się proste i spokojne życie, gdzie śpiewa piosenki razem z czeladnikami, najbardziej zaś przywiązała go do miejsca terminatora miłość, jaką zaczął żywić do szewcówny.
Dodać trzeba, że drugim terminatorem jest Józio, prosty człowiek, który opowiada, że na pewno jest dzieckiem hrabiowskim, zaś w dziecięctwie porwali go Cyganie i zamienili w robotnika (pomysł ten wydobył, jak się zdaje, z książki, którą czyta, czy raczej literuje, w pracy). Wystarczy dodać, że hrabia także ma na imię Józef, a wyjdzie nam pyszna historia, pełna omyłek, trochę podobna do „Księcia i żebraka”.
Poza świetną grą aktorską wszystkich występujących w filmie (nie wspominam już nawet wspaniałej polszczyzny…) i świetnym humorem, mamy okazję spojrzeć, może trochę humorystycznie, na stosunki, jakie panowały wtedy między różnymi klasami społecznymi. Hrabia jest oczywiście przedstawicielem arystokracji, piękny, elokwentny, kiedy zakochuje się w szewcównie porzuca tryb życia hulaki i zaczyna być człowiekiem bez mała krystalicznie czystym moralnie. Naiwne przedstawienie spraw i jednowymiarowość postaci jedna nie męczy. Postaci nie są tylko symbolami. Pewien prezes, Żurek-Żurkowski (otyły pan z wąsem, który chce koniecznie wydać córkę, Kicię, za hrabiego – oczywiście tego fałszywego, o czym Żurek wcześniej nie wiedział), to obraz kapitalisty, człowieka pragmatycznego, pozbawionego honoru, z okropnymi manierami. Jest bogaty i tylko bogaty, nie ma w sobie nic z Wokulskiego. Można mniemać, że Żurkowski sam sobie dodał do nazwiska. Kiedy robi przyjęcie dla „hrabiego”, zaprasza tylko rodzinę („tak jest bezpieczniej”), która ma odgrywać rolę ludzi z wyższych sfer – to baron, to profesor czy mecenas, kłócą się o te tytuły… Uważa się za człowieka genialnego („Zawsze mówiłem, że jestem genialny”), zaś jego córka wiele po ojcu odziedziczyła („Papcio jest genialny!”), jest niemądrą trzpiotką, której najbardziej zależy na tytule hrabiny.
Kiedy rodzina Żurka bawi się razem z „hrabią”, wszyscy stoją, panuje chaos, jest głośno, ludzie się upijają. Prezes częstuje „hrabiego” kawiorem, ten jednak wybiera zupę, która została z obiadu. Tej groteskowej zabawie, bogatej i urządzonej bez smaku, przeciwstawiono majówkę, gdzie czas spędzają szewc Koptykiewicz, czeladnicy, szewcówna i oczywiście hrabia, jak terminator zwany Ignacem. Szewc jest człowiekiem prostodusznym, spokojnym i dobrym, praca w warsztacie przedstawiona jest niemal jak praca krasnoludków z „Królewny Śnieżki”. Majówka jest więc przedłużeniem tego obrazu – w tle gra akordeon, jest piękna pogoda, czeladź śpiewa, wszyscy bawią się dobrze, prosto, szczerze – w tych cudownych okolicznościach przyrody.
Bardzo polecam ten film – każdemu. Filmy przedwojenne, które widziałem dotychczas, wydają się być naiwne, zrobione na zasadzie czarne-białe, jest w tym coś idealistycznego, ale to uspokaja. Kiedy patrzę na niezwykłą grę aktorską tak świetnych aktorów jak Zbigniew Rakowiecki, Mieczysława Ćwiklińska czy świetny Władysław Grabowski w roli wuja „Ignaca”, hrabiego Anatola (postać epicko roztargniona, ta rola to diament!), kiedy słyszę piękną polszczyznę, kiedy staram się przyglądnąć obyczajom (filmowym, oczywiście że filmowym, ale zawsze) – tęsknię za tym straconym światem, pogrzebanym w tym samym roku, w którym nakręcono film pt. „Ja tu rządzę!”.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Trzy minuty spóźnienia.

28 cze

200okna.jpg

Ambroży będzie człowiekiem niezwykle punktualnym. Kiedy dostanie niezwykle punktualny zegarek (na dziesiąte urodziny, od ojca), zacznie zapisywać w notatnikach czas niemal każdej wykonanej czynności. 7.54 – wstałem, 8.06 – myję zęby, 14.23 – odebrałem telefon. Będzie to trwało ponad czterdzieści lat. Kiedy starszy już Ambroży zorientuje się, że zegarek był spóźniony o całe trzy minuty, wygrzebie wszystkie notatniki, nawet te najstarsze, zapisane malutkimi literami, i pocznie je przepisywać, dodając 3 minuty do każdej utrwalonej wcześniej godziny. Kilka lat minie, zanim dojdzie chociaż do jednej piątej (wciąż zapisuje nowe wydarzenia, z poprawną godziną). Kiedy będzie przepisywał kolejny ze starych zeszytów, umrze na zawał serca.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

And all I loved, I loved alone

25 cze


45.jpg
From childhood’s hour I have not been
As others were; I have not seen
As others saw; I could not bring
My passions from a common spring.
From the same source I have not taken
My sorrow; I could not awaken
My heart to joy at the same tone;
And all I loved, I loved alone.
Then- in my childhood, in the dawn
Of a most stormy life- was drawn
From every depth of good and ill
The mystery which binds me still:
From the torrent, or the fountain,
From the red cliff of the mountain,
From the sun that round me rolled
In its autumn tint of gold,
From the lightning in the sky
As it passed me flying by,
From the thunder and the storm,
And the cloud that took the form
(When the rest of Heaven was blue)
Of a demon in my view.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kobieta z brodą.

22 cze

woman_with_beard.jpg

Kobieta z brodą to zjawisko osobliwe, więc z samej swej natury budzi zaciekawienie. Patrząc z perspektywy dłuższej historii, jeszcze całkiem niedawno wożono je w cyrkach, pokazywano za mała opłatą na karnawałach, gdzie gawiedź z pobliskich mieścin mogła napawać się widokiem dziwadła, zaspokajając swoje wścibstwo. Kobieta z brodą ma bawić, ma zaskakiwać, może być przestrogą. Jest kimś spoza. Kimś obcym, innym, nie wyjątkowym, raczej naznaczonym. Obiekt żartów, nie zazdrości. Ma męski atrybut, jaką jest broda, więc jest czymś pomiędzy, hermafrodytą? Obojnakiem? Jakie mogą być jej preferencje seksualne? Czy jest opóźniona w rozwoju? Czy ma depresję? A może jest cyniczna i przyjmuje swoją pozycję za coś normalnego, może nawet pomocnego, przyjemnego?
Kobieta z brodą to kobieta przerośnięta, z dodatkiem, z naddatkiem. Kobieta to kobieta, ale kobieta z brodą – to już coś ponad, określenie, które stosuje się zawsze z tym dookreśleniem, „z brodą”. I kobieta, i broda.

Meditatio – Ezra Pound

Gdy biorę pod gruntowną rozwagę osobliwe zwyczaje psów,
Nie mogę nie dojść do wniosku,
Że człowiek to zwierzę wyższego rzędu.
Gdy biorę pod rozwagę osobliwe obyczaje człowieka,
Wyznam ci, przyjacielu:
Nie wiem, co powiedzieć.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Unbound – Gabriel Bieńczycki

19 cze

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cisza – Władysław Broniewski

17 cze

broniewski03.jpg

Powiedz mi, jak ci na imię?

- Cisza.

- Powtórz, bom nie dosłyszał?

- Cisza.

- Czy to ty chodzisz po chrząstkich gałązkach wiosną?

czy o tobie słowik kląska, czy trawy rosną?

- Ja jestem cisza, milcz, dumny.

- Zabiorę ciebie do trumny.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niewinni czarodzieje.

13 cze

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS