RSS
 

Archiwum - Marzec, 2004

Depresja na koniec wieku.

31 mar

Boję się coraz bardziej, coraz więcej czuję złego. Coraz częściej chwile, kiedy jestem odprężony, uznaję za ilzuję. Coraz większy jest mój nie-udział w świecie. Popadam w depresję w depresji, jestem samotny bo się boję. Boję się, bo jestem samotny – nie widzę sensu, nie widzę końca, wciaż chcę wyjść z domu, wciąż na mnie pada. Chcą mi pomóc a ja pomoc odtrącam. I w ogóle nadal piszę, to jest najbardziej przerażające (przynajmniej dla Was, o miliony moich fanów). Jeszcze widzę ten jeden punkcik na niebie, blado i anemiczne się błyska – przeze mnie, założyłem okulary przeciw-widoczne. Zatracam się we własnym zatraceniu – umieram w umieraniu moim, tym bardziej, że umieranie to ani nie jest śmiertelne, ani nie jest moje. Najbrzydsze jest to, że nic się nie stało. Albo staje się coś cały czas. Już nie wiem. Jeszcze nie wiem.

Pascal miał swoją otchłań, szła z nim nieprzerwanie.
Biada! Wszystko – przepaścią, czyn, żądza, marzenie.
Słowo! I nieraz czuję, gdy mi Przerażenie
Podnosi włos na głowie, jej wichru powianie.

W górze i w dole, zewsząd pustka i milczenie,
Przestrzeń straszliwa, w której czujemy spętanie…
Bóg palcem mądrym w nocy mych mglistym tumanie
Kreśli wielokształtnego koszmaru widzenie.

Boję się snu, jak można bać się wielkiej dziury,
Pełnej trwóg, prowadzącej w świat nie wiedzieć który.
Już tylko nieskończoność widzę z wszystkich okien,

I mój duch nawiedzany ciągłymi zawroty
Zazdrośnie tęskni za nicości snem głębokim,
Ach! Nigdy nie wyjść poza Liczby i Istoty!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nawrót zimy

26 mar

Śnieg znowu pada.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Miłość, miłość, miłość…

09 mar

A ona całowała mnie pocałunkiem ust swoich i jej miłość była lepsza nad wino, i jej zapach upajał mnie rozkoszą, i piękna była jej szyja jak klejnoty, i jagody jej lic pośród złotych łańcuszków, otoś ty piękna, przyjaciółko moja, otoś ty piękna, oczy twoje jak gołębicy (mowiłem) i ukaż mi oblicze twoje, niehcaj głos twoj zabrzmi w uszach moich, albowiem głos twoj wdzięczny, a oblicze twoje piękne, zraniłaś serce moje, siostro moja, jednym okiem twoim i jednym ogniwem łańcuszka szyi twojej, plastrem miodu kapiącym wargi twoje, miód i mleko pod językiem twoim, a wonność ust twoich jak jabłek, podobne piersi twoje do gron winnych, twoje piersi jak grona winnicy, gardło twoje jak najlepsze wino, ktore obmywa moja miłość i spływa po wargach i zębach… Zdrój ogrodów, nard i szafran, trzcina wonna i cynamon, mirra i aloes, jadłem plastr z miodem moim, piłem wino moje z mlekiem moim; kimże byża, kimże więc była ta, która powstała niby zorza, piękna jak księżyc, jaśniejaca jak słońce, straszna jak wojska uszykowane porządnie.

Nie zawaham się nazwać błogosławionymi tych, którym dane było przeżyć coś podobnego…

Jak napisać to, że nadal można wierzyc w miłość, że przypomniałem sobię wiarę w miłość, aby nie było moje wyznanie karłowate ? Ja tego nie wiem, dlatego staram się wyrazić siebie poprzez słowa pisarza. Grzeszę prostotą ? Zapewne.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS