RSS
 

Marzyciele, film Bernardo Betolucciego.

09 kwi

Film pt. „Marzyciele” opowiada o smarkaczach.

KULdreamers425.jpg

 
Komentarze (10)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. siostra

    9 kwietnia 2007 o 21:19

    cuda na kiju!!!

     
  2. Ewa Bieńczycka

    10 kwietnia 2007 o 07:17

    Film widziałam chyba trzy lata temu i bardzo mi się podobał, nie wiem, czy potrafię coś teraz sensownego napisać.
    Zdaje się, że rozwydrzona, bogata gównarzeria dobrze sobie radziła z obyczajowym buntem w czterech ścianach, natomiast już wybory społeczne na ulicy poszły im znacznie gorzej. Zdaje się, że niefrasobliwe wspierali Mao. A więc nie wszystkie krzyżówki seksualne „ubogacają” . Głupi przed i po.
    Ale film bardzo zmysłowy i pięknie nakręcony. Pozazdrościć, po polskich scenach erotycznych naszych filmów.

     
  3. nacodzien

    10 kwietnia 2007 o 09:25

    Nie mówię, że film był zły, bo bardzo mnie zainteresował, dlatego oglądałem go w nocy i wyskoczyłem z łóżka żeby chociaż jedno zdanie o nich napisać. Film mi się spodobał. Rewolucja obyczajowa w czterech ścianach poszła im całkiem nieźle? Nie rozumiem, czemu takie krzyżówki mają ubogacać, a już lata temu poznaliśmy skutki rewolucji seksualnej, nie było bodaj jednego pozytywnego. Czytam teraz, jak kiedyś mi poradziłaś, Marka Aureliusza i przecież on mówi wprost, że nie żyjemy dla przyjemności. I on nie jest dzieckiem. Te francuskie dzieciaki sądzą, że jeśli mogą już uprawiać seks to posiedli całą wiedzę świata. Jeśli przeczytali kilka książek czy oglądnęli kilka czarno-białych filmów to wiedzą, jak świat powinien wyglądać. Chcą zmieniać świat, a nie było w historii bodaj ani jednej rewolucji która przyniosłaby światu coś dobrego (za wyjątkiem rewolucji amerykańskiej, jeśli tak nazwać wojnę o niepodległość. Ale jaka jest różnica? Ogromna, bo Amerykanie walczyli o zachowanie starego systemu, a nie jego obalenie). Amerykanin, dość paradoksalnie, wychodzi na najbardziej odpowiedzialnego. Kiedy buntuje się podczas sceny golenia włosów łonowych i odchodząc od walki z policją na samym końcu. On używa jednak innego argumentu, niż ja bym użył. On mówi, że walka z policją za pomocą koktajli Mołotowa jest faszyzmem, jest robieniem tego samego co policja. I dlatego nie powinno się tego robić. Ja bym odszedł, bo po prostu takie głupie buntowanie się do niczego nie prowadzi i zawsze to przegrywa. A jeszcze walka o socjalizm? Plakaty Mao, lampka z Mao – to najcudowniejsza rzecz. Lampka, zrobiona pewnie przez chińskie dzieci i sprzedawana w zachodnich sklepach z ideami jako oznaka buntu przeciw niesprawiedliwości na świecie.
    To bodajże Gombrowicz powiedział, że różnica między wschodnimi a zachodnimi intelektualistami polega na tym, że ci zachodni nigdy nie dostali po dupie. I, co ciekawe, to tutaj, w Szkocji, dyrektor szkoły, który był nagrodzony ostatnio jako najlepszy dyrektor w Szkocji, bronił socjalizmu (na pewnych urodzinach, na których byłem) – w 2007 roku. Jego syn mówi, że Lech Wałęsa był bohaterem, a on się pyta – czyim? Dla kogo?
    To ciekawa scena, bo pokazuje starsze pokolenie jako tych, którzy ciągle się buntują. A młodzi zobaczyli do czego doprowadził komunizm. Może on nie chce pozbawić się młodzieńczych złudzeń, które pokochał właśnie w 68 roku?
    A Amerykanin z filmu jest skutecznie uodporniony na socjalizm.

     
  4. Ewa Bieńczycka

    10 kwietnia 2007 o 21:02

    Jak pisałam, nie bardzo już pamiętam szczegółów filmu (oprócz, wbrew krytycznym recenzjom po ukazaniu się filmu mojej wielkiej aprobaty).
    Doświadczanie przekroczeń obyczajowości było nie przyjemnością, ale wyzwoleniem z wieloletnich blokad wewnętrznych rodzeństwa. Złamanie tabu kazirodztwa,( które było ich chyba największym problemem) to w tej psychodramie najważniejsza materia filmu. Bertolucci wyszedł od badania człowieka poza religią i kulturą, bada jaki on jest i do czego jest zdolny, jak de Sade. Bohaterowie emocjonalnie nie wytrzymali sytuacji, wyszli z tego okaleczeni i z niesmakiem, który udzielił się widzowi. To, jak igraszki z seksualnością są niebezpieczne i jaka ona jest ważna, pokazane było bardzo dramatycznie, bez francuskiej frywolności i decameronowego , czy dionizyjskiego wyzwolenia. A polityka, którą Bertolucci wplótł w tę seksualność, to też chyba próba uwolnienia się z obłudy życia i studencki poryw był w masie mało sprecyzowany politycznie i uświadomiony. Wątpię, by młodzież była na poziomie, szli za Sartrem i profesorami, którzy stali na ich czele. Ruch poparł też Paul Ricoeur. Myślę, że chodziło o pokazanie też szkód w tym działaniu po omacku, spontanicznym. Zarówno we własnej prywatności, jak i w życiu społecznym. Masz racje, co piszesz, że nie wiedzą co czynią, bo nie doświadczyli (jak powołujesz się na słowa Gombrowicza, chociaż on też nie doświadczył). O ile eksperymenty z ciałem poniekąd zostały przerobione, to histeria polityczna pozostała na poziomie pretensji, nieświadoma, że grozi jeszcze większa niewola, totalitarnego reżimu polityki państwa.

     
  5. nacodzien

    11 kwietnia 2007 o 08:54

    Jeśli chodzi o wyzwolenie, z czego oni się wyzwalają? Chcą niszczyć te bariery w nich jakoś zakorzenione, żeby się wyzwolić, wyzwolić własną seksualność – ale dla jakiego celu, z jakiego powodu, po co?
    Siostra i brat nie uprawiają seksu (przynajmniej tak sugeruje reżyser), chociaż doprowadzają się nawzajem np. do masturbacji podczas gry zgadywania filmów. Wiedzą wszystko o swoich ciałach, ale nie idą tą drogą do końca. Kiedy Amerykanin uprawia seks z Francuzką w kuchni, ona krwawi, bo właśnie straciła dziewictwo. Jej brat sprawdza, czy ona krwawi po czym zaczyna robić jajecznicę.
    Oni chcą się wyzwolić, ale z czego? Społeczeństwo stworzyło w nich jakieś ograniczenia? Bo chyba nie rodzice, którzy przecież w ogóle nie ingerują w ich życie. Kiedy wracają do domu i widzą trójkę nago, cenne wina powypijane i ogromny nieporządek w domu – zostawiają im czek.
    Ale oni się pogubią, bo muszą się pogubić. Wiesz czemu? Bo to ich wyzwolenie nie ma sensu. Bo oni wyważają otwarte drzwi, bo oni prowokują się dla samej prowokacji, to wyzwolenie jest zniewoleniem, bo niczemu nie służy. I to rozumie Amerykanin, który przerasta francuskie rodzeństwo o lata świetlne. Nie pozwala sobie zgolić włosów łonowych, bo on nie chce być dzieckiem, on ma dorastać. Francuzom nie w głowach dorastanie. Oni chcą się prowokować i naprawiać świat lampką w kształcie Mao.
    Oni się zniewalają, bo nie wyzwalają się seksualnie, a luźno zabawiają. Bez powodu. Wierzą też w ideologię, która zniewala i – co ważne – sami się oszukują, bo Francuz wie, że komunizm to zniewolenie, to niesprawiedliwość a na pewno nie nowy, wspaniały świat. Jak to zachodni intelektualiści, którzy nigdy nie chcieli uwierzyć w gułagi (a już szczególnie Polakowi, bo pewnie rusofob, a przypominam, że Inny świat powstał na długo przed Archipelagiem), a kiedy nie mogli już nie wierzyć, bo zbyt wiele było dowodów, zaczęli żyć schizofrenicznie, jak Sartre. To mi przypomina Marka Edelmana, który w „Zdążyć przed Panem Bogiem” opowiada, jak był wyzywany przez amerykańskich Żydów, że nie wie co mówi – a to przecież on był wtedy w Polsce. Nie mogli mu wybaczyć, że opowiadał, jak Anielewicz maluje rybom skrzela by wyglądały na świeże. Bo to nie pasuje do ich obrazu świata, tak samo jak skutki rewolucji kulturalnej i plac Tiananmen nie pasuje do obrazu Mao wyzwoliciela.
    Oni zniewalają się na własną prośbę i przez samo-oszukanie, więc nie mam dla nich współczucia.
    Młoda Francuzka wstydzi się swojego pokoju, tj. nie chce go pokazać Ameryakninowi. Bo ten pokój jest posprzątany, bo wygląda jak pokój każdej nastolatki, bo na toaletce ma zdjęcie rodziców. Nie można prowadzić dwóch żyć, intelektualnie się upośledzić bez efektów, a efektem był napad jej szału i nagła amnezja.
    I druga rzecz – kiedy ona odkrywa czek schowany pod figurką Buddy, wie, że rodzice tam byli, że widzieli całą trójkę nago, w takim stanie. I bierze gumowego węża, którego podłącza do gazu, bo chce się zabić (bo wcześniej to samo powiedziała Amerykaninowi, że gdyby oni poznali taką prawdę, ona musiałaby się zabić). I ona płacze i oddaje swoje życie. A wtedy, zupełnie paradoksalnie, tak smarkacka rewolucja ratuje jej życie, bo ktoś z protestujących wrzuca przez okno kamień.
    Oni czytają Czerwoną Książeczkę (mnie interesuje też fragment, w którym Amerykanin mówi o tym ich wymarzonym, komunistycznym świecie, kiedy paradoksalnie wszyscy czytają tę jedną książeczkę, oczywiście Francuz nie wie jak odpowiedzieć i staje się agresywny, jak cała rewolucja) zamiast „Zniewolony umysł”. Na własne życzenie.

     
  6. Ewa Bieńczycka

    11 kwietnia 2007 o 10:36

    To nie jest takie oczywiste, jak Twoja wykładnia. Dobrze, że mi przypomniałeś szczegóły filmu, nie bardzo już pamiętałam. Reżyser chciał pokazać niedojrzałość rodzeństwa, ale nie trzeba ich tak podsumowywać krytycznie. Moim zdaniem mieli problem z kazirodztwem, co już wcześniej napisałam. Wszystkie dzisiejsze badania potwierdzają, że zakaz stosunków płciowych z najbliższymi osobami (rodzicami i rodzeństwem) jest wyłącznie kulturowy. Brak podjęcia życia płciowego z siostrą nie jest u nich taki oczywisty, jak dla Ciebie, a bunt, według Ciebie bezpodstawny, dla nich nie jest. Sprawa polityki, o której piszesz słusznie, jest też dla tych społeczeństw sytych po wojnie a i w czasie wojny (przecież hedonistycznie bezbolesnej dla Paryża), niezrozumiała. Bertolucci pokazał sytuację w stawaniu, w inicjacji i nie wiadomo, jak po tej traumie potoczą się dalej losy. Jeśli ten film podsumowano jako płytki i nieprawdziwy, to on pokazał po prostu bohaterów infantylnych, rozbrykanych i takich, jakimi oni pewnie byli w czasach młodości reżysera. Nie trzeba chyba analizować ich beznadziei, raczej robotę artysty Bertolucciego. Trudno zaprzeczyć, że takie osoby są. Może nie każdy ma tak dobrze, ale przecież trudno zakwestionować ich wątpliwości, rozwiązywane u nas taniej – alkoholem czy narkotykami. Robota artysty polega właśnie na tym, by pokazać sytuację z jak największym marginesem na interpretację. W przeciwnym razie to dydaktyka.

     
  7. nacodzien

    11 kwietnia 2007 o 11:53

    Zakaz kazirodztwa może i jest kulturowy, ale nie wziął się znikąd. Również naukowo udowodniono, że dzieci rodzące się z takich stosunków o wiele, wiele częściej rodzą się upośledzone, jakoś genetycznie wybrakowane itd., właśnie z powodu genów, które „pływają w jednym stawie”, a takie populacje (tj. bez wpływu nowych kodów DNA) szybko wymierają. Kazirodztwo ma więc sens, bo chodzi o to, by nie rodziły się potworki. Dzisiaj ma to wytłumaczenie naukowe, kiedyś myślano, że to kara boska za takie stosunki.
    Ale czy oni naprawdę chcą złamać to tabu? Przecież wyraźnie Francuzka była dziewicą i to Amerykanin ją deflorował. Specjalnie szukali takiego kogoś. W końcu ona idzie z nim do łóżka, bo on odgadł którąś z ich zagadek filmowych. Naprawdę nie widzę tutaj potrzeby łamania tabu kazirodztwa. Nie uważam, żeby ten film był płytki czy infantylny i tutaj się z Tobą zgadzam – po prostu bohaterowie tego filmu są infantylni i starają się nie być płytcy, ale robią to używając narzędzi ludzi dorosłych, tj. alkoholu, seksu, ideologii. I to naturalne, że się pogubili. Oni nie szukają uproszczenia życia, jak polecał Marek Aureliusz, ale wręcz przeciwnie – chcą to życie posuwać do ostatnich granic, chcą je komplikować.
    A co do wątpliwości politycznych, łatwo powiedzieć, że u nas rozwiązywano je narkotykami czy alkoholem, ale to przecież na Zachodzie używano wtedy o ileż więcej narkotyków (w Polsce dostęp do nich musiał być o wiele trudniejszy). Myślę, że jest tak: oni swoje wątpliwości topią w używkach zupełnie tak jak my, tylko że oni robią to jeszcze z jakąś fałszywą nadzieją na naprawienie świata, a my już raczej z rezygnacją. Takie terminy jak zizkowa „boska przemoc” nie tylko mnie denerwują, ale również przerażają, bo mimo tylu cierpień ci ludzie niczego się nie nauczyli i, co gorsza, nie chcą się nauczyć. Wolą siebie okłamywać niż pogodzić się ze stanem świata. I dlatego Francuz, kiedy Amerykanin mówi mu o jego bezczynności (tj. Francuz ma porozwieszane plakaty z Mao, mówi o rewolucji, a leży w łóżku w wielkim mieszkaniu rodziców, pijąc jakieś ogromnie drogie wino i dumając w sumie), zaczyna dusić Amerykanina. Nie chce go słyszeć, bo on doskonale wie, co Amerykanin ma do powiedzenia. Że Francuz jest oszustem. I on to doskonale wie, ale woli zadusić głos rozsądku niż się z nim pogodzić. To oznaka ogromnej niedojrzałości. Oni podwójnie się oszukują, bo to wszystko można skrócić do: brat chce bzyknąć siostrzyczkę, chociaż nie wie czemu (prawdopodobnie), a potem pobiegną na ulicę rzucać koktajlami Mołotowa w policję, bo to jest walka o pokój – „boska przemoc”?
    Oni sami w siebie, we własne marzenia i we własne idee rzucają te płonące butelki. To jest jakaś autodestrukcja zamiast próby zrozumienia i pogodzenia się ze światem. Amerykanin to wie, dlatego odwraca się odchodzi. I dlatego szanuję mądrość Amerykanina, a nie sztuczną egzaltację francuskiego rodzeństwa. Bo sami na siebie ściągają kłopoty.

     
  8. Ewa Bieńczycka

    12 kwietnia 2007 o 00:13

    Chyba nie. Chyba nie można przeciwstawiać Amerykanina Francuzom. Podkreślam, że tam chodzi o problem kazirodztwa. I nie ma znaczenia wtedy nic. Cała sytuacja, to pożądanie bliźniaczego brata do siostry bliźniaczki z wzajemnością. I wszystko wokół, to dawanie temu wyrazu. Perwersyjna gra toczy się tylko między rodzeństwem. Amerykanin jest tłem, jak i wiosenna rewolucja na ulicy Paryża. Niedojrzałość polega jedynie na nie dawaniu sobie z tym problemem rady. Odważnie przekraczają tabu (Amerykanin jako przeniesienie), ale emocjonalnie nie wytrzymują (samobójstwo, autodestrukcja).
    Nieprawdą jest, że dzieci rodzą się z takich związków kalekie. Rodzą się jak każde. Tabu to sytuacja społeczna, a nie biologiczna. Nie jestem za łamaniem tego typu tabu i nie jestem za rozwiązłością, wręcz przeciwnie. Natomiast literatura zna przypadki miłości nadprzyrodzonej , nieziemskiej (np. Robert Musil „Człowiek bez właściwości”) i tam są te sprawy rozwiązywane dojrzale. Bertolucci mówi o takiej miłości, jak i o takiej miłości mówił w „Ostatnim tangu w Paryżu”. I wtedy nic obscena, perwersja, wszystko nic. Dlatego Marzyciele. Bo nie sprostali, a marzyli.

     
  9. Ewa Bieńczycka

    12 kwietnia 2007 o 04:24

    I jeszcze , bo może niejasno się wyraziłam odnośnie potomków choroby królewskiej. W filmie nikomu w głowie prokreacja, ale jeśli ten temat podjąłeś, to uzupełnię. Oczywiście, chów wsobny degeneruje rasę, najlepiej zapładniać się z odległych krańców świata i takie mieszanki rodzą geniuszy (Puszkin). Ale wiele rodzin ma swoje tajemnice i to nie jest w żaden sposób widoczne. Nie każde kazirodztwo robi kalekę i nie każde rodzeństwo ma się ku sobie. Wręcz przeciwnie. Starsze rodzeństwo zazwyczaj skrycie młodszego nienawidzi. Cudzołóstwo do niedawna było karane śmiercią lub więzieniem, podobnie homoseksualizm. Zniesienie kar ani nie zmieniło liczby zdradzających się par, ani wszyscy nagle za pozwoleniem nie zmienili orientacji seksualnej. Rodzice grożą dzieciom, że odpadnie im palec, jak będą dłubać w nosie, nie mówiąc o masturbacji. W filmie szaleją namiętności, wszystko się tam gotuje, dzieci się bawią brzydko, ale jeszcze brzydziej, gdy oglądają ich rodzice.

     
  10. N

    13 kwietnia 2007 o 17:32

    Te dwa wpisy bardzo wiele mi wytłumaczyły i chyba zrozumiałem, o czym wcześniej pisałaś. I nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się. Zupełnie tego nie widziałem w filmie, więc dobrze, że mi pokazałaś, za co jestem wdzięczny.
    Pozdrawiam.

     
 

  • RSS