RSS
 

Archiwum - Luty, 2005

Ebenezer Bomber

23 lut

Ebenezer Bomber tego dnia zalozyl swoj ulubiony, szaro-bury garnitur, wypelniony lupiezem i specyficznym odorem wydawanym z ciala Bombera. Parasol mocno dierzony w jego dloni sprawial wrazenie leciwego, jednak Bomber, po zalozeniu brazowego kapelusza i przegladnieciu sie w lustrze byl zadowolony tym, co zobaczyl.
“Mimo nienajmlodszego wieku nadal moge kusic moje co ponetniejsze studentki” pomyslal z emfaza, po czym jeszcze raz spojrzal na kuchenny zegar, ktory wskazywal godzine dziesiata. Wybijal on dziwna melodie, chaotycznie zlozona z dzwiekow wyskoich i niskich, tak, ze spawialy wrazenie krzykow w sredniowiecznym szpitalu dla psychicznie chorych, gdy Ebenezer przekrecil klucz w drzwiach, po czym sprawdzil ich zamkniecie. Wolno zszedl ze schodow, co przyprawilo go o lekkie zmeczenie tak, ze pot niesmialo zaczynal perlic sie na czole zakrytym kapeluszem. Jakis “gowniarz”, jak nazywal mlodziez Bomber, szybko przejechal rowerem wprost przed rozlewajacym sie cialem Ebenezera. “Szczyle” pomyslal, po czym podjal postanowienie, by za to nieprzyjemnie wydarzenie odegrac sie na swoich uczniach.
Samochod Bombera, choc zadbany, ciezko dyszal na jezdni i wydawal z siebie obloki czarnego dymu, ktory dusil czekajacych na tramwaj przystankowiczow. Gdy jechal lewym pasem, wyciagajac odpowiednia predkosc 50 kilometrow na godzine, kierowca znajdujacy sie za nim dawal swietlne, a potem dzwiekowe sygnaly tak, by Bomber ustapil miejsca pojazdom, ktore szybciej poruszaly sie po drodze. Nie zmienil pasu ruchu, co szybko przyczynilo sie do powstania niewielkiej kolejki za stekajacym samochodem.
Gdy juz dojechal pod budynek uczelni czul, ze jest z siebie zadowolony, choc nadal nerwy trzymly go w ryzach – jak zawsze przed wejsciem do budynku pelnego mlodych ludzi. “Szczyle” szybko pomyslal Bobmer, odbierajac klucz do sali wykladowej i wycierajac stara, zolta chusteczka spocone czolo. Mial jeszcze kilka minut do rozpoczecia egzaminu, dlatego szybkim truchtem (wedlug niego, inni nazwali ten chod mozolnym i przyciezkawym) udal sie do sklepiku, gdzie wchodzac przed kolejke nabyl wode mineralna. Nie trwalo dlugo, gdy pusta butelke umiescil w przepelnionym koszu na smieci (ktory to ruch wyrzucil kilka starych opakowan, jakie spogladaly na swiat sponad kupki zuzytych przedmiotow). Jako ze byl gibki i zwinny, pomylal, ze ma jeszcze chwile, by ulzyc swemu przemeczonemu pecherzowi, dlatego szybkim krakiem podazyl do toalety. Tam, strzepujac cztery razy niechcacy namaslic prawa reke dwiema kropelkami moczu, ktore szybko wytarl o poly wyblaklej marynarki.
Przed sala zebral sie tlum ludzi. “Gnoje” pomyslal Ebenezer, po czym otworzyl drzwi i gdy sciagal kapelusz przygladal sie wchodzacym. “No, no, niektore naprawde sa apetyczne, choc kariery akademickiej to nie wroze zadnemu”. Po krotkiej prelekcji i przeczekaniu, az studenci usiada we wskazanych miejscach, zaczal dyktowac pytania testu. Widzac strapione miny mlodych wewnetrznie poczul sie rad, po czym niczym rekin krazyl po sali spogladajac na przerazone miny swoich studentow. Sunal szybko i bezszelestnie tak, ze te zwinne ruchy niewspolgraly z masa i zwyczajnym, dosc bombastycznym typem zachowania Bombera. Ciche pomruki dwoch siedzacych blisko siebie studentwo skwitowal cichutkim piskiem zachwytu, po czym podszedl do nieszczesnikow i nie bez zadowolenia na twarzy wyprosil ich z sali, na pracach wpisujac ocene niedostateczna. “Ha” pomyslal Bobmer, po czym niemal tanecznym krokiem udal sie w strone katedry, by dac odpoczac strudzonemu cialu.
Egzamin dobiegal konca, wiec Ebenezer wstal i slinac niedomyte palce zaczal pospieszac piszacych. Po zebraniu prac w glebi mysli zlorzeczyl na powstaly rwetes, ktory jednak napawal go zadowoleniem: “Pewnie nie potrafili odpowiedziec na ani jedno pytanie. Debile.” pomyslal, przypisujac halasowi strach i brak nadziei, jakie zapanowaly wsrod wychodzacych studentow.
Z pewnym ociaganiem sie zlozyl prace w kupe, po czym nalozyl kapelusz na przetluszczone wlosy i nie zwazajac na nagabujacych go studentow wyszedl z uczelni.
Po spokojnej jezdzie do domu czul sie zmeczony, dlatego zapadl w krotka, czterogodzinna drzemke, podczas ktorech dosadnie chrapal. Gdy juz odswiezony i obudzony zasiadl do sprawdzania prac, poczul wilogc na plecach. Koszula w miejscu pach, jak i z tylu byla przemoczona potem i wydzielala niemily zapach. Z niemalym problemem sciaganal z siebie przepoczona tkanine, po czym z koszu na brudna odziez wysuplal ulubiona gore od dresu, ktora chociaz od trzech dni czekala na pranie, to jednak niedostatecznie przesmierdla zapachami swych sasiadek, by byc niezdatna do uzywania.
Kuchenny zegar wydal z siebie krzyk, ktory opisac moglby chyba tylko wyglad obrazu Muncha. Bomber doszedl do wniosku, ze jest juz za pozno na prace, a zadowolony z dnia, ktory minal bez wiekszych komplikacji, podrzucil stosem kartek w powietrze. Prace porozsypywaly sie niemal na caly niewielki pokoj, wypelniony mebloscianka z lat PRL-u. “No, szczesliwe kroliczki, co my tu mamy” myslal podnoszac dosc duzy stos kartek, ktore opadly na niewielkie i porysowane biurko. “Niech bedzie dostateczny” wykoncypowal, po czym trzymane w reku papiery wrzucil do starego pudelka po butach, na ktorych czarnym pisakiem bylo napisane DST. “A, za duzo tego dobrego” niemal nagle pomyslal, po czym wsadzil gruba reke w stos kartek, ktore juz zaczynaly nabierac nieprzyjemnego zapachu starych bomberowskich butow. “Hmm, dzisiaj wygrywa pani Porzycka” stwierdzil, rzucajac wyciagnieta prace na zielona i podarta kanape, po czym zebral wszystkie prace, ktore na niej wyladowaly i zadowolony z odpowiedniej ich ilosci wsadzil je do drugiego pudla, tym razem po ciastkach, na ktorym widnial napis “NDST!”.
Szybko uporal sie z niewielka iloscia prac, ktore spadly na podloge i mebloscianke, po czym wlaczyl swoj czarno-bialy telewizor. Telewizja Tetno wlasie nadawala program Warto gawedzic, gdzie uczesnticy miotlami okladali przywiazana do iluzorycznego stosu minister rzadu odpowiedzialna za rownouprawnienie, Magdalene Czwartek. Usmiechnal sie pod nosem, zlorzeczac “bezczelnej babie, i to z tytulem doktorskim! Kto to widzial, baba po studiach?” zamyslil sie emocjonalnie Bomber. Podkrecil glosnosc, gdyz poszedl do kuchni przygotowac sobie tlusty posilek, a nie chcial stracic jekow bolu wydbywajacych sie z ust Czwartek. Cieszylo go podzeganie do zadawania mocniejszych ciosow, do ktorgo namawial prowadzacy progam, Zwolnieszalski.
Otwierajac mala, radziecka lodowke Ebenezer poczul zapach stechlizny i plesni, ktory zawsze napawal go glodem. Jeko reka zanuzyla sie w lodowce, by poszukac odpowiedniego jedzenia. Palce, niczym otyle weze, gibaly sie na lewo i prawo, by mocno pochwycic kawal kielbasy, znajdujacej sie za przeterminowanym majonezem. “Pycha” myslal Bomber, wchlaniajac kawal miesa, ktory mial wrece. Gdy mocniej scisnaj laske kielbasy, ta, popekana, zaczela wydalac ciekly tluszcz, ktory rozlewal sie miedzy palcami Ebenezera, co tylko bardziej rozochocilo go do szybkiej konsumpcji.
Po posilku i wylaczeniu telewizora Ebenezer sciagnal dresowa bluze i spodnie od marynarki, ktore nadal mial na sobie. Na woniejace bokserki nalozyl spodnie od pidzamy w paski. Byly troche krotkie, ale to nigdy nie przeszkadalo Bomberowi. Po przemyciu twarzy ciemna woda, jaka trzymal w misce obok lozka (od tygodnia), wdzial gore pidzamy, ktora na plecach miala kawalek wgniecionego ciasta, na ktorym przez przypadek Bomber zasnal kilka dni temu. Wykrecil zarowke z lampki na stoliku nosnym, po czym przylozyl glowe do poduszki, glosno zakaszlal, wytarl flegme o rekaw i zasnal.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bliżej

06 lut

Życie nawet nie wiem jak bardzo by chciało, to jednak nie może być proste. Wszystko się komplikuje, ale to za mało – wszystko, co już jest pokręcone zakręci się jeszcze raz. Boże jedyny, jaką stworzyłeś planetę pełną emocji tak skrajnych i tak ciężkich do zrozumienia… Dupa. W emocjach najważniejsze i najbardziej bolące jest to, że nie da się ich wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób, a rozumowanie można włożyć do zmoczonej kieszeni. Powiem inaczej: nigdy nie wiesz co się stanie, możesz planować a wtedy plan się zburzy, możesz łapać dzień, a będzie to codziennie dzień świstaka. Tutaj zdecydowanie nie chodzi o pustkę, wypranie z emocji – po prostu gesty już nie sa tak teatralne. Może gesty w ogóle zanikają, a racjonalne zachowanie zupełnie nie daje sobie rady z emocjami (które, jak już wspomnieliśmy, rozumowe nie są) i stąd rodzi się uczucie strachu. Wchodzisz do domu i w jednej chwili czujesz się bosko, mimo że z ciężarem na sercu – ale chcesz zapamiętać tą chwilę. Następnie zostajesz zabity chociaż będziesz żył i prosperował jeszcze przez lata. W momencie, gdy Twoje szczęście – nie, gdy Twoje życie jest złamane (w chwilę po sytuacji, którą chciałeś zapamiętać na zawsze) zadajesz sobie ból. Masochizm przy tym to betka, zabawa dla dzieci i kretynów. Tutaj jest coś dużo poważniejszego i mrocznego – w tym miejscu, w tej chwili właśnie rozumowanie zupełnie wysiada, gdy dochodzi do wniosku, że rola racjonalizmu została zdewaluowana (i choć wiadomo dlaczego, to nie wiadomo co dalej). Mówiąc prościej: idziesz sobie przez życie i nawet jeśli świadomy własnego szczęścia, to jednak widzisz nieszczęśników. Tym bardziej przerażają Cię oni, że czasem sam widzisz swoje odbicie w ich twarzach, a tego boisz się najbardziej na świecie, bo wtedy zostanie złamane Twoje życie. Inaczej – to jak z wypadkiem, który właśnie Ci się przydarzył – pytasz Boga „Dlaczego ja?”. Z tą fundamentalną różnicą, że może nawet nie tyle zrozumiesz, co poczujesz dlaczego, to jednak śmierć będzie tysiąc razy bardziej śmiercionośna niż na przykład wypadek samochodowy. Podsumujmy – mimo, że życie póki co (nieszczęsne „póki co”!) jest da Ciebie naprawdę łaskawe i spijasz je świadom tego szczęścia, czasem przydarzy się zauważyć nieszczęśnika (nieszczęśnik w innym znaczeniu niż nieudacznik czy człowiek, któremu spłonął dom-budynek) a wtedy boisz się i drgawki przez Ciebie przemawiają, bo tak jak widzisz wypadek i cieszysz się, że to nie Ty (ale mogłeś być Ty!), tak i teraz boisz się, że Twoje szczęście czy może po prostu spokojne życie może być złamane, a naznaczony będziesz tysiąc razy, spalony żywcem wewnętrznie i nawet jeśli życie pozornie wróci do normy, to jednak doświadczenia nie pozwolą Ci już nigdy spać spokojnie. Tego się boję naprawdę i może dlatego oglądam TE filmy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS