RSS
 

Rola hipokryzji w moim życiu.

27 kwi

Mówiąc szczerze, kiedyś uważałem, że nie ma na świecie nic gorszego niż hipokryzja. Jako nastolatek uznałem, że ludzie mówiący jedno, a czyniący drugie są najgorszymi świniami. Jeśli oni kogoś nie tylko oceniali, ale także osądzali, sami nie będąc lepszymi – przecież to czysta hipokryzja, kiedy dłonie same się w pięści formują, w gniewie.
Teraz myślę inaczej. Oczywiście, hipokryzja absolutna czy taka rzucająca się w oczy ciągle denerwuje (chociaż coraz rzadziej, natomiast już chyba wcale nie rozczarowuje czy dziwi), ale zacząłem dostrzegać pozytywną, ba, ogromnie ważną rolę hipokryzji. Bo gdyby nie hipokryzja, choćby jej odrobina, pewnie mielibyśmy więcej samobójców niż ludzi umierających naturalnie czy w wypadkach. Bez hipokryzji (i szerzej: kłamstwa) o wiele częściej byśmy się ranili. Jeśli palacz mówi mi, żebym nie palił, to on jest hipokrytą, ale jego rada jest ciągle dobra. Ciężko nam oddzielić takie rady od ludzi, szczególnie kiedy widzimy, że sami mają swoje rady gdzieś. Czasem, dzięki hipokryzji, potrafimy to zrozumieć. Hipokryzja nie jest czymś dobrym sama w sobie, to raczej odruch obronny. Jak nie wypominam innym ich przywar, bo nie chcę, żeby oni mnie wypominali moje. Bo bardzo dobrze je znam. Bo dzięki hipokryzji czuję się lepiej, jeśli mogę użyć innego do poprawienia sobie humoru (a w istocie pogorszenia, bo można ile się chce próbować, ale bez tracenia zmysłów ciężko samych siebie oszukać, chociaż, logicznie, łatwo wytłumaczyć samym sobie motywy).
Kiedy jestem w kawiarni i słyszę jakichś młodych ludzi, którzy zawzięcie klną, chce mi się wyjść, bo to bardzo razi. Sam za to robię dokładnie to samo, a ostatnio moje klnięcie zaczęło być rozrywka, sposobem na odreagowanie, więc klnę dużo i siarczyście, czasem pewnie specjalnie po to, by prowokować. Bo jestem hipokrytą. Prowokatorem, którego prowokacje mają tylko brzydki zapach, ale już zupełnie nic ponad to, żadnego skutku poza oburzeniem przynosić nie mają. Bo grać na ludzkich słabościach jest łatwo, gorzej z rozumem je ukazywać, mądrze uświadamiać sobie i innym co jest źle, gdzie tkwi hipokryzja. Mogę więc siebie samobiczować na blogu, bo ma mi to poprawić poczucie, muszę poczuć się lepszy, bo gdzieś przynajmniej piszę prawdę, bo ten blog jest moim sposobem na wyrzuty sumienia, nie muszę siebie nienawidzić tylko dlatego, że w jakimś wpisie napiszę, że przeklnąłem albo że często bekam. Muszę sie pogodzić, że nic ze mnie nie będzie, ale dzięki hipokryzji, dzięki takiemu fantomicznemu oszukiwaniu samego siebie mogę i czuję się lepszy. Najgorsze, że wiem, że to bzdurne uczucie, bo od początku zbudowane na kłamstwie.
Prawda mnie wyzwoli? Może. Na pewno wyzwoli we mnie większą jeszcze chęć sięgnięcia po sznur. A zatem – vivat, hipokryci!

 
Komentarze (11)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. Ewa Bieńczycka

    30 kwietnia 2007 o 15:07

    Warto wejść na Wikipedię i przypatrzyć się, co słowo hipokryzja oznacza. Wtedy panegiryk na cześć hipokryzji sensu nie ma.
    Samobójstwo nigdy nie jest brakiem hipokryzji, ani jej skutkiem. Wiele z tym pojęciem wspólnego nie ma. Jest problemem egzystencjalnym, podczas gdy hipokryzja jest społeczną strategią unikania cierpień i pasożytowaniem na drugim człowieku.
    Wątpię, by blog miał siłę uzdrawiająca w tym społecznym procederze. Spowiedź – konfesja literacka, czyniona w akcie tworzenia, może miałaby siłę oczyszczającą, ale „Z swoich wad jestem rad” – to zdaje się podstawa literatury popularnej opartej na populizmie.
    Wojująca cnota, będąca taką samą hipokryzją, to podstawa literatury religijnej.
    Marek Aureliusz pisze:.„Uważaj, abyś się nie scezarzył”.(Chodzi o Państwo Cezara, czyli życie w wymyślonym przez człowieka systemie układów społecznych, w odróżnieniu od duchowości przynależnej porządkowi boskiemu, a nie ludzkiemu).

     
  2. N

    30 kwietnia 2007 o 20:02

    Przeczytałem znaczenie Hipokryzji na Wikipedii i nie wiem, dlaczego moje jej rozumienie musi być mylne? Dokładnie tak rozumiem hipokryzję, jak ją tam opisano. Może źle wyraziłem się we wpisie?
    Według Kopalińskiego hipokryzja to: „obłuda, dwulicowość, nieszczerość, fałsz, udawanie”. Obłuda, chyba głównie w tym znaczeniu o tym pisałem. Nie zawsze, ale często jestem obłudnikiem. Kiedy wyznaję swoją obłudę na blogu, jestem tym większym obłudnikiem. Jak mam się wyrwać z tego zaklętego koła?

     
  3. Ewa Bieńczycka

    30 kwietnia 2007 o 21:15

    Skoro chcesz być obłudnikiem, to po co równocześnie chcesz się „wyrwać z tego koła”? Podwójne zaprzeczenie sytuacji nie uzdrawia, nawet w formie prowokacji blogowej. Przecież gloryfikujesz tym tekstem stan obłudy i tkwienie wygodne w jej cieple.
    To, że świat jest skłamany, to banał. Wszystko, co przychodzi z zewnątrz, jest niszczące.
    Święty Augustyn nazwał to poetycko nićmi z jedwabiu które tak samo wiążą, jak kajdany. Nie należy temu procesowi pomagać.

    Nie jest to żadne moralizatorstwo, tylko komentarz wolnej internautki. Może każdy interpretować jak chce.

     
  4. n

    1 maja 2007 o 08:12

    To co zalecasz? Pozbycie się obłudy może być niebezpieczne. Dostrzegam wygodę patrzenia na świat właśnie poprzez tę obłudę. Ale to jest chora sytuacja. Masz rację, to jest podwójne zaprzeczenie, ale nie twierdziłem, że nie ma w tym schizofrenii.

     
  5. Ewa Bieńczycka

    1 maja 2007 o 08:37

    Jaka tu schizofrenia? Ot, zwyczajny pragmatyzm.

     
  6. N

    1 maja 2007 o 18:39

    No i chyba właśnie masz rację, może po prostu tak powinienem pisać od początku.

     
  7. matylda

    2 maja 2007 o 19:15

    …w ogólę Cię ostatnio nie czuję… wydaje mi się również, że ten Twój wywód o kipokryzji i późniejsze dyskusje z Panią Ewą to jednak całkiem wyraźne wołanie… tylko o co? do końca nie wiem. czytając myślę, że o pomoc. ale troszkę Cię znam i wiem, że pomocy nie chcesz. więc co? kolejny przpadek hipokryzji czy zgrabna sztuczka literacka?

     
  8. n

    3 maja 2007 o 20:24

    Pisząc to chciałem uprzedzić cios.

     
  9. Ewa Bieńczycka

    3 maja 2007 o 20:48

    Wszyscy wołają o pomoc. Nie tylko hipokryci.
    Ale jest to zawsze wołanie na pyszczy. Miło jednak czytać,że młodzi chcą się wspierać. Życzę powodzenia!

     
  10. Ewa Bieńczycka

    3 maja 2007 o 20:50

    …puszczy. Przepraszam za literówki. U nas na Śląsku straszny upał.

     
  11. n

    4 maja 2007 o 00:59

    Myślę, że jest lepiej niż się zdaje z tą pomocą, to, jak pisze Matylda, kwestia przyjęcia tej pomocy. Niektórzy potrafią, inni nie. Jak powiedział Piotr Skrzynecki: „Dlaczego mam setki przyjaciół? Bo nie zawracam im głowy swoją osobą i swoimi kłopotami. Przyjaciół mam po to, żeby rozmawiać o niebolesnych sprawach. O bolesnych rozmawiam tylko z Panem Bogiem. Wśród spraw ostatecznych nie ma ani jednej, w rozwiązaniu której może pomóc drugi człowiek. Trzeba szybko zrozumieć, że wszyscy jesteśmy samotnikami.”

     
 

  • RSS