RSS
 

Kilka myśli, nie?

07 gru

-You… want me!?
-That’s the general idea, yeah.

Kiedyś na łamach blogu dość naiwnie zastanawiałem się dlaczego ludzie się ranią. Teraz może po części mógłbym sobie odpowiedzieć. Może chodzi o to, że nie jesteśmy doskonali? Po prostu. Ranimy się, bo jesteśmy niedoskonali, wadliwi, mamy swoje przywary. Ranimy się, czasem bardziej a czasem mniej świadomie, potem głupio (to dziecinne, wiem) nam przepraszać. Jakby to coś znaczyło. Jakby taki quasi-honor coś znaczył. Tutaj zresztą wkracza rola humanizmu – kiedy nie rozumiem czym jest honor, jak mam postępować honorowo? Widzę i wiem jak powinienem się zachować, a jednak tego nie robię. Bo jestem słaby, bo jestem sobą, bo jestem rozpuszczony, kapryśny, niedojrzały. Boję się, niepotrzebnie szukam odpowiedzi na pytania, a te odpowiedzi są oczywiste. Oczywiste, bo przecież wystarczy zachowywać się przyzwoicie. Nie tylko w sensie wychowania, jakiegoś tam savoir-vivre’u.
Mówiąc prościej, ranimy się, bo jesteśmy niedoskonali (chociaż nie z gruntu źli). Nie robimy tego, najczęściej, specjalnie. To, jak już powiedziałem, kwestia charakteru.

 
Komentarze (13)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. matylda

    7 grudnia 2006 o 22:55

    czasami wystarczy tylko zastanowic się co o tym co mówisz/robisz myślą inni i jak się przez to czują… nie trzeba byc doskonałym, żeby to wiedziec. wystarczy miec w sobie odrobinkę empatii…

     
  2. N

    8 grudnia 2006 o 09:51

    Prawda.

     
  3. matylda

    11 grudnia 2006 o 19:58

    chcesz uciąc dyskusję, tak? mam nadzieję, że z Justyną Ci się świetnie układa :-)

     
  4. N

    12 grudnia 2006 o 08:18

    Nie, po prostu sie zgodzilem :) .

     
  5. matylda

    12 grudnia 2006 o 22:54

    tak tak…

     
  6. ewa

    13 grudnia 2006 o 11:19

    To się wtrącę, bo anemia tego dialogu grozi śmiercią lub kalectwem.
    Ranią się, bo ranić się muszą. Z różnych powodów: wychowania siebie i przez dominację, drugiego. Energia ludzkości nie jest skierowana na nie ranienie. Przeciwnie. I nie jest to wiara w gnostyckiego Księcia tego świata, jedynego władcy nad Bogiem.
    Ranią się, bo nie ranienie to wyższa szkoła jazdy. Póki co, tkwimy w grze, których reguł nie opanowaliśmy, nie bardzo to zresztą jest możliwe („Proces” Kafki). Ale empatia Matyldy to naiwność. Oczywiście można przez życie przejść grzecznie. Ale i, podejrzewam, martwo.
    Według Simone Weil zło czynione drugiemu człowiekowi ma charakter czysto strategiczny. Na zasadzie łańcucha. Ktoś czyni drugiemu krzywdę, np. tłucze wazon. Pan, by się odegrać (najbezpieczniej niższemu w hierarchii społecznej), zastępczo tłucze niewolnika, niewolnik kopie psa. Dopiero cierpienie psa pochłania zło i ono znika. Według niej taka powinna być postawa człowieka, który chce zło pokonać. Ale czy można jej wierzyć?

     
  7. matylda

    13 grudnia 2006 o 22:53

    może masz troszkę racji, ale chyba odrobinę pochopnie oceniłaś jakośc mojej z Patykiem rozmowy… empatia to nie naiwnośc a raczej zadanie. Ktoś kto chce z siebie wykrzesac odrobinę empatii dla drugiej osoby odbierany jest jak człowiek silny i rozsądny. Czy empatia to naiwnośc i grzecznosc? To chyba jednak wysoko podniesiona poprzeczka…

    a co do Patyka… to bardzo specyficzny człowiek. świetny przyjaciel. poczytaj go troszkę a lepiej go poznasz. poczytaj też mnie jeśli masz ochotę …. jo-ann1984.blog.pl

     
  8. N

    14 grudnia 2006 o 09:19

    A ja na przykład nie rozumiem, dlaczego kopnięcie psa miałoby niejako cofnąć zło popełnione niewolnikowi. Na jakiej zasadzie pani Weil sobie to obmyśliła, bo ja nie bardzo łapię.
    Za to zgadzam się, że ranimy się dlatego, że nie jesteśmy przecież profesjonalistami w życiu, tj. po prostu nie wiemy jak postępować. O tym pisałem w powyższym wpisie.

     
  9. ewa

    14 grudnia 2006 o 10:22

    Tak, wiem Matyldo, chciałam trochę ożywić. Polecam artykuł Stokfiszewskiego w GW http://www.gazetawyborcza.pl/1,75475,3787815.html , tam dobrze o interakcji internetowej. Jak właściciele blogów nie odpowiadają na komentarze, nie rezonuje, tracą odbiorców.
    Oczywiście, o empatii można dużo i różnie, nie znam przecież Was i nic nie wiem. Chodziło mi o pojęcie, które przestało ludziom służyć, jak np. asertywność. Stało się zwykłym usprawiedliwieniem międzyludzkiego świństwa.
    Wpadłam na chwilę na blog Matyldy, ale wyjeżdżam właśnie na dwa dni i już nie zdążę poczytać. Dopiero w sobotę.
    Patrykowi też już nie zdążę odpowiedzieć. Tam jest problem i zwierząt ofiarnych i problem zła, którego ludzkość zawsze sprytnie próbowała się pozbyć przy pomocy odbijania piłki, czyli obwiniania albo osoby słabszej, albo wręcz poszkodowanej. To naprawdę uwalnia od wyrzutów sumienia. Ale jakim kosztem.

     
  10. gacek

    14 grudnia 2006 o 12:16

    Usprawiedliwiacie wszystko na siłę i staracie przedstawiać jakieś mądrości życiowe. Każde z Was nie radzi sobie zapewne z własnym życiem a chcecie dawać mądre rady. Posługujecie się jakimiś książkowymi regółkami a nie potraficie powiedzieć niczego od siebie

     
  11. Nacodzien

    14 grudnia 2006 o 14:39

    Panie gacku, nie posługujemy się żadnymi regułami, bo ja takich książkowych nie znam. Czy daję sobie radę z życie? Nie wiem, pewnie jak każdy, trochę tak, trochę nie. Nie daję nikomu rad, bo ten blog to rzecz głownie dla mnie, miejsce, w którym staram się zrozumieć różne rzeczy; no i pamiętnik na przyszłość, pamiętnik mojego myślenia i zmiany mojego myślenia.
    Sądzę, że Panu radziłbym posłużenie się jedną książką – Słownikiem Ortograficznym.

     
  12. ewa

    16 grudnia 2006 o 12:43

    Gacku, wróć!
    Tak się czasami źle napisze, a jak wchodzi się dużo na blogi, to nie ma już czasu sprawdzać ortografii.
    Może Patryku pomieszałam coś w Weil, chciałam nawet zacytować, wywiozłam jedyny dostępny egzemplarz Simone Weil w tłumaczeniu Miłosza. Ale jest w każdej bibliotece i polecam, nieduża książeczka. Teraz zastanawiam się właśnie, czy nie zobligować rodziny, dla której wigilię będę robić, by się zrzuciła na prezent imieninowy dla mnie, „Dzieła” Simone Weil, w Internecie wydawnictwo „Brama” oferuje za jedyne 85 zł. Nie zakupiły tego nasze miejskie biblioteki (w moim mieście jest trzydzieści fili, ani też nasza największa, na poziomie europejskim. Książek w domu nie ma gdzie trzymać i wypożyczalnie są jedynym rozwiązaniem.
    Gacku, nie wiadomo, jak żyć i nigdy nie było wiadomo, i nikt sobie nigdy z życiem nie radził. Jeśli radził, to kłamał. Ale żeby żyć po ludzku to chyba jedyne co nam pozostaje to szukanie odpowiedzi na pytania po ludzku. I książki są takimi pewnie, może nie doskonałymi, ale zawsze, podpowiedziami.

     
  13. enregistreur audio

    11 października 2012 o 09:32

    enregistreur audio…

    Kilka myśli, nie? | nacodzien blog…

     
 

  • RSS