RSS
 

Dociekania psa

08 sie

„Przypominam sobie pewne zdarzenie z mej młodości, znajdowałem się wówczas w jednym z tych niewytłumaczalnych stanów błogiego podniecenia, których chyba każdy doświadcza jako dziecko, byłem jeszcze zupełnie młodym psem, wszystko mi się podobało, ze wszystkim czułem się związany, sądziłem, że rozgrywają się wokół mnie wielkie rzeczy, [...] i rzeczywiście wydarzyło się wkrótce coś niezwykłego, co zdawało się spełniać szalone oczekiwania. [...] Spotkałem mianowicie gromadkę psów, a raczej nie tyle ją spotkałem, ile ona wyszła mi na spotkanie. [...] i wtedy – jakbym to ja je wywołał – wśród straszliwego hałasu, jakiego jeszcze nigdy nie słyszałem, z jakiegoś miejsca w ciemności wyszło na światło dzienne siedem psów. [...] Nie wiedziałem jeszcze wówczas prawie nic o twórczej muzykalności, którą obdarzone są jedynie psy [...] tym bardziej więc zaskakujący, wręcz wstrząsający był dla mnie widok tych siedmiu wielkich muzyków. Nic nie mówili, niczego nie śpiewali, właściwie cały czas milczeli nieomal z jakąś ogromną zaciętością, lecz z pustki wyczarowywali muzykę. Wszystko było muzyką, sposób w jaki unosili i stawiali nog, pewne poruszenia głowy, ich bieg i ich bezruch, pozycje jakie względem siebie przyjmowali, taneczne korowody, w jakie się łączyli, kiedy to jeden opierał przednie łapy na grzbiecie innego, po czym ustawiali się w ten sposób, że pierwszy, stojąc prosto, utrzymywał ciężar wszystkich pozostałych, albo gdy ze swych pełzających przy ziemi ciał układali zawiłe figury [...]. Więc może to nie były psy ? Ale jakże miałyby to nie być psy, uważniej się przysłuchując słyszałem przecież teraz nawet ciche okrzyki, którymi się wzajem zagrzewały, zwracały sobie uwagę na trudności, ostrzegały się się przed błędami, widziałem przecież, jak ostatni, najmniejszy pies, którego dotyczyła większość tych okrzyków, często zerka w moją stronę. [...] wyzbyły się wszelkiego wstydu, nieszczęsne robiły rzecz zarazem najkomiczniejszą i najbardziej nieprzyzwoitą, chodziły wyprostowane na tylnich nogach. Fe, do diabła ! Odsłaniały swoją nagość i chełpliwie wystawiały ją na pokaz: pyszniły się nią, a kiedy, ulegając na chwilę lepszemu popędowi, opuszczały przednie nogi, martwiały wręcz z przerażenia, jakby to był błąd, jakby Natura była błędem, i spiesznie z powrotem unosiły nogi, a ich oczy zdawały się prosić o wybaczenie – że musiały na chwilę przerwać swe bezeceństwa. [...] Nie mogłem już zrobić kroku, nie chciałem już ich pouczać, mogły nadal rozkraczać nogi, grzeszyć i innych kusić do grzesznego przyglądania się im w milczeniu, byłem małym psem, któż mógł ode mnie wymagać czegoś tak trudnego ?”

 
Komentarze (12)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. teren-kobietki

    8 sierpnia 2005 o 21:03

    przeczytałam.

    i straszne, nie znalazłam żadnego punktu zaczepienia prócz..

    tego, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka.

    //żem się uczepiła tego miejsca, nie? :)

     
  2. Nacodzien

    8 sierpnia 2005 o 22:31

    Ale chyba nie o to chodziło Kafce, gdy pisał (niedokończone, niestety) Dociekania psa.
    Ale ten fragment jakby przedstawia moje sampoczucie, chociaż być może mówi o zupełnie inny, quasi-traumatycznym przeżyciu z młodych lat Kafki, jak twierdzi Rieck.

     
  3. M

    8 sierpnia 2005 o 22:36

    O ile poprzednia notka spowodowała u mnie coś na kształt wzruszenia o tyle ta, a raczej Twój do niej komentarz, sprawił, żem jest więcej niż rozczarowana. Czepiasz się moich notek twierdząc, że to grafomaństwo i bzdury po czym swoje stany opisujesz cudzymi słowami i interpretujesz jeszcze „cudzszymi”! A tak na marginesie, fragment z Kafki piekny i pewnie bardzo celny znając Twoje dziwne upodobania literackie. Jednak wracając do Marzyciela – jak Ty to mówisz … bardzo zgrabnie. A tak naprawdę, to świetnie napisane jest. Piękne porównania. I wybacz mą być może brutalną przyziemnośc, ale kurwa, znowu Ci zazdroszczę… Tak czy owak, Ty nadal jesteś Marzycielem, chyba nigdy nim nie przestaniesz byc, no nie? Ja jestem zaś trzystu procentowym oszustem…i ta swiadomość wprawia mnie w stan przesadnej euforii. Znowu rechoczę jak głupia. Chyba jestem głupia.

     
  4. teren-kobietki

    8 sierpnia 2005 o 22:40

    Napisz w dwóch zdaniach co czujesz, bo możesz się okazać lepszy od Kafki.

    (:

     
  5. Nacodzien

    8 sierpnia 2005 o 22:54

    M.

    Mam nadzieję, że zawsze będę marzycielem, chociaż nikt nie wie ile potrafi znieść razów od życia.

     
  6. M

    25 sierpnia 2005 o 12:00

    Na Twoje chyba szczęście zostaniesz Marzycielem. A ile razów od życia? Wiesz, gdybym miała policzyć swoje, tylko te największe to byłoby ich już co najmniej pięć. Więc pięć super-razów i pewnie kilkadziesiąt mini-razów. To mógłby być standard.

    Twoja Ukochana Wielka Trójka :) już niedługo poprawia egzaminy, więc trzymaj za nią kciuki, tak jak i ona trzyma kciuki za Ciebie.

    Ps. Brakuje mi Twojego charakterystycznego zaspiewu, kiedy mówiłeś „cześć pizdy” :)

     
  7. Nacodzien

    26 sierpnia 2005 o 16:55

    Hihi. Trzymam za Was kciuki, w koncu studiowanie na KSW to przez 98 proc. czasu sama zabawa :) .

     
  8. M.

    27 sierpnia 2005 o 16:57

    Szczerze Ci powiem, że zaczynam w to wątpić. Niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że muszę zacząć się starać. Inaczej szlag trafi wszystko, co sobie zaplanowałam.

    A tak Bogiem a prawdą, studiowanie tutaj to była zabawa tylko dla Ciebie farciartzu cholerny. Nie wiem jakim cudem zaliczyłeś tą zimową tak o bez nawet kurwa zaglądnięcia w pół notatki!

     
  9. Nacodzien

    30 sierpnia 2005 o 05:33

    A widzisz, to chodzi o podejscie – chciec to moc :) . Niestety w letniej juz mi sie nie chcialo, ale leje na to cieplym moczem. Mam wazniejsze sprawy w zyciu, tylko jeszcze nie wiem jakie :) . Tymczasem gotuje sie do nowego studiowania. Zycze powodzenia w zdawaniu sesji. Pamietajcie – nie ma chuja we wsi.

     
  10. M

    30 sierpnia 2005 o 15:13

    Jakbyś był bliżej to bym Ci kopa zasadziła na szczęscie a tak to tylko wykrzyknę głośno i wyraźnie: Good Ci luck! Everybody ściskamy za Cię kciukensy.

     
  11. nacodzien

    3 września 2005 o 20:50

    Nie mam weny.

     
  12. M

    9 września 2005 o 18:43

    Dzięks za telefon ostatnio. Fajnie cię było usłyszeć. Jak tylko się rozłączyłeś cała Wielka Trójka wpadła w nastrój raczej destrukcyjny. Jakaś taka nostalgia/melancholia/rozżewnienie nas ogarnęło i zaczęlismy wspominać stare, dobre czasy.

    A propo naszych poprawek. Jest źle. Z Zyblikiewicza to narazie tylko 5 osób zdało. W sumie może jakieś 15 puścił. Znaczy kumasz, w ciągu trzech dni zrobił poprawki i cały wydział miał się stawić. No i z całego wydziału puścił jakieś 15 osób. Qba i Ruda niestety oblali, ale o ile Ruda chyba troszkę się przejęła (przyjechała do mnie wczoraj i była dziwna) to Qba chyba BYŁ MAŁO ZAINTERESOWANY TYM FAKTEM. z NASZEGO ROKU ZDAŁO CHYBA 5 OSÓB.

    Ja w poniedziałek piszę mikro (jebana mać) więc wish me luck. W sumie jakoś przez ostatnie kilka dni przestało mnie to obchodzić. Wulgarnie powiem, chyba na to leję. Zdam to zdam, nie to nie. Świat się nie skończy.

    A Wy jak tam? Angielski z Koreańczykiem Ci się podoba? Przyślij znowu jakieś photos, tym razem tylko zapakuj je w jakiś kulturalny sposób. Bo się dranie znarowiły i openować nie chcą.

    Greets for Your Wife.

     
 

  • RSS