RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2006

Już czas.

27 gru

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

O samotności mówi Pilch w wywiadzie dla „Tygodnika”.

18 gru

– W tej nowej książce bardzo wyraźnie podejmujesz kilka tematów, m.in. samotność twórcy. Czy rzeczywiście pisarz musi być samotny?

– Myślę, że tak. Miłosz napisał, że poeci liryczni mają zimne serca. Jest pewien rodzaj lodowatości. Sama świadomość, że musząc dokonać wyboru, w ostatecznym rozrachunku wybierzesz biurko, sprawia, że nawet wtedy, gdy ta samotność jest pozornie niewidzialna, ciągle istnieje.

– Świat zrobiony ze słów jest Ci bliższy niż świat realny?

– To jest bardzo trudne pytanie. Świat robiony z moich słów – nie chodzi mi o to, żebym się zachwycał, zanurzał w lekturze własnych książek, mówię o fazie ich pisania – daje pewien rodzaj bezpiecznego istnienia. Pisanie jest terapeutyczne, godziny przy piórze – jak mówił Grochowiak – one leczą rany. Gdy codzienne kilka godzin pisania staje się powinnością, zawodem, terapią właśnie, to świat ze słów zapisywanych, tworzonych, daje większe bezpieczeństwo niż świat realny, daje spokój, który jest, przynajmniej dla mnie, szalenie ważny.

– Łatwiej się porozumieć z książką niż z innymi ludźmi?

– Zależy z kim… Książka jest jednak pewniejsza. Zaczęte tydzień temu opowiadanie, które ma na razie pięć niezłych stron, albo zaczęta dzisiaj powieść, dająca poczucie, że jest w niej zagadka, parę zdań, które dla ciebie także są tajemnicze, bo wyszły ci trybem muzycznym i teraz czekają na ciebie… Więc to ich czekanie jest intensywniejsze niż czekanie na spotkanie z kimś, kto może jest, a może nie jest aż tak ważny. Ludzi naprawdę ważnych, ważnych tak jak teksty, które piszesz (obojętnie, jaką wagę mają te teksty), jest szalenie mało.

[...]

– Tkwi w pisarzu jakieś ziarno obcości, które sprawia, że jest on oddzielony od innych ludzi?

– Oddzielony albo przybliżony. Oddzielony, ponieważ inaczej słyszy język, którym mówią wszyscy. Jak jesteś na meczu i komentator krzyczy „tercet obronny dwoi się”, to tylko ty słyszysz, co on właściwie mówi, jak świetne to jest; on sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Myśliwski powiada, że to „język wybiera”. Tak jest: to język wybiera pisarza, a nie wydarzenia. Tysiące ludzi miało fascynujące życiorysy i nic z tego dla literatury nie wynikło, bo nie posiadali właściwego języka. Taki przypadek jak Sołżenicyn, który miał niesłychane życie i jednocześnie odpowiedni język, zdarza się raz na sto lat. Więc inność bierze się stąd, że język cię wyrzuca na margines świata. Ale można też powiedzieć przeciwnie: lokuje cię w samym centrum świata. I tu, i tu jesteś izolowany, masz niby intensywniejszą łączność, ale słyszysz inaczej. To jest albo wybraństwo, albo outsiderstwo.

[...]

– Ale piszesz też (to zresztą znakomity fragment), że obecność drugiego człowieka, wyrwa w samotności, może być nie do zniesienia.

– Też lubię ten fragment, bo mam poczucie, że jest prawdziwy. Samotność zawsze jest zła, zawsze trudna, przynajmniej póki nie zostanie wytrenowana (znów pojawia się Miłosz, który mówił, że prawdziwa samotność jest trudna, ale raz przyjęta, wynagradza). Ale jedyną rzeczą gorszą od samotności jest jej fałszywe zażegnanie.

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

… w pustym mieszkaniu.

16 gru

Umrzeć – tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zraniłem kogoś.

16 gru

Jest mi źle z tego powodu. Pytam się dlaczego ludzie się ranią, tymczasem sam kogoś ranię, bardzo mocno. Czuję się jak kat, czuję się jak schizofrenik. Wiem, co sam przeżywałem przecież jeszcze całkiem niedawno.
Oczywiście powiedzieć, że chciałbym uniknąć tego bólu to jak nic nie powiedzieć.
Ranimy się, bo jest to koniecznie? Raczej dlatego, że nie zawsze można tego uniknąć. Zostałem zraniony, więc ranię dalej, niczym w teorii pani Simone Weil, o której w komentarzach pisze pani Ewa.
Chcę Cię przeprosić. Straciłem Twoje zaufanie, ale nie chciałbym, żebyś przestała ufać. Mam nadzieję, że uwierzysz mi, że nie chcę Cię ranić. To jest dla mnie bardzo ciężkie, świadomość, że przeze mnie cierpisz. Nie chcę, żebyś przeszła przez to możliwie bezboleśnie tylko dlatego, żebym mógł uspokoić własne sumienie. Jesteś wspaniałą dziewczyną, jesteś dobrym człowiekiem, wiem, że masz sporo własnych problemów.
Nie chcę pisać truizmów, że tak musiało się stać, że prędzej czy później do tego by doszło. Zabija mnie to, uwierz. Nie chcę pisać banału, że dla Ciebie też będzie to lepsze, ale nie wiem jak inaczej to wyrazić.

Przepraszam.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kilka myśli, nie?

07 gru

-You… want me!?
-That’s the general idea, yeah.

Kiedyś na łamach blogu dość naiwnie zastanawiałem się dlaczego ludzie się ranią. Teraz może po części mógłbym sobie odpowiedzieć. Może chodzi o to, że nie jesteśmy doskonali? Po prostu. Ranimy się, bo jesteśmy niedoskonali, wadliwi, mamy swoje przywary. Ranimy się, czasem bardziej a czasem mniej świadomie, potem głupio (to dziecinne, wiem) nam przepraszać. Jakby to coś znaczyło. Jakby taki quasi-honor coś znaczył. Tutaj zresztą wkracza rola humanizmu – kiedy nie rozumiem czym jest honor, jak mam postępować honorowo? Widzę i wiem jak powinienem się zachować, a jednak tego nie robię. Bo jestem słaby, bo jestem sobą, bo jestem rozpuszczony, kapryśny, niedojrzały. Boję się, niepotrzebnie szukam odpowiedzi na pytania, a te odpowiedzi są oczywiste. Oczywiste, bo przecież wystarczy zachowywać się przyzwoicie. Nie tylko w sensie wychowania, jakiegoś tam savoir-vivre’u.
Mówiąc prościej, ranimy się, bo jesteśmy niedoskonali (chociaż nie z gruntu źli). Nie robimy tego, najczęściej, specjalnie. To, jak już powiedziałem, kwestia charakteru.

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie bo nie.

02 gru

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS