RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2006

opowiadanie, cz. 1

28 wrz

W grudniu zawsze było zimno. Oszronione kraty w więziennych oknach błyskały czystym światłem słońca, kiedy strażnicy przechodzili przez placyk wewnątrz murów zakładu. Wszyscy byli ubrani w tanie i szare puchowe kurtki, które tylko czasem różniły się deseniem. Wchodzili do szatni, gdzie zostawiali zimowe buty i kurtki, poprawiali mundury, zamieniali kilka zdań o weekendowej zabawie. Był poniedziałek, każdy wchodził w swoją rutynę. Większość z nich była młodymi ludźmi, kilku pracowało w Zakładzie już ponad trzydzieści lat. F. był bardzo młody, miał 20 lat i był na służbie od kilku miesięcy. Chwilę rozmawiał z dwoma młodymi strażnikami, potem poszedł do swojej strefy więzienia, gdzie panował chłód i cisza. Więźniowie w większości spali, kilku leżało ze wzorkiem wbitym w ścianę, ale nikt nie wydawał najmniejszego dźwięku. F. usiadł na starym drewnianym krześle, zmrużył oczy, dwa razy przesunął dłoń po włosach i zaczął się zastanawiać nad wydarzeniami sprzed dwóch dni.
Kiedy skończyła się zabawia w klubie, a jego koledzy z pracy w upojeniu alkoholowym zataczając się zmierzali w kierunku swoich domów, F., który tamtego wieczoru nie wypił nic, poszedł na spacer. Bardzo go to zaskoczyło, bo o ile ochota taka nachodziła go od czasu do czasu i często obiecał sobie krótką przechadzkę w ciszy, to nigdy tego nie czynił. Wtedy, około piątej nad ranem,zaczął bardzo powoli iść, nie myślał o kierunku. Bylo bardzo ciemno, a na ulicach od czasu do czasu słyszał głośne krzyki ludzi, którzy wsiadali do taksówek. Czasem słyszał dźwięk nadjeżdżającego tramwaju, który zatrzymywał się na pustych przystankach, zatrzymując w sobie kilka zaspanych lub śpiących osób. Migające światło kilkaset metrów przed nim zwiastowało robotników zaczynających poranne prace drogowe.
Zachmurzone niebo chowało światła nieba, z którego zaczął prószyć lekki śnieg. Przec chwilę zdało mu się, że słyszy czternastowieczną polifonnię, że może to sam Bóg do niego przemawia. Uznał, że jest zmęczony i powinien wracać. Ruch na drogach nie zwiększał się, a chodniki z zadeptanym, czarnym śniegiem pokrywały się białym nalotem. Usłyszał ciężki ryk samochodu, hamowanie na śliskiej nawierzchni i w końcu głuchy huk. Za rogiem stał stary mercedes, a przed nim przewrócony plastikowy słupek zamocowany w kostce brukowej. Z samochodu, na którym F. dojrzał nalepkę „taxi”, wytoczył się nietrzeźy kierowca, a z tylniego siedzenia wyskoczyła zdenerwowana całą sytuacją starsza kobieta. Krzyknęła kilka słów w stronę zdziwionego taksówkarza, po czym ze złością popatrzyło prosto w oczy F., który przyglądał się całej scenie. Zapytał, czy może pomóc, a wtedy kobieta ciepło się uśmiechnęła. Powiedziała, że niedaleko jest sklep całodobowy, w którym mogą kupić ciepłą kawę, na wynos, w styropianowych kubkach. F. był ciekawy tego zachowania, więc z chęcią przystał na propozycję kobiety. Miała ona ponad pięćdziesiąt lat, była szczupła i elegancko ubrana, na twarzy kilka zmarszczek i papierowa skóra zdradzały jej wiek, bardziej jednak czynił to wzrok. F. pomyślał, że kobieta na pewno była bardzo ładna za młodu.
Kawa była bardzo niedobra, a sprzedawca bardzo senny, przez co rozdrażniony. Było jednak zimno, więc oboje ogrzewali ręce na ciepłej ściance kubka. Mówili sobie rzeczy całkiem bez znaczenia, oboje tego świadomi i jakby łaknący jakiegokolwiek towarzystwa. Ulice powoli stawały się coraz głośniejsze, chociaż nadal wszystko oblewał mrok wespół ze śniegiem, który zaczynał padać corazm mocniej. Po niedługim czasie wypili kawę i przestali rozmawiać. Stanęli przed starym, romańskim kościołem, niskim i zamkniętym. F. wiedział, że w takich kościołowach urządzano chwilowe twierdze czy więzienia. Budynek do tego się nadawał, miał grube mury i małe okienka, przez który prawie nie wlatywało światło. Kościół zjadał wiernych, którzy sami wchodzili w jego wnętrza, zaciekawieni raczej turyści niż pobożni mieszkańcy okolicznych kamienic.
Kobieta spoglądała na F., który przestał na nią zwracać uwagę. Patrzyła na niego mądrym wzrokiem i rozumiała, co F. czuje, było jej żal jego uczuć. Nie chciała nikomu pomagać, tym bardziej, że teraz ta pomoc byłaby wzięta za coś dokładnie przeciwnego. Po chwili szybko pożegnała się z F. i odeszła, on nadal stał przed potężnymi drzwiamu kościoła. Było mu żal, że został sam, szybko odwrócił wzrok od zabytkowego budynku i poszedł na najbliższy przystanek, na którym powoli zbierali się zaspani ludzie, przygotowujący się do pracy. Nikt nie rozmawiał, w ciszy i pokorze czekali na tramwaj mający zabrać ich, zabrać stąd.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

odmienne stany moralności

17 wrz

Po raz kolejny chciałbym potrafić napisać to, co czuję. Nie potrafię tego przekazać. Jestem zamknięty sam w sobie. Tyle smutku. Smutku, któremu przecież nie można zapobiec. Jestem bardzo zraniony.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ostatnio blog staje się dość muzyczny, ale nie potrafię wyrażać uczuć.

15 wrz

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

It’s The End Of The World As We Know It

09 wrz

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czwartek.

07 wrz

Asnyk srasnyk.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS