RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2005

Dociekania psa

08 sie

„Przypominam sobie pewne zdarzenie z mej młodości, znajdowałem się wówczas w jednym z tych niewytłumaczalnych stanów błogiego podniecenia, których chyba każdy doświadcza jako dziecko, byłem jeszcze zupełnie młodym psem, wszystko mi się podobało, ze wszystkim czułem się związany, sądziłem, że rozgrywają się wokół mnie wielkie rzeczy, [...] i rzeczywiście wydarzyło się wkrótce coś niezwykłego, co zdawało się spełniać szalone oczekiwania. [...] Spotkałem mianowicie gromadkę psów, a raczej nie tyle ją spotkałem, ile ona wyszła mi na spotkanie. [...] i wtedy – jakbym to ja je wywołał – wśród straszliwego hałasu, jakiego jeszcze nigdy nie słyszałem, z jakiegoś miejsca w ciemności wyszło na światło dzienne siedem psów. [...] Nie wiedziałem jeszcze wówczas prawie nic o twórczej muzykalności, którą obdarzone są jedynie psy [...] tym bardziej więc zaskakujący, wręcz wstrząsający był dla mnie widok tych siedmiu wielkich muzyków. Nic nie mówili, niczego nie śpiewali, właściwie cały czas milczeli nieomal z jakąś ogromną zaciętością, lecz z pustki wyczarowywali muzykę. Wszystko było muzyką, sposób w jaki unosili i stawiali nog, pewne poruszenia głowy, ich bieg i ich bezruch, pozycje jakie względem siebie przyjmowali, taneczne korowody, w jakie się łączyli, kiedy to jeden opierał przednie łapy na grzbiecie innego, po czym ustawiali się w ten sposób, że pierwszy, stojąc prosto, utrzymywał ciężar wszystkich pozostałych, albo gdy ze swych pełzających przy ziemi ciał układali zawiłe figury [...]. Więc może to nie były psy ? Ale jakże miałyby to nie być psy, uważniej się przysłuchując słyszałem przecież teraz nawet ciche okrzyki, którymi się wzajem zagrzewały, zwracały sobie uwagę na trudności, ostrzegały się się przed błędami, widziałem przecież, jak ostatni, najmniejszy pies, którego dotyczyła większość tych okrzyków, często zerka w moją stronę. [...] wyzbyły się wszelkiego wstydu, nieszczęsne robiły rzecz zarazem najkomiczniejszą i najbardziej nieprzyzwoitą, chodziły wyprostowane na tylnich nogach. Fe, do diabła ! Odsłaniały swoją nagość i chełpliwie wystawiały ją na pokaz: pyszniły się nią, a kiedy, ulegając na chwilę lepszemu popędowi, opuszczały przednie nogi, martwiały wręcz z przerażenia, jakby to był błąd, jakby Natura była błędem, i spiesznie z powrotem unosiły nogi, a ich oczy zdawały się prosić o wybaczenie – że musiały na chwilę przerwać swe bezeceństwa. [...] Nie mogłem już zrobić kroku, nie chciałem już ich pouczać, mogły nadal rozkraczać nogi, grzeszyć i innych kusić do grzesznego przyglądania się im w milczeniu, byłem małym psem, któż mógł ode mnie wymagać czegoś tak trudnego ?”

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Marzyciel

08 sie

Zdaje się, że w pewnym momencie życia, gdy człowiek dorasta i rozumie znacznie więcej niż drzewiej, zaczyna on nienawidzić marzycieli.
Już samo dorastanie jest czymś na kształt – nie tyle tracenia niewinności, bowiem to byłoby zbyt banalne – tracenia wiary w człowieka. Innymi słowy przepełniona dobrymi rokowaniami na przyszłość głowa zostaje zlana zimną wodą, na którą składają się stracone zaufanie czy w ogóle krzywdy popełnione przez innych. Mówiąc wprost – dorastanie, wchodzenie w dorosłość jest czymś na kształt odkrywania coraz to bardziej wysublimowanych cierpień, jakie zadaje nam życie.
I właśnie poprzez takie odbieranie swojego istnienia zaczynasz nienawidzieć marzyciela, który nadal ma nadzieję czy który nadal wierzy. Życie byłoby prostsze i po prostu radosne, gdyby uwierzyć w jego prostotę, jednak zawsze jest na odwrót. Czemu ? Wyobraź sobie jedynego uczciwego w państwie oszustów – gdy zobaczy on, że jego postępowanie, chociaż dobre, jest bezsensowne. Zatem świat to taki kraj oszustów, a człowiek, rzekłbym niedorośnięty, czyli nadal marzyciel, to ten postępujący zgodnie z sumieniem. Szybko przepada, a jego deprawację nazywa się dojrzewaniem i prawdziwym zrozumieniem życia – które przecież nie jest radosne, jak tłumaczą oszuści. A czemu nie jest ? Bo wszyscy oszukują i koło jest zamnkięte.
Marzyciel to Justyna z prozy De Sade’a. Pozostają mu dwa wyjścia – zginąć, jeśli boi się popełnić samobójstwo (na przykład będąc rażonym piorunem, co wydaje się ulgą dla strachliwego marzyciela, przerażonego złem tego świata i rozczarowanego, po prostu rozczarowanego) bądź też zostać oszustem. Ogromna większość z nas wybiera drugą drogę, zaczynając wierzyć oszustom, że życie jest pasmem cierpień.
Marzyciel wie, że bycie sobie na tym świecie nie jest usłane różami – i też tego nie chce, bowiem sielanka rodzi zniechęcenie. Wie jednak marzyciel, że mimo wielu brudów tego świata można żyć dobrze po prostu więrząc w jakiś fundament – nieważne jaki, ważne jednak by był absolutnie prawdziwy. Jak na przykład miłość.
Jest trzecie wyjście z dorastania. Poznać drugiego marzyciela, z którym można budować życie na wyżej wspomnianym fundamencie. Tacy marzyciele wiedzą, że żyją pośród oszustów ciągle wmawiającym marzycielom, że życie jest ciężkie. I przecież sami mają problemy… Ale dopóki mają w co wierzyć nie czują się w żadnej mierze pokonani, bo przecież o to chodzi oszustom – pokonać wiarę w to, że można żyć szczęśliwie poprzez niszczenie zaufania.
Możesz tedy ufać sobie i innemu marzycielowi, żyć w zgodzie z oszustami i po prostu uprawiać własny ogródek, wiedząc, że jeśli nie uczynisz świata lepszym to jednak twoje życie może być lepsze.
A czemu człowiek, który wybiera drogę oszusta nienawidzi marzycieli ? To bardzo proste – są oni przecież tym, czym oszust chciał być zawsze, ale w co stracił wiarę przez co niszczył w sobie boski pierwiastek marzycielstwa.
Marzyciela prawdziwego, który znalazł pokrewną sobie duszę i ułożył życie w spokoju pośród oszustów wierząc w fundament, może zniszczyć tylko jedno – gdy ta pokrewna dusza przestaje marzyć. Wtedy marzycielowi pozostają dwie drogi – zostać oszustem bądź wybrać wieczny spokój (niepokój?). Umierać jednak z myślą, że nie ma i nie było na świecie marzycieli to istna męka. Ale przecież czy tak nie dzieje się zawsze ? Bo w końcu oczuści są po prostu koniecznością, a marzyciel – strupem.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS