RSS
 

opowiadanie, 3

31 paź

Z torebki wyciągnęła paczkę djarum blacków i zapalniczkę, którą zapaliła papierosa. Mocno się zaciągnęła, a po chwili z wielką ulgą wypuściła dym. Przez chwilę leżała nie ruszając się w najmniejszym nawet stopniu, potem znowu zaciągnęła się słodkim dymem papierosowym. Kolorowa pościel okalała jej ciało, na widoku pozostawiając tylko lewą nogę, która od kolana w dół błyszczała perlącym się potem. W pokoju było szalenie cicho, więc szelest poruszonej pościeli na chwilę ją oszołomił. Spojrzała w prawą stronę, na młodego F., który spał już odwrócony do niej plecami. Oddychał miarowo, spokojnie, jakby czytał jej wiersz czy śpiewał piosenkę próbując ją uśpić. Przymknęła oczy, zaciągnęła się papierosem i szybko zgasiła jego resztkę w lampce z szampanem, którego nie dopiła poprzedniego wieczoru. Powoli przeciągnęła się, sunąć dłońmi po swojej kibici. Znowu sięgnęła po torebkę, w której znalazła mała książeczkę z wierszami nikomu pewnie nieznanego poety z Białorusi. Nie wertowała stron, przeczytała tylko krótkie zdanie na stronie tytułowej, napisane czarnym atramentem. Zmarszczyła czoło, przez co pewnie wyglądała jak dziecko, jak stare dziecko, książeczkę schowała w torebce, której zaczęła się przyglądać. Wyraźnie była znudzona, ale nie miała ochoty na nic, po prostu rozglądała się po sypialni i brała w swoje dłonie najbliższe łóżku przedmioty, które przez chwilę badała, obracała czy mięła. Uwielbiała swoją torebkę, chociaż ona uwielbiała wszystkie swoje torebki. Był to jak zawsze brązowy Louis Vuitton z teksturą w kształcie małych gwiazd i literą V, w której umieszczony był jeszcze jeden kształt. Okalana dwoma kremowymi paskami zmierzającymi do solidnych rączek o tym samym kolorze była torbą dość pojemną, ale przede wszystkim wizytówką. Elegancko, choć konserwatywnie, bez ekstrawagancji, ale bezpiecznie. Nie wiedziała tylko czy to ona wybrała tą torebkę czy raczej na odwrót. W tym momencie poczuła strach. Bała się, serce szybciej zaczęło jej bić, jej myśli rozsypały się i chyba miała lekki atak paniki, który przeszedł po chwili. Leżała z wciąż szybko bijącym sercem, ale powoli uspokajała się. Była zmartwiona i jedna łza popłynęła jej policzkiem zmierzając w stronę pięknych, chociaż już nie takich jędrnych ust. W myśli skarciła się za tą łzę, którą szybko wytarła poszwą od kołdry. Obie ręce położyła na pościeli i teraz leżała jak egipska mumia, w bezruchu, jak pomnik. Poczuła, że przegrała sama z sobą. Była piękną i bardzo wykwintną kobietą, z której gustu korzystali wszyscy. Teraz leżała w łóżku, owinięta pościelą z Ikei, a obok niej stała najbardziej chyba standardowa torebka Vuittona. Sama stała się ofiarą terroru piękności, który z takim zawzięciem stosowała przed laty. F. spał cicho, czasem nieznacznie zmieniając pozycję. Oddychał miarowo i spokojnie.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. matylda

    31 października 2006 o 20:48

    …terror piękności… to ładne jest bardzo

     
 

  • RSS