RSS
 

Jego własne Moulin Rouge.

25 mar

On był młody, doświadczony przez życie, ale bardzo naiwny czy wręcz głupi. Zupełnie nie radził sobie z kontaktami międzyludzkimi, nie potrafił stworzyć głębokiej więzi, chociaż zawsze tylko to było jego głównym celem. Nigdy nie potrafił wejść na ten wyższy poziom rozmowy, do tego pokoju, w którym przebywali bohaterowie książek Gombrowicza.
Kilka dni temu wiedziony dobrymi wspomnieniami, chucią, ale najbardziej – i piszę to z pełną świadomością – z chęcią rozmowy poszedł do klubu nocnego, gdzie seksowne Rosjanki, Rumunki, Polki czy Szkotki tańczyły bardzo zmysłowe tańce.
Pierwszego wieczoru poznawał, drugiego wieczoru chciał rozmawiać i, wydało mu się, rozmawiał nawet dobrze, poczuł się częścią. Między Włoszką, Szkotką a dziewczyną z Jamajki czuł się jak wśród przyjaciół, nie odepchnięty, ale też nie kuszony. Wydało mu się, że nie chodzi o pieniądze. Myślał o tym cały czas, bo przecież nie był aż tak łatwowierny, aby wierzyć tancerkom erotycznym. I w części zaprzeczał, w części wierzył. Rozmawiał o bolączkach Murzynki, która właśnie dostała okres i o trudnościach poruszania się na niemożliwie wysokich obcasach. Mówił z Włoszką o jej domu na Teneryfie, który za zarobione w klubie pieniądze spłaca, by spełnić marzenie. Ze Szkotką mówił o jej aplikacji, bo ona właśnie kończy studiować prawo na najlepszym w A. uniwersytecie. Był zaskoczony różnorodnością tych dziewczyn. Banałem byłoby napisać, że to są wartościowi ludzie, że mają marzenia, że są inteligentne. Rumunka na przykład, o doskonałym ciele, perfekcyjnym, sprawiała wrażenie niezwykle tępej miłośniczki komedii (których, jak powiedziała nie bez dumy w głosie, ogląda nawet po cztery dziennie). Rozmawiał więc z Włoszką, która po jakimś czasie wyjawiła mu (miał nadzieję) prawdziwe imię, zresztą o wiele ładniejsze niż pseudonim Victoria. Dwudziestosiedmioletnia Valenitna zna cztery języki i ma kompletnie wysuszone włosy koloru blond. Ma prawdę w oczach, wierzy w Boga i w to, że za każde szczęście trzeba zapłacić cierpieniem. Świetnie gotuje włoskie potrawy, inne niż spaghetti, i pięć razy w tygodniu ćwiczy na siłowni, gdzie czasem z całą siłą wyładowuje swoje frustracje, co ma zdaje się znamiona kuracji – o czym wiedział i on, bo kilka miesięcy wcześniej, kiedy nie mógł już cierpieć w mieszkaniu, ukrywał się na siłowni uniwersyteckiej, gdzie z zapałem starał się wykończyć siebie fizycznie.
Valentina ma samochód, współlokatorkę i kłamstwo w oczach. Kiedy on wydał wszystkie zarobione pieniądze, ona zostawiła go w specjalnym, tajemnym pokoju, gdzie już być nie powinien (bo nie płacił). Szła zarobić swoim ciałem, po czym wracała do niego, spłukanego, rozmawiać. On nie wiedział co ma myśleć. Podziwiał starych i majętnych ludzi, którzy z miną koneserów i władców właśnie władczym językiem, językiem uczuciowego tyrana, rozmawiali z dziewczynami. On czuł się przy nich chłopcem, myślał, że patrzy na swoich ojców, którzy, pełni powagi i zdecydowania, znają życie. Miał wrażenie, że zaraz któryś z nich weźmie go za rękę jak dziecko i wyprowadzi. Był pod wrażeniem, ale rozdarty. Chciał być taki sam, nie ufający prawdzie w oczach Valentiny, ale chciał być tym, kim był, czyli wyznawcą uczucia, bo w uczucia wierzył. Wyrażenie uczuć często naraża na śmieszność, a wyrażenie uczuć striptizerce musi być śmiesznością absolutną.
Myślał o wstydzie, kiedy ona pytała go o wiek. 28? 27? Niemożliwe, żeby miał 24? Nic nie odpowiadał, bo wiedział, że jego 21 lat wprawi ją w zakłopotanie. Kilka razy wracała do tego tematu i kilka razy się wykręcał. Żartowała, że on nie jest kobietą, że przecież może ujawnić swój wiek. Była zdziwiona i patrzyła podejrzliwie. Jak się zachować? Jak zaufać tancerce, skoro innym kobietom ufać nie sposób? To go bardzo martwiło. Przyszedł jeszcze raz, patrzeć na Valentinę, której płacił za taniec, a która tylko siedziała na jego kolanie. I pewnie mówili, chociaż on był zbyt odurzony by to pamiętać. I był szczęśliwy, właśnie dlatego, że ona zgadza się nie tańczyć dla niego. I to było jego dowodem. Powiedziała, żeby poczekał na nią po zamknięciu klubu. Nie mniej seksownie ubrana, z wielką i ciężką torbą wyszła po kilkunastu albo kilkudziesięciu minutach. W pobliskiej wciąż otwartej piekarni kupiła jedzenie, a w sklepie z prasą paczkę miętowych gum do żucia. Mówiła, że mieszka blisko klubu, ale nie chciała pozwolić, by ją odprowadził. Zanim wsiadła do taksówki wzięła jego telefon, w którym zapisała numer swojego telefonu. Valentina. Pocałowała go i zniknęła. On chwilę stał i chyba nie myślał o niczym, albo myślał o wszystkim. Odwrócił się i poszedł do domu, mijając klub.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. matylda

    3 kwietnia 2007 o 21:21

    your own sparklin’ diamond … :-)

    Patyk, wracaj już do nas.

     
 

  • RSS