RSS
 

Kłapouchy.

28 maj

Od kilku numerów „Tygodnik Powszechny” zamieszcza artykuły w serii „Bohater naszych czasów”. Znane osobistości opisują swoich ulubionych, uważanych za najciekawszych itd. bohaterów bajek. W ostatnim numerze Joanna Olech, m. in. autorka bajek dla dzieci, świetnie opisała postać Kłapouchego z genialnej książki Milne’a o Kubusiu Puchatku.

ba773aa4953659904d42daaa7d3bbca1,5,8.jpg

Najbardziej udane dziecko Milne’a – poczciwy, bury osioł Kłapouchy. Paranoik, safanduła, nieznośny czarnowidz, zdumiewająca mieszanka megalomanii, cierpiętnictwa i sarkazmu. „Poczciwy” jest pierwszym słowem, którego użył pisarz, wprowadzając na scenę osła. I taka zapewne była intencja autora, ale z każdą linijką Kłapouchemu przybywało toksyny.

„– Nikt mi o niczym nie mówi – rzekł Kłapouchy. – Nikt mnie o niczym nie zawiadamia. Będzie już siedemnaście dni w przyszły piątek, odkąd nie zamieniłem z nikim ani słowa.

– Na pewno nie siedemnaście…

– W przyszły piątek – wyjaśnił Kłapouchy.

– A dziś jest sobota – rzekł Królik – więc to by było jedenaście dni, a ja sam byłem tutaj tydzień temu.

– Ale nie dla przyjacielskiej pogawędki – rzekł Kłapouchy. – Powiedziałeś tylko »Jak się masz« i znikłeś w okamgnieniu. Widziałem twój ogon o sto kroków na wzgórzu, gdy rozważałem, co ci odpowiedzieć. Myślałem o powiedzeniu: »Co?«, ale było już, oczywiście, za późno.

– Ach, byłem wtedy okropnie zajęty!

– Żadnej z nikim Styczności – ciągnął ponuro Kłapouchy – żadnej Wymiany Myśli, tylko »Jak się masz?«… Myślę, że taka rozmowa do niczego nie prowadzi, zwłaszcza jeśli w drugiej części rozmowy ukazuje się ogon tej osoby”.

Najbardziej udane dziecko Milne’a – poczciwy, bury osioł Kłapouchy. Paranoik, safanduła, nieznośny czarnowidz, zdumiewająca mieszanka megalomanii, cierpiętnictwa i sarkazmu. „Poczciwy” jest pierwszym słowem, którego użył pisarz, wprowadzając na scenę osła. I taka zapewne była intencja autora, ale z każdą linijką Kłapouchemu przybywało toksyny, toteż pod koniec lektury przymiotnik „poczciwy” brzmi jak zjadliwa ironia.

Kłapouchy to majstersztyk – literatura dla dzieci nie zna drugiej postaci tak genialnie scharakteryzowanej. Bo jakkolwiek jest to bezlitosny portrecik Starego Piernika, to przecież lubimy Kłapouchego. Pisarz do nieznośnego ponuractwa dorzucił rys fatalizmu i rezygnacji – Kłapouchy przyjmuje swoje nieuchronne, upragnione porażki z godnością – i kiedy, wbryknięty przez Tygrysa do strumienia, kręci się powoli na powierzchni wody kopytami do góry – jest w nim majestat stoika, kasandryczna duma: „A nie mówiłem?”.

Jako dziecko, nie wiedziałam, skąd znam Kłapouchego. Dlaczego wydaje mi się starym znajomym, kogo w nim rozpoznaję… Kiedy zostałam mamą, wyrosły mi ośle uszy, grzbiet porósł burym filcem: „– Mamusia haruje, żyły sobie dla ciebie wypruwa, a ty nawet śmieci nie wyniesiesz, gówniarzu?” „– Dobrze, dobrze, nie idź po zakupy, matka pójdzie, od tego są matki, a ty sobie poleż, odpocznij…”.

POCZUCIE WINY – słowo klucz, poręczne narzędzie manipulacji, tajna broń Kłapouchego. Instrukcja obsługi dziecka nader często odwołuje się do winy – niezawodnego rodzicielskiego tricku. We własnym mniemaniu nie dość wynagradzani za nasze rodzicielskie zasługi, nieumiejący wyegzekwować od dziecka pożądanych przysług – obwiniamy, odwołujemy się do obowiązku miłości, sporządzamy bilans poniesionych ofiar. Jak rodzicielska egzekutywa lipnym szlochem skłaniamy do uległości.

Postawa Kłapouchego jest starą sztuczką wychowawców, rodziców, dziadków. Wyuczona, wdrukowana w podświadomość – usłużnie wyskakuje jak diabeł z pudełka, kiedy sami zostajemy wychowawcami, rodzicami, dziadkami. Niestety – ten greps ma krótki okres przydatności do spożycia. Nie bez powodu Kłapouchy sterczy samotnie w odludnym zakątku, z masochistycznym uporem rozpamiętując własną krzywdę. Mieszkańcy Stumilowego Lasu odwiedzają go raczej z powodu wyrzutów sumienia niż w nadziei na pyszną zabawę.

Naiwny (jak dziecko) Prosiaczek – dobroduszny, nie splamiony żadną złą intencją, postanawia obdarować osła bukiecikiem fiołków. Nie zdoła go wręczyć, bo zawczasu nasłucha się pretensji, szyderstw, połajanek Kłapouchego, bo osioł onieśmieli go paternalistyczną tyradą. Wreszcie Prosiaczek kapituluje:

„– Myślę… – zaczął Prosiaczek nerwowo.

– Nie myśl – rzekł Kłapouchy.

– Myślę, że fiołki są bardzo milutkie – powiedział Prosiaczek. To mówiąc, położył swój mały bukiecik przed Kłapouchym i prędko uciekł”.

Oby to nie był ostatni bukiecik, na jaki osioł może liczyć.

Nie do wiary, jak Milne zdołał do dziecięcej opowiastki upchnąć tak tragiczną postać, a przy tym nie zmącić fabuły solenną powagą. Najwyraźniej pisarz znał sekretną recepturę na książkę wszechczasów i z aptekarską precyzją zmieszał słodycz i gorycz. Kłapouchy jest nieodparcie komiczny w swoim fatalizmie, w swojej zrzędliwej melancholii:

„– Dzień dobry, Kłapousiu! – powiedział Krzyś, gdy otworzył drzwi i Kłapouchy wszedł do pokoju. – Co słychać?

– Wciąż pada śnieg – odpowiedział Kłapouchy posępnie.

– A tak, pada.

– I mróz bierze.

– Naprawdę?

– Tak – rzekł Kłapouchy. – Jednakże – ciągnął rozpogadzając się trochę – nie mieliśmy ostatnio trzęsienia ziemi”.

„Puchatek”, rzecz jasna, jest książką o dzieciach. Dziećmi są Kubuś, Prosiaczek, Tygrys. Królik – w pół drogi między dzieckiem a rodzicem – starszy brat? Dorośli to: Sowa, Kangurzyca i Kłapouchy. Sowa – belfer o nadwyrężonym autorytecie. Kangurzyca – rozsądna, trzeźwo myśląca matka. Kłapouchy – sfrustrowany piernik, któremu czas upływa na liczeniu krzywd i katastrof.

Milne nie wyczerpał katalogu rodziców, ale zawarł w swoich książkach kilka przestróg dla ojców. Kłapouchy – cóż z tego, że bezdzietny – jest uosobieniem rodzicielskiej klęski – miłości uduszonej przez wygórowane oczekiwania. Jakkolwiek komiczny, osioł jest jadowitym, destrukcyjnym mantyką. Jest ojcem-upiorem. Dziecięca niefrasobliwość i entuzjazm Prosiaczka/Puchatka w konfrontacji z Kłapouchym zważone zostają sarkazmem. Misiowe: „spodziewam-

-się-wszystkiego-najlepszego” kontra ośle: „to-nie-może-się-udać”. Ufna wiara dziecka versus wzgardliwa i jałowa przewaga rodzica. Na szczęście jest jeszcze Krzyś – tata alternatywny – sprawiedliwy, wyrozumiały szeryf w krótkich spodenkach. Rozum i beztroska. Optymizm i rozwaga. Przewagi Krzysia są oczywiste – uznaje je sam Kłapouchy, ciągle zabiegając o względy Krzysia. Gdyby tę zgrzebną psychoanalizę pociągnąć dalej, okazałoby się, że posępna zrzędliwość Kłapouchego wzięła się z niedostatków rodzicielskiej miłości. Jak całe zło na świecie.

Chłopiec ojcem osła, osioł ojcem misia i prosiaka… ratunku, przedawkowałam Freuda!

Milne jest wielki, bez dwóch zdań! Trudno uwierzyć, że facet o takiej intuicji i takim absolutnym „słuchu” na potrzeby dzieci nie zdołał ułożyć sobie stosunków z synem – jego relacje z Christopherem Robinem były kompletnym fiaskiem.

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Ewa Bieńczycka

    28 maja 2007 o 22:21

    Niestety, nie podzielam Twojego zachwytu nad analizą Kubusia Puchatka Joanny Olech, mającej w TP reaktywować najcenniejsze wartości literatury dziecięcej. Dla mnie Kłapouchy to część składowa kosmosu Lasu Stumilowego, powołana dla jego równowagi i jedności. Podobnie jak w Muninkach, postacie u Milne’a są katalogowane raczej zodiakalnie (Kłapouchy to melancholik, nie ma nic wspólnego z wiekiem), jego filozofia jest tak samo konsekwentna jak Sowy czy Prosiaczka.
    A tak ogólnie, to nadużywa się bardzo tych klasycznych postaci, jak na burej suce się na nich jeździ (artykuł Kingi Dunin w TP o torebce Mamusi Muminka).

     
  2. n

    28 maja 2007 o 22:45

    Kinga Dunin zdaje się wiele lat temu narzuciła sobie jedyny słuszny obraz świata, sama się nim zniewoliła i teraz musi ponosić konsekwencje swojego wyboru.

     
  3. Ewa Bieńczycka

    29 maja 2007 o 08:21

    Jest taka metoda w postmodernizmie, nicowania mitów, odczytywania ich od nowa, jakby kultura wszystko zwymiotowała i teraz z tych wymiocin lepi się wszystko ponownie. Tak jest zrobione arcydzieło – „Ulisses” Joyce’a. Ale przy prostackim zabiegu spłyca się i degraduje. Większość dzieł feministycznych (Szczuka), ich krytyka społeczna, oparte są na tym samym, zazwyczaj głupim pomyśle. Podobnow telewizji ujawniona akcja prawicy o usunięciu dzieł o rzekomej wymowie homoseksualnej (czeski Żwirek i Muchomorek ze względu na nosy). A skoro natychmiast dzieci uwielbiają postacie bez tłumaczeń, to po co to wszystko niszczyć? Ręce precz od interpretacji klasyki dziecięcej.

     
  4. n

    29 maja 2007 o 09:58

    Mówiąc szczerze, ta nowa interpretacja głęboko mnie niepokoi. Zastanawiam się, czy jest już tak źle? Tak absurdalnie, że paranoje o nosach Żwirka i Muchomorka czy torebce Tinky Winky’ego naprawdę szuka podstaw? Trzeźwo zareagował Ludwik Dorn, mówiąc, że minister naraża siebie i swój urząd na śmieszność. Psychologowie jednak przeprowadzą badania.
    Zastanawia mnie, czy gdzieś kiedyś jeszcze działy się rzeczy tak dziwne. Olech pisze z lekkim przymrużeniem oka, ale propaganda homoseksualna w bajkach dla najmłodszych to jest wyciągnięcie ogromnego kalibru, ale to jest pistolecik na wodę.

     
  5. dictaphone numérique

    11 października 2012 o 08:47

    dictaphone numérique…

    Kłapouchy. | nacodzien blog…

     
 

  • RSS