RSS
 

Ebenezer Bomber

23 lut

Ebenezer Bomber tego dnia zalozyl swoj ulubiony, szaro-bury garnitur, wypelniony lupiezem i specyficznym odorem wydawanym z ciala Bombera. Parasol mocno dierzony w jego dloni sprawial wrazenie leciwego, jednak Bomber, po zalozeniu brazowego kapelusza i przegladnieciu sie w lustrze byl zadowolony tym, co zobaczyl.
“Mimo nienajmlodszego wieku nadal moge kusic moje co ponetniejsze studentki” pomyslal z emfaza, po czym jeszcze raz spojrzal na kuchenny zegar, ktory wskazywal godzine dziesiata. Wybijal on dziwna melodie, chaotycznie zlozona z dzwiekow wyskoich i niskich, tak, ze spawialy wrazenie krzykow w sredniowiecznym szpitalu dla psychicznie chorych, gdy Ebenezer przekrecil klucz w drzwiach, po czym sprawdzil ich zamkniecie. Wolno zszedl ze schodow, co przyprawilo go o lekkie zmeczenie tak, ze pot niesmialo zaczynal perlic sie na czole zakrytym kapeluszem. Jakis “gowniarz”, jak nazywal mlodziez Bomber, szybko przejechal rowerem wprost przed rozlewajacym sie cialem Ebenezera. “Szczyle” pomyslal, po czym podjal postanowienie, by za to nieprzyjemnie wydarzenie odegrac sie na swoich uczniach.
Samochod Bombera, choc zadbany, ciezko dyszal na jezdni i wydawal z siebie obloki czarnego dymu, ktory dusil czekajacych na tramwaj przystankowiczow. Gdy jechal lewym pasem, wyciagajac odpowiednia predkosc 50 kilometrow na godzine, kierowca znajdujacy sie za nim dawal swietlne, a potem dzwiekowe sygnaly tak, by Bomber ustapil miejsca pojazdom, ktore szybciej poruszaly sie po drodze. Nie zmienil pasu ruchu, co szybko przyczynilo sie do powstania niewielkiej kolejki za stekajacym samochodem.
Gdy juz dojechal pod budynek uczelni czul, ze jest z siebie zadowolony, choc nadal nerwy trzymly go w ryzach – jak zawsze przed wejsciem do budynku pelnego mlodych ludzi. “Szczyle” szybko pomyslal Bobmer, odbierajac klucz do sali wykladowej i wycierajac stara, zolta chusteczka spocone czolo. Mial jeszcze kilka minut do rozpoczecia egzaminu, dlatego szybkim truchtem (wedlug niego, inni nazwali ten chod mozolnym i przyciezkawym) udal sie do sklepiku, gdzie wchodzac przed kolejke nabyl wode mineralna. Nie trwalo dlugo, gdy pusta butelke umiescil w przepelnionym koszu na smieci (ktory to ruch wyrzucil kilka starych opakowan, jakie spogladaly na swiat sponad kupki zuzytych przedmiotow). Jako ze byl gibki i zwinny, pomylal, ze ma jeszcze chwile, by ulzyc swemu przemeczonemu pecherzowi, dlatego szybkim krakiem podazyl do toalety. Tam, strzepujac cztery razy niechcacy namaslic prawa reke dwiema kropelkami moczu, ktore szybko wytarl o poly wyblaklej marynarki.
Przed sala zebral sie tlum ludzi. “Gnoje” pomyslal Ebenezer, po czym otworzyl drzwi i gdy sciagal kapelusz przygladal sie wchodzacym. “No, no, niektore naprawde sa apetyczne, choc kariery akademickiej to nie wroze zadnemu”. Po krotkiej prelekcji i przeczekaniu, az studenci usiada we wskazanych miejscach, zaczal dyktowac pytania testu. Widzac strapione miny mlodych wewnetrznie poczul sie rad, po czym niczym rekin krazyl po sali spogladajac na przerazone miny swoich studentow. Sunal szybko i bezszelestnie tak, ze te zwinne ruchy niewspolgraly z masa i zwyczajnym, dosc bombastycznym typem zachowania Bombera. Ciche pomruki dwoch siedzacych blisko siebie studentwo skwitowal cichutkim piskiem zachwytu, po czym podszedl do nieszczesnikow i nie bez zadowolenia na twarzy wyprosil ich z sali, na pracach wpisujac ocene niedostateczna. “Ha” pomyslal Bobmer, po czym niemal tanecznym krokiem udal sie w strone katedry, by dac odpoczac strudzonemu cialu.
Egzamin dobiegal konca, wiec Ebenezer wstal i slinac niedomyte palce zaczal pospieszac piszacych. Po zebraniu prac w glebi mysli zlorzeczyl na powstaly rwetes, ktory jednak napawal go zadowoleniem: “Pewnie nie potrafili odpowiedziec na ani jedno pytanie. Debile.” pomyslal, przypisujac halasowi strach i brak nadziei, jakie zapanowaly wsrod wychodzacych studentow.
Z pewnym ociaganiem sie zlozyl prace w kupe, po czym nalozyl kapelusz na przetluszczone wlosy i nie zwazajac na nagabujacych go studentow wyszedl z uczelni.
Po spokojnej jezdzie do domu czul sie zmeczony, dlatego zapadl w krotka, czterogodzinna drzemke, podczas ktorech dosadnie chrapal. Gdy juz odswiezony i obudzony zasiadl do sprawdzania prac, poczul wilogc na plecach. Koszula w miejscu pach, jak i z tylu byla przemoczona potem i wydzielala niemily zapach. Z niemalym problemem sciaganal z siebie przepoczona tkanine, po czym z koszu na brudna odziez wysuplal ulubiona gore od dresu, ktora chociaz od trzech dni czekala na pranie, to jednak niedostatecznie przesmierdla zapachami swych sasiadek, by byc niezdatna do uzywania.
Kuchenny zegar wydal z siebie krzyk, ktory opisac moglby chyba tylko wyglad obrazu Muncha. Bomber doszedl do wniosku, ze jest juz za pozno na prace, a zadowolony z dnia, ktory minal bez wiekszych komplikacji, podrzucil stosem kartek w powietrze. Prace porozsypywaly sie niemal na caly niewielki pokoj, wypelniony mebloscianka z lat PRL-u. “No, szczesliwe kroliczki, co my tu mamy” myslal podnoszac dosc duzy stos kartek, ktore opadly na niewielkie i porysowane biurko. “Niech bedzie dostateczny” wykoncypowal, po czym trzymane w reku papiery wrzucil do starego pudelka po butach, na ktorych czarnym pisakiem bylo napisane DST. “A, za duzo tego dobrego” niemal nagle pomyslal, po czym wsadzil gruba reke w stos kartek, ktore juz zaczynaly nabierac nieprzyjemnego zapachu starych bomberowskich butow. “Hmm, dzisiaj wygrywa pani Porzycka” stwierdzil, rzucajac wyciagnieta prace na zielona i podarta kanape, po czym zebral wszystkie prace, ktore na niej wyladowaly i zadowolony z odpowiedniej ich ilosci wsadzil je do drugiego pudla, tym razem po ciastkach, na ktorym widnial napis “NDST!”.
Szybko uporal sie z niewielka iloscia prac, ktore spadly na podloge i mebloscianke, po czym wlaczyl swoj czarno-bialy telewizor. Telewizja Tetno wlasie nadawala program Warto gawedzic, gdzie uczesnticy miotlami okladali przywiazana do iluzorycznego stosu minister rzadu odpowiedzialna za rownouprawnienie, Magdalene Czwartek. Usmiechnal sie pod nosem, zlorzeczac “bezczelnej babie, i to z tytulem doktorskim! Kto to widzial, baba po studiach?” zamyslil sie emocjonalnie Bomber. Podkrecil glosnosc, gdyz poszedl do kuchni przygotowac sobie tlusty posilek, a nie chcial stracic jekow bolu wydbywajacych sie z ust Czwartek. Cieszylo go podzeganie do zadawania mocniejszych ciosow, do ktorgo namawial prowadzacy progam, Zwolnieszalski.
Otwierajac mala, radziecka lodowke Ebenezer poczul zapach stechlizny i plesni, ktory zawsze napawal go glodem. Jeko reka zanuzyla sie w lodowce, by poszukac odpowiedniego jedzenia. Palce, niczym otyle weze, gibaly sie na lewo i prawo, by mocno pochwycic kawal kielbasy, znajdujacej sie za przeterminowanym majonezem. “Pycha” myslal Bomber, wchlaniajac kawal miesa, ktory mial wrece. Gdy mocniej scisnaj laske kielbasy, ta, popekana, zaczela wydalac ciekly tluszcz, ktory rozlewal sie miedzy palcami Ebenezera, co tylko bardziej rozochocilo go do szybkiej konsumpcji.
Po posilku i wylaczeniu telewizora Ebenezer sciagnal dresowa bluze i spodnie od marynarki, ktore nadal mial na sobie. Na woniejace bokserki nalozyl spodnie od pidzamy w paski. Byly troche krotkie, ale to nigdy nie przeszkadalo Bomberowi. Po przemyciu twarzy ciemna woda, jaka trzymal w misce obok lozka (od tygodnia), wdzial gore pidzamy, ktora na plecach miala kawalek wgniecionego ciasta, na ktorym przez przypadek Bomber zasnal kilka dni temu. Wykrecil zarowke z lampki na stoliku nosnym, po czym przylozyl glowe do poduszki, glosno zakaszlal, wytarl flegme o rekaw i zasnal.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS